UWAGA!

Opowiadanie jest całkowitą fikcją, wyłącznie moim tworem wyobraźni. Wszelaki związek opowiadania z rzeczywistością jest przypadkowy.

sobota, 20 września 2014

" - Nienawidzę facetów"

Zasnęła wycieńczona ciągłym płaczem, a ja nie miałam siły wracać do domu. Wysłałam Bartkowi wiadomość, że nie wiem czy wrócę dziś do domu, bo Ada nie najlepiej się czuje. To był tylko jeden powód, ale istniał też drugi. Bałam się tego, co może zrobić Michał. Wiedziałam, że muszę być teraz bardzo ostrożna i przygotowana na wszystko z jego strony, ale miałam nadzieję, że nie będzie to długo trwało. Kiedy rozmawiałam z Konstantinem, poprosiłam go, żeby wysłał mi smsem numer do Mario. Musiałam do niego zadzwonić, bo czułam się bezradna i chciałam, żeby zabrał go od nas jak najszybciej. Jeżeli Michał nie chce wracać do domu, niech nie wraca, ale nie mogę zgodzić się na to, żeby mieszkał u nas i żeby takie sytuacje jak dzisiejsza miały jeszcze miejsce. Nie wiedziałam co mu strzeliło do głowy. Przecież dobrze wie, że jestem szczęśliwa z Bartkiem, wie ile przeszliśmy zanim wyszliśmy na prostą. A teraz, tak nagle, chce nam to odebrać, bo zazdrość nam szczęścia. Tak nie zachowują się przyjaciele.
Wyszłam na balkon, nie chcąc obudzić Ady i wybrałam w przypływie impulsu numer Wlazłego. Wysłuchałam kilka sygnałów, aż w końcu usłyszałam po drugiej stronie jego głos.
- Cześć Mario, tu Ida. Pamiętasz mnie jeszcze?
- O Tobie nie da się zapomnieć! Co tam u was słychać? Nie zostanę przypadkiem wujkiem?
- Nie żartuj sobie, panie atakujący! Lepiej sam się postaraj o własnego potomka.
- Na razie mam jednego i się nie wyrabiam.
- Dzwonię, bo mam pewien problem… Uwierz mi, że gdyby to nie była awaryjna sytuacja, to nie zajmowałabym ci czasu…
- Mów o co chodzi, bo czuję, że to ważne.
- Chodzi o Michała. Jest w kompletnej rozsypce. Dagmara wniosła pozew o rozwód, wyniosła się z domu i chce odebrać mu Oliwera. Obaj na razie mieszkają u nas i wszystko byłoby w porządku, ale Michał zaczął się dziwnie zachowywać w stosunku… do mnie.  – po drugiej stronie zaległa cisza, nawet myślałam, że coś nam przerwało, ale potem zrozumiałam, że Mariusz był po prostu w szoku po tym co usłyszał.  -  Mario, boję się, że on zepsuje to, co jest między mną a Bartkiem. Proszę cię, pomóż mi.
- Posłuchaj, najwcześniej mogę wylecieć w poniedziałek wieczorem. W Polsce będę we wtorek rano. Wytrzymasz jeszcze trochę?
- Myślę, że tak. Dziękuję, nie wiem, co bym bez ciebie zrobiła. I przepraszam za telefon.
- Bardzo dobrze, że zadzwoniłaś i niczym się nie martw, jak wrócę zabiorę go do siebie. Przepraszam cię, ale muszę kończyć. Trzymaj się, mała.
W momencie kiedy Mariusz się rozłączył, zobaczyłam Młodą jak wchodziła do klatki razem z tatą. Normalnie bym się ucieszyła, że ją widzę, ale teraz oznaczało to dla mnie tyle, że muszę wrócić do domu. Do Bartka i do… Michała.
Wyszłam im naprzeciw, żeby pomóc w niesieniu napakowanych toreb, które Paula ze sobą przywiozła.
- Dzień dobry, jestem Ida. Miło mi pana poznać – powiedziałam, biorąc od ojca Młodej jedną torbę.
- Dużo o pani słyszałem, mnie również jest miło.
- Nie wiedziałam, że przyjdziesz – zdziwiła się Paula.
- Ada źle się poczuła i teraz śpi. Nie chciałam zostawiać jej samej. – zostawiliśmy wszystkie rzeczy w nowym pokoju Pauliny, po czym jej tata stwierdził, że musi już uciekać. Pożegnałyśmy go i wróciłyśmy do drugiego pokoju. 
- Co się stało?
- To wszystko jest tak pogmatwane, że właściwie nie potrafię tego ująć w słowa. Powiem krótko – chodzi o Konstantina. Zaszło między nimi pewne nieporozumienie. Cupko wyjechał teraz na trochę, a Ada… nie mogła się pozbierać.
Paula wyglądała na zmartwioną, jak jej o tym powiedziałam i nie chciała słyszeć więcej szczegółów.
- Wszystko się psuje – stwierdziła krótko, kładąc się na łóżku.  – Zostań z nami, co? Nie chcę zostawać sama. – poczułam niezwykłą ulgę, kiedy usłyszałam te słowa i szybko napisałam do Bartka, że dzisiaj nie wrócę. Położyłam się obok Młodej, wzdychając cicho, a potem obie zasnęłyśmy, zmęczone dzisiejszym dniem.
***
Nie mogłam spać, bo wszystko co dzisiaj się zdarzyło nadal siedziało mi w głowie. Te wszystkie wyobrażenia, co by było gdybym wcześniej spróbowała z nim porozmawiać mnie dobijały. Te wyobrażenia były szczęśliwe, a realne życie było do dupy. Nie minęło przecież wiele czasu od tego kiedy płakałam za Alkiem, kiedy dowiedziałam się o jego zdradzie. Nie potrafiłam mu tego wybaczyć, ale też wybaczyć sobie nie było mi łatwo. Może gdybym nie była zaślepiona panującą między nami sielanką, zauważyłabym coś podejrzanego. Teraz pewnie jest szczęśliwy z tamtą, przygotowują się na przyjęcie na świat małego Serba, który pewnie będzie miał identyczne oczy jak jego tata. A ja siedzę w kuchni na stole, wpatruję się w nocny krajobraz za oknem i wspominam ostatnie dni.
Adrian też wtedy zniknął, sprawiając dotkliwy zawód nie tylko mnie, ale i Idzie. Mimo wszystko tęskniłam za nim i tęsknić będę. Byliśmy przyjaciółmi, a przyjaciołom należy wybaczać nawet najgorsze świństwa. Zastanawiałam się też czy Ida kiedykolwiek przestanie patrzeć na niego jak na zdrajcę – bo tak właśnie patrzyła. Kiedy ktoś wspomniał go w rozmowie, natychmiast zamilkła, a potem zmieniała temat. Było jej źle z tym faktem, że straciła przyjaciela, nie wiadomo z czyjej winy. Może my też czymś zawiniłyśmy i nieświadomie odepchnęłyśmy od siebie, będąc zaaferowane wyłącznie swoim życiem. I znowu co by było gdyby…
Chciałabym, żeby wrócił, naprawdę. Porozmawialibyśmy szczerze, pewnie popłynęłoby sporo łez i wyciągnęlibyśmy wobec siebie najgorsze żale jakie tylko byśmy mogli, ale chciałabym. Zobaczyć go znowu, pośmiać się z jego czy mojej głupoty, powspominać początki naszej przyjaźni. Może gdyby tu był, byłoby mi łatwiej pogodzić się z kolejną porażką. W pewnym momencie chciałam do niego zadzwonić, nawet poszłam do pokoju i przyniosłam z do kuchni telefon, ale nie miałam odwagi. To musiał być przemyślany krok, musiałabym zastanowić się do chciałabym mu powiedzieć, a nie tak z doskoku, bo nagle potrzebuję przyjaciela.
Chciałam też zadzwonić do kogoś jeszcze i powiedzieć mu, że zanim zdąży wrócić, umrę z tęsknoty. Ale tego też nie zrobiłam, bo zasnęłam na kuchennym stole. Obudziłam się dopiero rano, kiedy ktoś pukał do drzwi. Nie miałam ochoty otwierać, ale ten ktoś był bardzo natarczywy i wytrwały. Zwlekłam się więc ze stołu i przeczesując włosy poszłam otworzyć drzwi. Byłam rozespana, a raczej niewyspana, bo spałam zaledwie dwie godziny. Dopiero kiedy coś uścisnęło moje nogi, a z progu spojrzały na mnie cholernie niebieskie oczy, jakoś się otrząsnęłam.
- Cześć ciocia – powiedział mały i bezpretensjonalnie, jak to dziecko, wpakował się do mieszkania. Chciałam zaprosić jego ojca do środka, ale odmówił.
- Muszę pozałatwiać kilka spraw, nie będzie mnie kilka dni. Zajmiecie się nim? – przyjrzałam się mu dokładnie, chcąc zauważyć jakąkolwiek zmianę, ale nie mogłam niczego dostrzec. Może to była tylko chwilowa słabość, pomyślałam, mając w pamięci słowa Idy, przestraszonej zachowaniem Michała Winiarskiego. Jako że nie mogłam nic z siebie wydusić, przytaknęłam i odebrałam od niego torbę z rzeczami małego. – A, jeszcze jedno. Bartek musiał jechać do rodziców, coś z jego mamą. Nie dzwonił, bo dowiedział się późno w nocy. Powiedział, że się odezwie.
- Przekażę -  powiedziałam, ale on i tak już tego nie usłyszał, bo zbiegał po schodach. Zamknęłam drzwi i napotkałam spojrzenie naszego Księcia.
- Obejrzymy bajkę? – zapytał niepewnie, ale kiedy kiwnęłam głową, zaczął skakać z radości i od razu zasiadł przed telewizorem. Jak dobrze byłoby być dzieckiem, pomyślałam, przynajmniej one nie mają takich problemów jak miłość czy zdrada. Chwileczkę, pomyślałam, miłość? Czyżbym właśnie przyznała się do czegoś, co zrujnowało moją przyjaźń z Kostkiem?
***
Obudziłam się, bo usłyszałam, że ktoś chodzi po mieszkaniu. Prawdopodobnie to Ada właśnie wstała, więc postanowiłam zwlec się z łóżka. Wyszłam z pokoju, przecierając oczy, kiedy do moich uszu dobiegł głośny pisk i zostałam przytwierdzona przez coś do ściany. Spojrzałam w dół i dostrzegłam blond czuprynkę małego chłopca, który ostatnim razem nie chciał pozwolić mi wyjść.
- Oli, a co ty tu robisz? – zapytałam sennym głosem.
- Tata mnie podrzucił, musiał iść coś zrobić i nie będzie go trochę. W nocy chyba też – powiedział, uśmiechając się szeroko. Wcale nie przejmował się tym, że nie będzie przebywał z tatą, bo oznaczało to całe dnie zabawy i jedzenia niedozwolonych rzeczy, które małe dzieci uwielbiają. – Cieszysz się?
- Jasne, że się cieszę. A gdzie Ada?
- Ogląda kaczora Donalda. Machałem jej przed oczami, ale to nic nie dało – westchnęłam cicho, czochrając go po włosach. Czekają nas ciężkie dni, dopóki Cupko nie przywiezie swojego tyłka z Serbii. Poszłam razem z nim do pokoju Ady i ze smutkiem w oczach patrzyłam jak niemo wpatruje się w telewizor, nawet się nie ruszała. Nie wiedziałam co mam zrobić, a co najważniejsze jak wytłumaczyć małemu zachowanie cioci. – Widzisz? Nawet się nie uśmiechnie. Co się jej stało? Jest chora?
- Ciocia tęskni na wujkiem Konstantinem i dlatego się tak zachowuje. Wujek musiał pojechać do domu na parę dni.
- Tak jak wujek Bartek?
- On też pojechał do domu?  - zapytałam zdziwiona.
- Jego mama się rozchorowała i pojechał w nocy. Tak mówił tata, bo ja nie widziałem jak pojechał, bo spałem. Mama wujka Kostka też zachorowała?
- Nie, myślę, że nie. Wujek po prostu chciał ją odwiedzić.  – mały posmutniał i spuścił głowę, a ja przeklinałam siebie, że zaczęłam ten temat – Ty pewnie też niedługo spotkasz się z mamą.  – powiedziałam, tuląc małego do siebie.
- To przez mamę tatuś jest ostatnio smutny i nie wiem, czy chcę ją widzieć.  – odpowiedział cicho, czym mnie kompletnie zaskoczył. Dużo rozumiał, nawet więcej niż ktokolwiek by przypuszczał.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz. Wiesz co, mam pomysł? Idź obudź ciocię Idę, śpi u mnie w pokoju. Na pewno się ucieszy, że tu jesteś. – uśmiechnięty malec pobiegł do mojego pokoju, a ja usiadłam obok Ady.  – On wróci, zobaczysz, i wszystko będzie jak dawniej.  – uśmiechnęła się smutno, odrywając wzrok od telewizora.
- Nic nie będzie tak jak dawniej, Młoda, nic.
***
Kiedy otworzyłam oczy, zobaczyłam nad sobą uśmiechniętą twarzyczkę z blond loczkami.
- Cześć ciocia – powiedziała owa twarzyczka, przypatrując mi się okropnie niebieskimi oczami, odziedziczonymi po ojcu.
- Oli? A co ty tutaj robisz? – zapytałam sennym głosem, przeciągając się i ziewając.
- Tata mnie przywiózł. – od razu zerwałam się z łóżka, myśląc, że Winiarski siedzi sobie w kuchni i zwyczajnie popija kawę. – Musiał pojechać gdzieś i nie mógł mnie wziąć ze sobą.
- Jadłeś coś? – spytałam, choć stwierdziłam, że to pytanie jest bez sensu. Ojciec musiał go przecież nakarmić.  – Mam ochotę na naleśniki.
- Jadłem śniadanie, ale… Na naleśniki zawsze znajdę miejsce! – taka mała rzecz, a cieszy, pomyślałam i zebrałam się z łóżka. Kiedy weszłam do kuchni, przywitał mnie dźwięk kreskówek, co oznaczało, że dziewczyny już nie śpią. Zastanawiało mnie, jak się miewa Ada, więc postanowiłam pierwsze do nich zajrzeć. Obie siedziały w pokoju, Ada wgapiała się w telewizor, a Młoda wyglądała na bezradną.
- Może ty coś jej powiesz. Zamknęła się w swoim świecie, kompletnie się nie odzywa, jeszcze małego wystraszy. – przeczesałam ręką włosy, zastanawiając się co zrobić w tej sytuacji. Rzeczywiście nadmiar pytań ze strony małego Księcia nie był teraz potrzebny, może Adę nawet denerwowała jego obecność. Z drugiej strony było mi głupio zostawić ją samą w tym wszystkim i wrócić do siebie.
- Obiecałam małemu naleśniki. Posiedzimy jeszcze trochę i wrócimy do Bełchatowa, ale pod jednym warunkiem – będziesz jej pilnować jak oka w głowie, wszędzie za nią chodzić i w razie jakichkolwiek wątpliwości dzwonisz od razu do mnie – ściszyłam głos, żeby Ada nas nie usłyszała, choć miałam wrażenie, że doskonale wszystko słyszała. Westchnęłam cicho i wróciłam do kuchni, żeby zająć się naleśnikami. Oliwer siedział przy stole, machając nogami i przesypując cukier z cukierniczki do szklanki.  – To z czym zjemy te naleśniki? – zapytałam chłopca, choć podejrzewałam jaka padnie odpowiedź.
- Z Nutellą!
- Paula, powiedz, że macie w swoich zapasach Nutellę – powiedziałam z nadzieją, kiedy Młoda weszła do kuchni. Trzymała w ręce mój telefon, pokazując na migi, że dzwoni Bartek.
- Powiedz, że chociaż ty masz dobre informacje, bo inaczej zwariuję – powiedziałam zamiast słów przywitania.
- Ciebie też dobrze słyszeć, słońce. – uśmiechnęłam się pod nosem. Musiał wytknąć mi ten jakże haniebny błąd – To tylko grypa, na całe szczęście. Mama czuje się całkiem  dobrze i pytała kiedy będzie mogła poznać dziewczynę, która skradła serce jej ukochanego synka.
- Mam nadzieję, że Kuba tego nie słyszał. – zaśmiałam się krótko – Możesz jej przekazać pozdrowienia ode mnie i powiedzieć, że zjawię się tam wtedy, kiedy nabierzesz odwagi, żeby mnie przedstawić.
- Mogę przyjechać po ciebie nawet dzisiaj – odpowiedział szybko – Tęsknię za tobą – dodał cicho, co oznaczało, że nie był teraz sam. Nigdy nie był na tyle wylewny, żeby obnosić się z tym przy wszystkich, a mnie to wcale nie przeszkadzało, bo pod tym względem byliśmy tacy sami.
- Ja za tobą też, ale zostań tyle ile zechcesz. Sprawisz przyjemność swojej mamie.
- Jeszcze pomyślę, że znalazłaś sobie kogoś na moje zastępstwo. – może w normalnych okolicznościach by mnie to śmieszyło, ale teraz bynajmniej. Wcale nie chodziło o to, że ja bym mogła kogoś znaleźć, ale o to, że ten ktoś mógłby zrobić coś w tym kierunku.
- Nigdy. – odpowiedziałam cicho, przeklinając się w myślach, że Bartek mógł przez to zauważyć, że coś jest nie tak.
- Wszystko w porządku? – zapytał po chwili ciszy, czego się spodziewałam.
- Martwię się o Adę, nie czuje się najlepiej, z nikim nie rozmawia. Nawet nie wiem jak jej pomóc.
- Zostaniesz u dziewczyn?
- Nie wiem, Michał podrzucił Oliwera i gdzieś pojechał. Będzie nam trochę ciasno, a po za tym nie chcę, żeby mały to oglądał – wyszłam z kuchni, żeby nie rozmawiać o tym przy chłopcu. Jednocześnie kątem oka obserwowałam przyjaciółkę, siedzącą jak zaklęta przed telewizorem.
- Uważaj na siebie, dobrze? Muszę już kończyć, Kuba ciągnie mnie, żebym z nim pograł. Kocham cię.

- Ja ciebie też, mamucie. – rozłączyłam się i wróciłam do robienia naleśników. Nie mogłam patrzeć na Adę, bo chciało mi się płakać. Nigdy nie przypuszczałabym, że to właśnie ona będzie mieć problemy tego typu. Zawsze łatwo zawierała znajomości, była szczera i bezpośrednia, wydawało mi się, że to ona znajdzie sobie kogoś pierwsza. Jednak nasze życie wywróciło się do góry nogami, kiedy zaznajomiłyśmy się z siatkarzami.

***

- Na pewno dasz sobie radę? Błagam, obiecaj mi to – stałyśmy z Młodą i Olim przy drzwiach, kiedy Ada siedziała od jakiegoś czasu w swoim pokoju. Małemu ledwie udało się skusić ją na naleśnika swoim słodkim głosem i bardzo niebieskimi oczami. Zadawał dużo pytań, bo nie wiedział co się dzieje, jak to dziecko w takiej sytuacji. Jednak ani ja, ani Paula nie mogłyśmy przecież powiedzieć o co tak naprawdę chodzi. Był jeszcze za mały, żeby to zrozumieć.
- Tak, jeżeli będzie się coś działo, to zaraz do ciebie zadzwonię.
- Może zaproś Zbyszka? – zaproponowałam, ubierając Oliwerowi bluzę. Na zewnątrz było dziś chłodno i nie przyjemnie, wszystko wokół zapowiadało rychłe nadejście jesieni, której tak nie lubiłam. Paulina trochę się zmieszała, ale starała się zachować fason i nie dać po sobie nic poznać.
- Dlaczego Zbyszka?
- Korzystaj z ostatnich dni wakacji. Potem zacznie się szkoła, sezon…
- Pomyślę nad tym – powiedziała i dosłownie wygoniła mnie z mieszkania, kiedy chciałam jeszcze raz zapytać czy nie będę jej potrzebna. Było mi okropnie głupio, że musiałam zostawić Adę i porzucić na chwilę rolę przyjaciółki na rzecz roli cioci czy też niani dla młodego Winiarskiego.

Kiedy przekroczyłam próg mieszkania, przywitała mnie cisza i okropny bałagan. Mruknęłam, niechętnie wchodząc do środka. Chłopiec od razu pobiegł do pokoju, a ja stanęłam po środku tego rozgardiaszu.
- Przecież nie było mnie zaledwie jeden dzień – powiedziałam do siebie, patrząc na porozrzucane ubrania i kuchnię, gdzie walało się dosłownie wszystko.  – Nienawidzę facetów – powiedziałam cicho, podnosząc z podłogi koszulkę Bartka.
- Mnie też nie lubisz? – usłyszałam cichy głosik należący do Oliwera.
- Ciebie to lubię najbardziej, wiesz? Tatę i wujka też, ale robią straszny bałagan. – wytłumaczyłam, jednocześnie podnosząc kolejną koszulkę.  – Pomożesz mi posprzątać? Niefajnie siedzieć w takim bałaganie. – na niego zawsze mogłam liczyć. Kiwnął głową i zaczął zbierać rzeczy swojego taty. Kiedy pozbieraliśmy wszystkie ciuchy, założyliśmy pranie, a potem Oli poszedł się bawić. Ja zajęłam się kuchnią, przeklinając w duchu resztę lokatorów tego mieszkania i obiecując sobie, że już nigdy nie wpuszczę ich do kuchni. Uśmiechnęłam się pod nosem, zastanawiając się nad tym, o czym pomyślałam. Zachowywałam się tak, jakbym poczuła, że to mój nowy dom. Nie mieszkanie mojego chłopaka, a prawdziwy dom. To było bardzo fajne uczucie, takie inne niż wszystkie inne. Choć nijak się to miało do sprzątania kuchni. 

sobota, 13 września 2014

" - Oj, zamknij się Bubu i dawaj te lody."

Podeszłam do drzwi łazienki, nasłuchując co robi Cupko. W łazience panowała cisza, co zaczęło mnie dziwić, więc otwarłam drzwi.  Zobaczyłam Konstantina siedzącego na brzegu wanny, wpatrującego się w ścianę. Odwrócił głowę w moją stronę, smutno się uśmiechając. Nagła zmiana, pomyślałam, przyglądając mu się uważnie.
- Miałaś jakieś problemy przeze mnie? – zapytał cicho, wstał. Stanął naprzeciw mnie, właściwie dwa metry przede mną. Cały jego optymizm, który wręcz z niego emanował, teraz zniknął. Chyba nie widziałam go jeszcze tak poważnego i przejętego.
- Nie, jakoś się wytłumaczyłam – odpowiedziałam równie cicho, nie wtajemniczając go w szczegóły. Teraz byłoby to raczej nie na miejscu. Weszłam do łazienki, zastanawiając się co spowodowało tak nagłą zmianę nastroju u mojego przyjaciela. Chciałam się dowiedzieć co się stało i czy jestem tego przyczyną.
- Jestem głupi – westchnął cicho, siadając z powrotem na tym samym miejscu. – Bez wątpliwości zaliczam się do najgłupszych istot na tej ziemi. – nie rozumiałam o co mu chodzi, stąd wzięła się moja dziwna mina. Konstantin spojrzał na mnie i zauważył, że go nie rozumiem. Nadal nie widziałam w tym żadnego śladu żartu, nie przypominał mi tego Cupko, którego znam. – Wiesz o czym pomyślałem? Że jak zrobię z siebie idiotę i pokaże temu facetowi, co spotyka tu Paulinę, to każe jej wrócić do domu, a ja będę mógł z tobą mieszkać, że będę miał cię tylko dla siebie.  – czułam, że nogi zaczynają się pode mną uginać. Nie spodziewałam się usłyszeć coś takiego z jego ust. Po raz pierwszy odkąd go poznałam był ze mną całkowicie szczery, pokazał swoimi słowami swoje uczucia, a ja nie wiedziałam co mam zrobić. W pewnym momencie zbliżyłam się do niego, kucnęłam obok niego, patrząc mu w oczy. Byłam całkiem zdezorientowana, skołowana i nie wiedziałam, co robię. Po raz pierwszy znalazłam się tak blisko niego, nie myśląc o nim jak o przyjacielu. Zaskoczyło go to, ale nie odsunął się, wręcz przeciwnie. Czułam jego oddech, muskający moją twarz. Przymknęłam oczy, błagając w duchu, żeby nie przerywał tej chwili, żeby w końcu mnie pocałował. Kiedy poczułam jego usta na swoim policzku, otworzyłam oczy.  – Przepraszam, że cię zawiodłem – powiedział i wyszedł. Chwilę później usłyszałam jak wychodzi z mieszkania.
- Na to wygląda, że straciłam też przyjaciela – mruknęłam cicho, siadając na podłodze w łazience. Co mi teraz zostało? Tylko siedzieć i płakać nad własną głupotą. Konstantin wcale nie był głupi, tylko ja. Gdybym pokazała mu, że bardzo mi na nim zależy, znacznie więcej niż na przyjacielu, może teraz wyglądałoby to inaczej i nie siedziałabym na zimnej podłodze cicho szlochając, uderzając co jakiś czas pięścią w podłogę, próbując w ten sposób wymierzyć sobie karę.
***
Siedziałam na kanapie w salonie, pogrążona w myślach. Bartek wyszedł jakiś czas temu, tłumacząc, że ma coś do załatwienia w klubie. Michał z Olim jeszcze nie wrócili, więc byłam w mieszkaniu całkiem sama. Zastanawiałam się co będzie dalej z Winiarskimi. Tak bardzo chciałam jakoś pomóc Michałowi, ale nie wiedziałam jak. Sytuacja wydawała się jasna – Dagmara miała plan. Chciała, żeby Michał był w domu, żeby mogła na niego zawsze liczyć, żeby razem z nią wychowywał ich syna. Jednak na drodze do wykonania tego perfekcyjnego planu, stanęła siatkówka. Winiarskiego ciągle nie było, większość jego czasu pochłaniały treningi i mecze, a rodzina zostawała na drugim planie. Tak twierdziła jego żona, ale nie wzięła pod uwagę tego, że jej mąż każdą wolną od treningów chwile spędza z dzieckiem, że jest dla niego wielkim autorytetem i mały doskonale rozumie, że praca taty wymaga jego częstej nieobecności. Ma sześć lat i jest w stanie to zrozumieć, a jego mama – nie. Czuje się zawiedziona i rozczarowana zachowaniem męża, choć on robi wszystko co w jego mocy, żeby jego bliscy byli szczęśliwi i niczego im nie brakowało. Osobiście nie rozumiem tej kobiety i nie wiem jak mogła tak po prostu postawić go przed faktem dokonanym. Jednak z drugiej strony, pojawiała się w mojej głowie myśl, że mnie może kiedyś spotkać to samo, że kiedyś może stać się tak, że zacznie mi brakować bliskości Bartka, tego, że ciągle nie ma go w domu. Bałam się, że w przyszłości mogę być w tej samej sytuacji co ona. Mogę poczuć, że Kurek nie kocha mnie tak bardzo jak mi się wydawało, że być może popełniłam błąd, zmieniając dla niego swoje plany na życie. Bałam się tak myśleć, tak bardzo się tego bałam, patrząc co stało się z związkiem Winiarskich. Nie zauważyłam nawet, kiedy po moich policzkach spłynęły łzy. Tak samo jak nie zauważyłam, że ktoś przygląda mi się, stojąc w drzwiach. Dopiero kiedy do mnie podszedł, wyrywając mnie z zamyślenia, otarłam łzy, próbując się uśmiechnąć.
- Ciocia, czemu płaczesz?  - wpakował się na moje kolana, jednocześnie bawiąc się małym samochodzikiem kupionym mu przez tatę.
- Pomyślałam sobie o czymś niemiłym i zaczęłam płakać. Ale już jest trochę lepiej.
 - Jak ja płaczę to tata albo mama mnie przytulają. Przytulić cię? – był taki słodki i niewinny, że przeraziłam się jak zareaguje na zmiany w jego, jak dotąd, krótkim życiu, sielance, jaką zgotowali mu rodzice. Małe rączki objęły mnie za szyję i mocno uściskały, aż zrobiło mi się ciepło na sercu.
- Będziesz kiedyś idealną matką – usłyszałam drugi głos, należący do ojca Oliwera. Stał w tym samym miejscu gdzie przed chwilą stał jego syn. Wpatrywał się w naszą dwójkę, mając w oczach ten dawny błysk. Powolnym krokiem podszedł do nas i usiadł obok mnie, nie spuszczając z nas wzroku. Myślał o czymś intensywnie, na co wskazywała charakterystyczna zmarszczka, która pojawiła się na jego czole. W pewnym momencie jego przenikające spojrzenie zaczęło mnie peszyć. Spuściłam wzrok, wypuszczając Oliwiera z objęć. Mały pobiegł dołączyć samochodzik do kilku innych, które ze sobą wziął i zniknął z pola widzenia. A jego ojciec nadal na mnie patrzył.
- O czym myślisz? – zapytałam w końcu, chcąc przerwać ciszę jaka między nami zapadła.
- Zastanawiam się nad tym, co byś zrobiła, będąc na miejscu Dagmary. I za każdym razem dochodzę do wniosku, że zostałabyś ze mną, akceptując mnie i to co robię w każdym calu.  – spojrzałam na niego zaskoczona i zrozumiałam, że to był błąd. Hipnotyzujący wzrok i głos na jednego mężczyznę to zdecydowanie za dużo. Michał siedział blisko mnie, ale niezbyt blisko. Kątem oka zauważyłam jak jego ręka zmierza do mojej twarzy. Gładził kciukiem mój policzek, paraliżując mnie swoim dotykiem. Nie wiedziałam, co się dzieje, zdawałam sobie tylko sprawę, że Winiarski staje się nieobliczalny.
Nie wiem do czego mogłoby dojść, gdyby nie głos Bartka, witającego się z Olim. Zerwałam się od razu z kanapy i poszłam się z nim przywitać. Rzuciłam się mu na szyję, modląc się, żeby nie zauważył jaka jestem przerażona i zdekoncentrowana.
- Czym sobie zasłużyłem na takie przywitanie? – zapytał, śmiejąc się cicho z mojej reakcji.
- Stęskniłam się. To nie wystarczy?
- Wystarczy w zupełności.  – wziął mnie na ręce, czemu towarzyszyły moje piski i śmiech, całując delikatnie, sprawiając, że zapomniałam o tym, co działo się parę minut temu. Dopiero gdy postawił mnie na ziemię, zauważyłam, że Michał stoi z boku i się nam przygląda z wymalowaną zazdrością w oczach. Nie wróżyło to nic dobrego.
***
- Wychodzę, jadę do Ady! – krzyknęłam, porywając tylko torebkę. Zaczynałam się denerwować, bo za długo nie dawała znaku życia. Może coś z tym spotkaniem poszło nie tak? W każdym razie musiałam to sprawdzić. I poradzić się w sprawie Michała. Sama byłam nadal skołowana i nie mogłam wymyślić nic sensownego. Kiedy otwarłam drzwi wyjściowe, w przedpokoju pojawił się Bartek.
- Przecież mogę cię zawieźć.
- Pojadę autobusem, a wy bawcie się dobrze – posłałam mu całusa i wyszłam z domu.
Złapałam autobus i znalazłam się w Łodzi. W trakcie podróży dzwoniłam do Ady, ale nie odbierała. Wydawało mi się to bardzo dziwne i naprawdę zaczynałam się denerwować. Od przystanku biegłam co sił w nogach, modląc się, żeby nic się jej nie stało. Kto wie co znowu zaszło i co wymyśliła jej mądra główka.
Zdyszana stanęłam pod drzwiami, pukając do drzwi. Nikt nie otwierał, więc szarpnęłam za klamkę. Drzwi były otwarte. Trzymając torebkę w gotowości, weszłam po cichu do mieszkania. Drzwi do łazienki były otwarte. Sądząc po odgłosach nikogo nie było w mieszkaniu. A jednak, pomyślałam, kiedy zerknęłam do łazienki. Ada siedziała na podłodze i płakała. W pierwszym momencie mnie nie zauważyła. Dopiero kiedy do niej podeszłam i przytuliłam dostrzegła moją obecność.
- Co się stało? Tylko nie mów, że nic, bo nie uwierzę. – spojrzała na mnie zaczerwienionymi oczami, które teraz były niesamowicie smutne. Zauważyłam, że trzęsą się jej ręce, kiedy próbowała objąć nimi kolana.
- Wszystko zepsułam i chyba nie da się tego naprawić. Dlaczego byłam taka głupia?
- O czym ty mówisz? – zapytałam, nie rozumiejąc jej słów.
- O Konstantinie. Dzisiaj był tu ojciec Pauli, Cupko wpadł do mieszkania, wygadując jakieś głupoty. Wystraszyłam się, że tata Młodej przez niego nie pozwoli jej ze mną zamieszkać, więc zamknęłam Serba w łazience. Nagadałam głupot temu facetowi, ale o tym akurat nie powiedziałam Konstantinowi. Kiedy Młoda zabrała się z ojcem, poszłam do wypuścić. Byłam wściekła, ale kiedy go zobaczyłam, złość ze mnie uleciała. Nie widziałam go jeszcze tak poważnego, jak wtedy. Myślał, że jak zrobi z siebie idiotę i zaprezentuje się ojcu Pauli w najgorszym wcieleniu, to on nie pozwoli jej tu zostać. Chciał mieć mnie tylko dla siebie, rozumiesz? A ja nic wcześniej nie zauważyłam. – cały czas płakała, ale nie przestawała mówić. Dowiedziałam się też o niedoszłym pocałunku i o tym, że Serb wyszedł i nie pokazał się do tej pory.
- Siedziałaś tutaj cztery godziny? – zapytałam cicho przyjaciółki, siadając obok niej. Nie mogłam jej teraz powiedzieć o moich rozterkach z Michałem w roli głównej. Miała dość swoich problemów, brakowało tylko tego, żebym obarczała ją swoimi.
- Nie wiem ile tutaj siedziałam. Nie ruszałam się stąd od momentu, kiedy wyszedł. Powiedz, co jest ze mną nie tak?! Najpierw Aleks mnie zdradził, potem Adrian wyjechał, a teraz Konstantin…
- Czujesz coś do niego?
- Sama nie wiem, ale… chyba tak. Myślałam, że to tylko moje wymysły i że to chwilowe, ale dzisiaj… Zakochałam się. Znowu w niewłaściwym facecie!
- Nie prawda! Porozmawiasz szczerze z Cupko i zobaczysz, że wszystko będzie w porządku. Na moje oko nawet bardziej niż w porządku – szturchnęłam ją łokciem, próbując wprawić w lepszy nastrój. Oparła swoją głowę na moim ramieniu i tak siedziałyśmy jakiś czas, całkowicie milcząc.
- Po co przyjechałaś? – zapytała mnie w którymś momencie, odsuwając się ode mnie.
- Martwiłam się o ciebie, długo się nie odzywałaś. – mruknęłam cicho, wiedząc, że ten argument jej nie przekona i będę musiała jej o wszystkim powiedzieć. W końcu po to tutaj przyszłam, ale też się martwiłam!
- To bardzo miłe, ale mało przekonujące. O co chodzi? Paula wspominała, że Michał jest u was i jest… nieciekawie.  – oparłam się o ścianę i wyciągnęłam nogi. Zmieniła temat, jak zawsze kiedy nie chciała myśleć o własnych problemach.
- Dagmara chce rozwodu i odebrać mu Oliego. Przez jakiś czas obaj mają zostać u nas i … chyba właśnie o to chodzi. Nie mam nic przeciwko małemu, ale Michał…
- Co Michał?
- Dzisiaj kiedy Bartka nie było, Michał zobaczył, jak przytulam Oliwera. Stwierdził, że kiedyś będę dobrą matką. Potem usiadł obok nas i wpatrywał się we mnie, gołym okiem było widać, że o czymś myśli. Więc kiedy młody poszedł się bawić, zapytałam. Powiedział, że zastanawiał się, co ja bym zrobiła, będąc na miejscu Dagmary i że doszedł do wniosku, że zaakceptowałabym go takim jakim jest. Byłam tak osłupiała, kiedy to powiedział, bo mówił to patrząc mi prosto w oczy. A potem miałam wrażenie, że chciał mnie pocałować. Nie wiem co by się stało, gdyby Bartek wtedy nie wrócił… Nie wiem, co mam robić.
- Niezła historia, bije moją na głowę – stwierdziła Ada, odrywając się na chwilę od rzeczywistości. Potem zmarszczyła brwi, jakby coś jej nie pasowało.  – A gdzie jest Mario? Przecież to jego najlepszy przyjaciel.
- Za granicą, na urlopie. Nie wiem kiedy wraca. Powiedziałam Michałowi, żeby do niego nie dzwonił i dał mu odpocząć. Po tym jak nie pojechał na igrzyska był trochę podłamany.
- Powinnaś do niego zadzwonić. A jak coś takiego jak dzisiaj się powtórzy, musisz powiedzieć Bartkowi. Na razie nie panikuj, może to jednorazowa akcja.  – Ada wstała, po czym podała mi rękę.  – To co? Jemy lody? Najlepsze na zmartwienia. Musimy odreagować, bo inaczej zwariujemy z tymi siatkarzami. Boże, jacy z nich porąbani ludzie!
- Nie wszyscy, Bartek jest normalny.
- Nie jesteś obiektywna, mój drogi Yogi.
- Oj, zamknij się Bubu i dawaj te lody.
***
W trakcie podróży tata był dziwnie milczący, zapewne za sprawą tej głupiej sytuacji z Cupko. Mimowolnie się uśmiechnęłam, kiedy wspomniałam jej minę, jak serbski przyjaciel wkroczył do naszego mieszkania – bo już mogę je tak nazywać. Ada naopowiadała takich głupot, a ojciec w to uwierzył, pomyślałam, o mało nie wybuchając śmiechem. Ciekawiło mnie tylko czy sympatyczny Serb wie, co Lisowska o nim mówiła. Właściwie, to nie wiem jakby na te słowa zareagował…
Jednak sprawę Cupko i Ady odłożyłam nieświadomie na bok. Nie było o czym rozmyślać w tej sprawie, gołym okiem widać, że za niedługo będą razem. To tylko kwestia czasu. Bardziej interesował mnie Zbyszek. Minęło trochę czasu odkąd się nie odzywał, choć zapewniał, że zadzwoni. Nie zdzwonił, nie napisał żadnego smsa, milczał. Sama miałam niejednokrotnie ochotę do niego zadzwonić, ale dochodziłam za każdym razem do wniosku, że na pewno jest zajęty i nie będzie zadowolony jak zadzwonię. Ta cała sprawa była dziwna i nie wiedziałam, co mam robić. Chciałam z całego serca zrobić krok w przód, ale bałam się, że ten krok w przód okaże się dwoma krokami w tył. Tęskniłam za tym zarośniętym atakującym, mając nadzieję, że on tęskni za mną.
- Jesteś dziwnie milcząca, stało się coś? – tata postanowił się w końcu odezwać, przerywając ciszę w samochodzie.
- Nie, tak sobie myślę.  – pomyślałam, że skoro już się przemógł i coś powiedział, należałoby pociągnąć dalej tę konwersację – Naprawdę się cieszę, że mogę zamieszkać z Adą. Dziękuję.
- Nigdy nie chciałem swoim dzieciom narzucać, w którym kierunku mają kształtować swoją przyszłość. Skoro tak zadecydowałaś, dobrze, niech tak będzie. Chodzi mi tylko o to, żebyś była szczęśliwa. Wprawdzie mama nie bardzo była za twoją przeprowadzką, jakoś udało mi się ją przegłosować. Tylko, na Boga, nie mów jej o tym młodym chłopaku, który was dzisiaj odwiedził, bo jeszcze się z nerwów pochoruje.  – chciało mi się śmiać, tak bardzo, że musiałam udawać kaszel. On naprawdę w to uwierzył!
- Odwieziesz mnie jeszcze dzisiaj? – zapytałam chcąc zmienić temat, nie chcąc narażać się na zdradzenie tajemnicy Konstantina z nim w roli głównej.  Tata przytaknął i potem już nic nie powiedział.

Dojechaliśmy do domu cali i zdrowi, w drzwiach przywitała nas mama. Nie miała zbytnio zadowolonej miny, prawdopodobnie z powodu mojej nagłej decyzji. Ale gdy do niej podeszłam i przytuliłam ją mocno, jak to miałam w zwyczaju, gdy coś nabroiłam, na jej twarzy pojawił się uśmiech.
- Chodźcie, podam obiad – usiedliśmy przy stole jak za dawnych czasów. Mama podała obiad i zaczęliśmy w ciszy jeść. Rzadko podczas posiłków o czymkolwiek rozmawialiśmy, jak twierdziła mama dlatego, że mówienie podczas jedzenia jest niezdrowe. Nikt nie miał ochoty się jej sprzeciwiać, bo wiedzieliśmy, że i tak nie mamy z nią szans. Jedyną osobą, która mogła ją do czegoś namówić był tata.
Po zjedzonym posiłku wyszliśmy do ogrodu. Czułam, że nadchodzi czas konfrontacji z mamą i ostateczne rozprawienie się z tematem przeprowadzki. Tata swoim uśmiechem dodawał mi otuchy, ale to i tak nic nie dawało. Kiedy mama przysiadła się do nas, zapadła między nami niezręczna cisza, którą w pewnym momencie postanowił przerwać tata, za co byłam mu wdzięczna.
- Ada wydaje się bardzo miłą dziewczyną, odpowiedzialną i myślę, że Paulina będzie tam się dobrze czuła.  – mama zerknęła na tatę podejrzliwie, potem na mnie, zanim postanowiła się odezwać.
- Skoro ją poznałeś i tak mówisz, to pewnie tak jest. Zobaczymy co przyniesie czas… Długo o tym rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że siłą cię nie zatrzymamy. Wprawdzie do końca tego nie akceptuję… Będziemy dzwonić kilka razy w tygodniu, odwiedzać was często nie będziemy, ale licz się z naszymi wizytami. Będziesz przyjeżdżać co najmniej na jeden weekend w miesiącu. Pieniądze będziemy wysyłać co tydzień.  – słuchałam mamy uważnie, bo nie chciałam czegoś przez przypadek pominąć, jednak byłam tak szczęśliwa, że mała wpadka mogła mi się zdarzyć. Gdy tylko skończyłam wysłuchiwać zaleceń i nakazów obojga rodziców, pobiegłam do swojego pokoju, żeby się spakować. Jednak pierwsze co zrobiłam, to zaczęłam skakać po pokoju jak szalona, widząc swoją udaną przyszłość siatkarską i wspaniałego faceta u swojego boku, którym okazał się Zbyszek.
- Aż tak ta przyszłość nie będzie świetna – pomyślałam i zaczęłam pakować rzeczy do torby.  Wyszło tego dość trochę, ale wcale się tym nie przejmowałam. Chciałam już od jutra zacząć nowe życie, w nowym mieszkaniu z wspierającymi mnie przyjaciółmi. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, że będzie wiele przeszkód, ale jakoś nie mogłam sobie ich wyobrazić. Potrafiłam widzieć tylko te rzeczy, które będą piękne i niesamowite, bo nie chciałam się zamartwiać. Jak wrócę do Łodzi z pewnością uderzy mnie nowa fala złych nowin, które ostatnio nadchodziło coraz częściej, więc teraz chciałam widzieć wszystko w różowych kolorach.
***
- Myślisz, że Młoda wróci jeszcze dzisiaj? Nie chcę zostawać tu sama.  – zjadłyśmy dwa pudełka lodów i teraz siedziałyśmy na moim łóżku, nie mając na nic siły. Teoretycznie powinna nas roznosić energia, ale w praktyce wyglądało to zupełnie inaczej. Nie mogłam przestać myśleć o tym, co się dzisiaj stało, cały czas myślałam o tym kochanym Serbie jakim jest Konstantin. Zupełnie przeciwieństwo jego przyjaciela, pomyślałam, przypominając sobie Aleksa.
- Znając jej możliwości, to jest bardzo prawdopodobne, wręcz prawie pewne. A gdyby tak się nie stało, to ja  tobą zostanę – Ida myślała natomiast o czymś zupełnie innym i sądząc po jej słowach, bała się wracać do domu. Tam był Michał, Michał, który zaczął się dziwnie zachowywać, którego ona zaczęła się bać. Z tego dopiero mogły wyjść wielkie problemy.
- Nie, kochana. Ty wracasz do swojego Kurka i to bez dwóch zdań. Włączę sobie telewizor albo radio, to jakby osoba, nie?
- Wariatka z ciebie – stwierdziła moja przyjaciółka, sięgając po telefon, który właśnie zadzwonił. Widziałam jej minę, kiedy zerknęła na wyświetlacz, skrzywiła się – To Konstantin. Mam odebrać?
- To też twój przyjaciel, ale rób jak uważasz – powiedziałam cicho, mając nadzieję, że odbierze ten głupi telefon. Chciałam wiedzieć jak się ma i gdzie teraz jest, co teraz robi. Może snuje się gdzieś po okolicy, a może siedzi w domu i patrzy w sufit? Chciałam wiedzieć wszystko, dosłownie wszystko, co tylko mogło powiedzieć mi jak się z tym wszystkim czuje. Ja czuję się okropnie i gdybym tylko mogła cofnąć czas, to zrobiłabym to bez wahania i przy pierwszej nadarzającej się okazji powiedziałabym mu co czuję. Może zrobiłabym z siebie idiotkę, a może nie, ale wtedy sytuacja byłaby jasna i przejrzysta. Bardzo nie lubiłam niejasnych sytuacji i dlatego ucieszyłam się, kiedy Ida zdecydowała się odebrać ten telefon. Nie chciała czuć się nieswojo, więc wyszła na balkon, a ja z niecierpliwością czekałam aż powie mi o nim cokolwiek. Chociażby to, że pije teraz kawę albo przed chwilą skończył biegać.
Rozmowa nie trwała długo, właściwie to nie wiem czy mogę powiedzieć, że to była rozmowa, bo Ida wróciła po niecałej minucie do mieszkania. Nie miała zadowolonej miny, co oznaczało, że nie ma dobrych wieści. Jakbym się innych spodziewała! No dobra, miałam nadzieję, że powie coś miłego, ale to była tylko nadzieja.
- Chciał się pożegnać i powiedzieć, że wraca do domu na jakiś czas. Może wróci jeszcze przed rozpoczęciem sezonu, ale na to są raczej nikłe szanse.  Miał podłamany głos, ale chyba jakoś się trzyma. Kiedy chciałam go zapytać co się stało, to zbył mnie, mówiąc tylko, żebym się nie martwiła.
Przypatrywała mi się, jakby chciała wyczytać moją reakcję z twarzy. Znając ją, nie musiała tego robić. Znała mnie na tyle dobrze, że przytuliła mnie jeszcze przed tym jak znowu zaczęłam płakać.

Dlaczego znowu ja?!

sobota, 6 września 2014

"- Żonciu, wróciłem!"

Obudziłam się kilka minut po ósmej, jak wskazywał zegar na ścianie przede mną. Wcześniej nawet nie zdałam sobie sprawy, że mamy w sypialni zegar. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam jego uśmiechniętą twarz i wpatrzone we mnie niebieskie oczy. Też się do niego uśmiechnęłam, po czym zbliżyłam się do niego i delikatnie musnęłam jego usta.
- Jak spotkanie z prezydentem? – zapytałam cicho, żeby nie obudzić Oliego, który spokojne spał po mojej drugiej stronie.
- W porządku, pojedliśmy, pośmialiśmy się, słodzili nam… Żyć nie umierać. Ale za to powrót był nie za ciekawy.
- To znaczy?
- Winiar przesadził z procentami i musiałem zabrać go ze sobą. Któryś z chłopaków wziął jego samochód i ma przyjechać dzisiaj popołudniu oddać auto.
- Dobrze, że mały tego nie widział. Czułam, że coś jest nie tak, ale spieszył się i nie zdążyłam z nim porozmawiać. Mówił ci coś?
- Bełkotał coś, ale nie byłem w stanie zrozumieć co. – czy ja zawsze muszę mieć rację? Wolałabym jej nie mieć, jeżeli dzieje się coś takiego.  Bartek przytulił mnie do siebie, całując w czoło. – Obiecasz mi coś? Obiecaj mi, że nigdy nie będziemy się kłócić, że zawsze będziemy ze sobą szczerzy i będziemy mówić sobie o wszystkim.
- Obiecuję – wyszeptałam, chcąc za wszelką cenę dotrzymać tej obietnicy. Nie brałam pod uwagę tego, że coś się zepsuje, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że będziemy musieli przyznać przed sobą, że to co było.. że tego już nie ma. Nie wyobrażałam sobie takiego obrotu spraw.
- Wujek? A co ty tutaj robisz? – usłyszałam zza swoich pleców zaspany głosik. Odwróciłam się do młodego, uśmiechając się do niego i mierzwiąc jego blond loczki.
- Ja? Spałem, tak jak ty. A teraz pójdę do kuchni i zrobię cioci śniadanie. – to już mam przechlapane z tą ciocią, pomyślałam, kiedy Bartek zaakcentował to słowo.
- A mi też zrobisz? Płatki, poproszę. – powiedział poważnym tonem i Bartkowi nie pozostało nic innego, tylko iść zrobić śniadanie dla naszej trójki. – A gdzie tata? – zapytał po chwili, kiedy przypomniał sobie, gdzie jest.
- Też u nas. Pewnie jeszcze śpi, wrócił wczoraj bardzo zmęczony i od razu zasnął. – nie mogłam mu przecież powiedzieć, że jego ojciec nie mógł wczoraj wyraźnie mówić i ledwo stał na nogach. Musiałam coś wymyślić, żeby jakoś zatrzymać go w sypialni i sprawdzić w jakim stanie jest Michał. Nie chciałam dopuścić do tego, aby mały widział go w chwilach jego słabości, które prawdopodobnie mogą mu się zdarzać częściej.  – Wiesz co? Poleż sobie jeszcze, a ja pójdę do łazienki. Wujek przyniesie ci śniadanie do łóżka. – mały przystał na tą propozycję i grzecznie został w łóżku, a ja wyszłam z pokoju. Powiedziałam Bartkowi, żeby przyniósł mu śniadanie do sypialni i skierowałam swoje kroki do drugiego pokoju. Drzwi były uchylone, więc weszłam. Michał leżał na łóżku, z otwartymi oczami i wpatrywał się w sufit. W pokoju nie panował miły zapach, więc otwarłam okna na oścież.  – Idź weź prysznic, ogarnij się, żeby Oli cię takiego nie widział. Nie śpi już, pytał o ciebie. – rzucił mi krótkie spojrzenie, po czym bez słowa wstał z łóżka.  – Potem pogadamy. Nie wypuszczę cię z mieszkania, dopóki nie powiesz o co chodzi.  Uważaj, żeby syn cię nie zobaczył. – Michał przemknął do łazienki, nie zwracając na siebie uwagi, a ja wróciłam do Oliwera. Kanapki już na mnie czekały, razem z Bartkiem i młodym na łóżku.
- Wujek robi najlepsze płatki na świecie! Nawet lepsze niż mama! – wykrzyknął z wąsami od mleka nad górną wargą.

Po zjedzonym śniadaniu zanieśliśmy talerze do kuchni, gdzie siedział już Michał i pił kawę.
- Tata! – młody rzucił mu się na szyję, o mało nie zrzucając go z krzesła.
- Mam nadzieję, że nie narobiłeś kłopotów. – posadził go sobie na kolanach, szeptając bezgłośne dziękuję w naszym kierunku. Nagle ni stąd ni zowąd pojawiła się Młoda.
- Chodź, książę. Pobawimy się razem – Oli od razu zerwał się z ojcowskich kolan i pobiegł za Pauliną. A my mieliśmy w końcu okazję, żeby dowiedzieć się co się stało. Nie musieliśmy zadawać żadnych pytań. Michał westchnął tylko i sam zaczął mówić.
- Zaczęła mieć nagle pretensje, że nie ma mnie w domu i sama musi wychowywać Oliwera. Zaczęła robić mi wyrzuty, nie dając mi dojść do głosu. Nie wiedziałem, co się dzieje, kiedy wychodziła z domu, zostawiając mi na stole papiery rozwodowe z orzeczeniem o mojej winie. Zostawiła swojego syna, twierdząc, że to ostatnie dni, które możemy razem spędzić i że niedługo mi go odbierze. – łamał mu się głos, kiedy o tym wszystkim mówił, nie mogłam zrozumieć takiego nagłego zachowania Dagmary. Michał złapał szklankę i wypił kilka łyków kawy. – Przed wyjazdem nic nie mówiła, ani słowa o tym, że coś jest nie tak! Pożegnaliśmy się tak jak zawsze, więc co do cholery poszło nie tak?! – szklanka, którą trzymał w ręce, pękła pod wpływem jego siły, kalecząc mu dłoń. Zaczął płakać, bo nie wiedział dlaczego od niego odeszła, tak po prostu. Nie wiedziałam, że jakikolwiek człowiek może być na tyle podły, żeby zrobić coś takiego. Żadne z nas, ani Bartek, ani ja, nie mówiliśmy nic. Kurek podał mi apteczkę, którą trzymał w jednym z kuchennych kredensów, żebym opatrzyła Winiarskiemu dłoń. Też miałam łzy w oczach, kiedy wyciągałam szkło z jego dłoni, ale nie chciałam w tej chwili płakać. Michał potrzebował teraz silnych przyjaciół, w których znajdzie oparcie, a nie ludzi płaczących razem z nim.
- Nie mam siły wracać do domu – powiedział w pewnym momencie, kiedy bandażowałam jego dłoń. Bartek położył mi rękę na ramieniu. Wiedziałam, co chciał przez to powiedzieć.
- Paulina przenosi się do Ady, więc możesz zostać tutaj ile tylko chcesz. Jednak w którymś momencie będziesz musiał tam wrócić.
- Wiem, ale teraz nie mogę, nie mam siły. Jeżeli zostałbym sam z Oliwerem, to bym zwariował.
- Pomożemy ci na tyle, na ile będziemy mogli. Nie zostawimy cię samego, pamiętaj o tym. Mario wie?
- Jest na urlopie, za granicą, nie pamiętam gdzie. Nawet nie wiem kiedy wraca.
- Dobrze, niech odpoczywa – powiedziałam – jak wróci, to z nim porozmawiasz. Powinien wiedzieć.  – na chwilę na twarzy przyjmującego pojawił się uśmiech, ale szybko zniknął.
- Nie wiem co bym bez was zrobił. Jesteś cholernym szczęściarzem, stary.  – poklepał Bartka po ramieniu i poszedł do Oliwera poinformować go, że trochę tutaj zostaną. Paulina przyszła chwilę później do kuchni, informując, że Winiarscy wyszli.
- Paula, zrobiłoby ci wielką różnicę, gdybyś wcześniej przeniosła się do Ady? – zapytałam, błagając w myślach, żeby nie robiła żadnych problemów. – Michał…
- Wiem, słyszałam. Nie powinnam podsłuchiwać, ale chciałam wiedzieć, co jest nie tak. Zadzwonię do Ady i powiem, że przyjadę jeszcze dzisiaj. Jutro i tak zabieram się do domu z tatą po rzeczy, więc to żaden problem.
- A Oliwer...
- Nie, nie słyszał. Puściłam mu bajkę. Mam nadzieję, że wszystko jakoś się ułoży.
- Też mam taką nadzieję – powiedziałam, choć bałam się, że tak się nie stanie.
***
- Wiesz, mamy tu mały problem i dobrze by było, gdybym mogła przyjechać już dzisiaj – mruknęłam do Ady przez telefon. Cała ta sprawa z Michałem mnie przygnębiła i jakoś nie mogłam dojść do siebie. Cały czas miałam przed oczami jego postać, kiedy Bartek przyprowadził go pijanego. Kontrastowała się ona z postacią wielkiego siatkarza, który pozdrawiał po wygranej lidze światowej swoją żonę i synka, który wtedy był szczęśliwy tak samo, kiedy powiedział na wizji, że urodził mu się syn. Wydawało się, że tak już pozostanie, a teraz… Teraz chciałabym już w nic nie wierzyć.
- Stało się coś? – zapytała Ada lekko przerażona. Pewnie pomyślała, że chodzi o Kurka i Idę. Westchnęłam cicho.
- Opowiem ci jak przyjadę. Mogłabyś poprosić Konstantina, żeby po mnie przyjechał swoim mega wypasionym autkiem? Nie chce mi się tłuc autobusem. – problemu nie było z tym żadnego. Chwilkę później usłyszałam, jak wydziera się na Cupko, żeby ruszył z łóżka cztery litery i pojechał do Bełchatowa. Potem Ada się rozłączyła.
Zaczęłam zbierać swoje rzeczy i pakować do torby. Nie było ich dużo, ale nie chciałam niczego zapomnieć. Jutrzejsza wizyta ojca musiała wypaść idealnie, żeby oboje z mamą dali mi spokój. Zapinałam właśnie torbę, kiedy zauważyłam, że Książę mi się przygląda. Nie miał zadowolonej miny, właściwie wyglądał, jakby miał się rozpłakać. Uśmiechnęłam się do niego i pokazałam mu, żeby do mnie podszedł. Wpadł mi w ramiona i mocno przytulił.
- Ciocia, wrócisz? – zapytał z łzami w oczach. Aż się wzruszyłam, kiedy spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczkami. Jeszcze nie spotkałam tak genialnego dzieciaka jak on.
- Tutaj nie, ale będę całkiem blisko i jak ładnie poprosisz to tata na pewno cię przywiezie. Nie płacz, maluchu, rany… - Oli się rozpłakał i nie chciał mnie puścić. Michał pojawił się w pokoju i zabrał małego na ręce, a ja zaczęłam płakać. Nie wiedziałam, że aż tak się przywiąże. Przecież był tutaj zaledwie dwa dni.
Do pokoju weszła Ida, uśmiechnięta pod nosem i wzruszyła ramionami. Przytuliła mnie mocno, ale nie płakała. Tylko ja jakoś nie mogłam się powstrzymać.
- Nie wyjeżdżasz na koniec świata, będziesz niedaleko i niezmiernie mnie to cieszy.
Za Idą, pojawił się też Bartek. Przybił mi piątkę i podniósł wysoko do góry.
- Wpadaj kiedy zechcesz. Fajna jesteś – powiedział i się ulotnił, sprawdzić co z małym i dużym Winiarskim.
- Szczęściara z ciebie, wiesz? Zazdroszczę ci. – powiedziałam, jeszcze raz ją przytulając.
- Zobaczysz, że wszystko się ułoży. Trzeba czasu, Młoda.
- Cupko przyjechał! – usłyszeliśmy krzyk Bartka i trzeba było się zbierać. Otarłam łzy z policzków i wzięłam ze sobą torbę. Wychodząc, oglądnęłam się za siebie i machnęłam gospodarzowi ręką. Oli uczepił się jego nogi i patrzył na mnie załzawionymi oczkami, pomachał mi. Odmachałam mu i zbiegłam z Konstantinem po schodach.
Szczerze? Nie widziałam jeszcze auta Cupko, ale słyszałam głośne trąbienie i czułam, że dobrze to nie wróży. Spojrzałam na niego kątem oka, nie wyglądał na przerażonego, ale za to ja owszem. Kiedy doszliśmy do miejsca gdzie zaparkował, myślałam, że padnę z wrażenia. Oczywiście nie z wrażenia, jakie zrobił na mnie samochód, bo to nie robiło na mnie najmniejszego wrażenia. Nawiasem mówiąc, myślałam, że lepiej zarabia… Ale wrócmy do sprawy. Konstantin zaparkował w poprzek drogi i teraz za samochodem stał sznurek aut z wściekłymi kierowcami. Na nim nie zrobiło to żadnego wrażenia. Zajął miejsce kierowcy w swoim autku i odpalił silnik. A ja stałam i mordowałam się z drzwiami. Trwało to chyba z  pięć minut, zanim zaczęłam walić w szybę pięścią. Zobaczyłam wtedy, jak jeden z kierowców zamierza wysiąść i wpadłam w panikę. Cupko otworzył mi drzwi z dziwnym uśmiechem na ustach.
- Przepraszam, nie zauważyłem, że dalej stoisz.
Myślałam, że go zabiję.
***
Zmartwiła mnie swoim telefonem, zwłaszcza, że nie powiedziała co się stało. Czarne myśli chodziły mi po głowie, kiedy usłyszałam dziwne głosy z przedpokoju. Wychyliłam głowę z kuchni i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. Paulina okładała torbą Konstantina po głowie, a on piszczał coś pod nosem. Kiedy mnie zobaczył, schował się za moimi plecami z przerażoną miną. Z kolei kiedy Młoda mnie zobaczyła, zdmuchnęła sobie grzywkę z twarzy i szeroko się uśmiechnęła. Pokazałam jej, żeby weszła do środka. Minęła nas zadowolona, a przechodząc koło Konstantina nagle tupnęła nogą aż biedak podskoczył. Spojrzałam na niego osłupiała.
- Serio? – zapytałam niedowierzając, na tylko wzruszył ramionami, po czym wyszedł, tłumacząc, że musi coś załatwić. Wróciłam do Młodej, która właśnie rozglądała się z zadowoleniem po pokoju.
- Czemu tak na niego naskoczyłaś? – zapytałam rozbawiona zachowaniem Konstantina.
- Przez niego mogłam zostać napadnięta przez wściekłego kierowcę! Kto mu dał w ogóle prawo jazdy? Jeszcze nie widziałam, żeby ktoś tak parkował. A poza tym, myślałam, że stać go na jakiś lepszy model. – usiadła na łóżku, sprawdzając czy jest wygodne. A ja przyglądałam się jej, zastanawiając się, czy nie popełniłam właśnie wielkiego błędu. Trzymać takiego demona w domu? Boże, wybacz
***
Następnego dnia siedziałyśmy obie jak na szpilkach przed przyjazdem ojca Pauli. Denerwowałam się, bo nie wiedziałam jak zareaguje na moją osobę. Przecież mógł mnie nie zaakceptować i kazać Młodej wracać do domu, czego nigdy by mi nie wybaczyła. Z tych nerwów nawet nie mogłam nic zjeść, szukałam tylko zajęcia, żeby zająć czymś myśli.
- Paula, nie powiedziałaś mi co się stało u Idy – stwierdziłam po chwili namysłu. Młoda uśmiechnęła się krzywo i usiadła na kuchennym stole.  – Martwiłam się. Coś z Idą?
- Nie, z Idą i Bartkiem wszystko w porządku. Tylko… Siatkarze byli na obiedzie u prezydenta. Bartek wrócił wieczorem razem z Michałem, który był całkiem pijany. Nie mógł ustać na nogach. Przenocowaliśmy go i rano Ida próbowała wyciągnąć od niego, co jest nie tak. Rozwodzą się, Michał jest wrakiem. Razem z małym zostają na jakiś czas u Bartka i dlatego musiałam już wczoraj się wynieść. Oli się rozpłakał jak zobaczył, że się gdzieś wybieram. Sama też się popłakałam… To chyba wszystko.
Czułam, że nie było wśród znajomych takiej osoby, która nie byłaby zaskoczona takim rozwojem sytuacji. Wszyscy uważali Winiarskich za małżeństwo doskonałe. Wszyscy kibice widzieli radość Michała, jego szczęście, kiedy dedykował medal swojej rodzinie. A ona, jego żona, tak po prostu go zostawiła. Nie rozumiałam tego, nawet  w najmniejszym stopniu.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Poderwałam się z krzesła, żeby otworzyć. Paula podreptała za mną do drzwi. Zobaczyłam za nimi pana w średnim wieku, z uśmiechem na twarzy. Wyglądał całkiem inaczej niż sobie go wyobrażałam. Młoda wyszła przede mnie, żeby się z nim przywitać i wpuścić go do środka.
- Pani musi być Ada. Paulina mi wiele o pani opowiadała. – wyglądał na miłego i przystępnego człowieka, a nie na groźnego jakim przedstawiła go Paula. A może tylko ja sobie go tak wyobraziłam?
- Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.
Rozmawiało się nam bardzo miło. Ustaliliśmy wszystkie szczegóły pobytu Pauliny, wyjaśniłam panu warunki wynajmu i wszystko szło jak po maśle. Dopóki nie pojawił się Konstantin. Wszedł jak do siebie, z uśmiechem na twarzy.
 - Żonciu, wróciłem! – powiedział głośno, a ja myślałam, że spalę się ze wstydu. Paula siedziała jak zaklęta, a jej tata zmarszczył czoło. Wstałam szybko od stołu, podbiegłam do Konstantina, złapałam go za fraki i wpakowałam do łazienki. Zastawiłam drzwi krzesłem, żeby nie mógł wyjść. Odetchnęłam głęboko i przybrałam poważny wyraz twarzy, choć przyszło mi to z trudem. Wróciłam do gościa i usiadłam z powrotem przy stole.
- Przepraszam pana bardzo. Przykro mi, że był pan świadkiem tego jakich mamy tutaj sąsiadów. To syn sąsiadki, które mieszka piętro niżej. Dostał przepustkę ze szpitala, wie pan… Jest niespełna zmysłów. Jutro wraca do ośrodka zamkniętego i nie będzie sprawiał problemu. Nie wszedłby tutaj, ale zapomniałam z tego wszystkiego zamknąć drzwi.
- Nie wiedziałem, przepraszam.. – tata Młodej trochę się speszył, a ona sama dostała nagle ataku kaszlu.  – Będę już uciekał. Jedziesz ze mną kochanie? – zwrócił się do córki, która szybko przytaknęła. Odprowadziłam ich do drzwi o grzecznie pożegnałam. Potem podeszłam do okna i kiedy zobaczyłam, że wychodzą z klatki, zakasałam rękawy.

- Teraz to ja się z tobą policzę, Mężusiu. 

sobota, 30 sierpnia 2014

" - Problemy, Młoda, tylko i wyłącznie problemy."

- Jak wyglądam? – zapytał mnie Bartek któryś raz z rzędu, będąc zdenerwowanym i zestresowanym do granic możliwości. Tysiąc razy poprawiał krawat, wieszał medal na szyi. Ostatecznie zdecydował się schować medal do kieszeni marynarki, a jak będzie trzeba to wyciągnie i założy. Kiedy tak na niego patrzyłam, miałam wrażenie, że denerwuje się teraz bardziej niż przed finałem igrzysk, a myślałam, że będzie na odwrót. Przecież ten obiad powinien być przyjemnością.
- Nie denerwuj się tak, przecież nie będziesz tam sam, tak?  - staliśmy przed lustrem, Bartek odwrócił mnie do siebie tyłem, żebym mogła zobaczyć nasze odbicie. Uśmiechnęłam się nic nie mówiąc, czując jak Bartek się do mnie przytula.
- Ładnie wyglądamy, nie? Całkiem nieprzeciętnie. Ale to chyba dzięki Tobie – mruknął, czym mnie doszczętnie rozbawił. Dzisiaj usłyszałam już tyle komplementów z jego strony, że zaczynało mnie to peszyć. Kiedy mu o tym powiedziałam, uśmiechnął się tylko, po czym dodał – To dlatego, że tak bardzo się za tobą stęskniłem.
- Tak, tak, słyszałam to już milion razy. Ona też za tobą tęskniła, a teraz raczy pan zejść na dół, bo spóźnicie się do prezydenta i będzie to stanowczo nie na miejscu.  – Młoda wręcz wypchała go za drzwi, zdążył tylko zabrać kluczyki i dokumenty, przybierając bardzo dziwny wyraz twarzy. Bądź co bądź, Młoda właśnie ‘wyrzuciła’ go z mieszkania.  – Staliście przed tym lustrem czterdzieści minut. To zaczyna robić się niezdrowe?
- Przepraszam, ile? – zapytałam kompletnie zaskoczona. Przysięgłabym, że to było tylko kilka minut. Paula stanęła przede mną z miną godną Oscara.
- Patrzyłam na zegarek, kochana. Czterdzieści dwie i pół minuty. Co ta miłość robi z ludźmi – pokręciła głową i zniknęła w kuchni. Zostawiła mnie przed tym lustrem, zastanawiającą się dlaczego czas tak szybko upływa. Spojrzałam na siebie, wnikliwie przyglądając się odbiciu. Dawno tego nie robiłam, przed lustrem spędzałam bardzo mało czasu. Jednak coś zmieniło się w tym odbiciu, nie potrafię określić co, ale widziałam siebie inaczej. Widziałam siebie inaczej, bo… jestem szczęśliwa? Nie znajdowałam innego wytłumaczenia.
Miałam zamiar dołączyć do Pauli, widząc jak zabiera wielką miskę lodów i siada przed telewizorem w salonie, jednak ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam otworzyć. Za drzwiami zobaczyłam rozczochranego Miśka Winiarskiego z małym chłopcem podobnym do niego jak dwie krople wody. Krawat miał przekrzywiony, zapewne wiązany na szybkiego, a mały miał ubrany na lewo podkoszulek.
- Przepraszam, że niespodziewanie, ale nie mam go z kim zostawić. Mogłabyś się nim zająć? Proszę, błagam, jestem strasznie spóźniony. – jeżeli mowa o wyglądzie, to on też wyglądał inaczej. Inaczej niż zapamiętałam go ze Spały i z meczy Skry. Zupełnie inaczej. Chłopiec wyglądał na lekko wystraszonego tym pośpiechem, tak samo jak ja ich nagłą wizytą.
- Jasne, wejdź na chwilę. – wciągnęłam ich za drzwi i postawiłam małego na ziemi. Poprawiłam Miśkowi krawat, zapięłam niedopięte guziki koszuli, poprawiłam mu fryzurę. Nie mogłam pozwolić, żeby pojechał, wyglądając trochę niechlujnie. – Teraz możesz jechać, zajmiemy się Oliwierem.  – wyszedł na klatkę, a ja razem z nim, mając mu do powiedzenia jeszcze jedno zdanie. – Pamiętaj, że zawsze możesz ze mną pogadać. – uśmiechnął się na pożegnanie i nic nie mówiąc zbiegł na dół po schodach. Wróciłam do mieszkania, będąc pod ciągłym spojrzeniem młodego Winiarskiego. Kucnęłam przed nim, uśmiechając się do niego – Jestem Ida.
- A ja Oliwier. – powiedział cicho, spuszczając swoją blondwłosą główkę w dół.  – Jesteś moją nową ciocią? Tata powiedział, że jesteś narzeczoną wujka Bartka. – no nie powiem, wygadany po ojcu. A za tą narzeczoną, to mu się dostanie, pomyślałam, choć wcale bardzo mi to nie przeszkadzało.
- Na to wygląda, że tak. Masz na coś ochotę? Jakieś szczególne życzenia? – Oliwier się uśmiechnął, oczka mu się rozweseliły, więc czułam, że jakoś się dogadamy.
- Masz lody? Bo ja najbardziej lubię truskawkowe. I czekoladowego batonika!
- No dobra, powiedzmy, że tata nie musi o tym wiedzieć. Chodź do kuchni.  – posadziłam go na krześle, a sama nałożyłam nam po misce lodów. Całe szczęście, że Paulina coś zostawiła, bo nie miałam serca odmówić temu słodkiemu dziecku. Coś czuję, że będę go rozpieszczać już od początku naszej znajomości. Podałam mu michę i razem poszliśmy do pokoju. Młoda siedziała rozwalona na kanapie i oglądała bajki w telewizji. W ogóle nie zauważyła obecności naszego małego gościa, taka była zajęta. Mały siadł obok niej i dopiero wtedy odciągnęła swoją uwagę od bajki.
- Ojej, a ty to kto mały człowieku?
- Oliwer, a ty?
- Paulina, miło mi cię poznać mały książę – podała mu rękę na przywitanie, będąc w wielkim szoku. Chłopak tylko się uśmiechnął i zainteresował bajką.
- Ten książę spędzi z nami dzień. – poinformowałam ją, siadając po jej drugiej stronie. W końcu każdemu z nas przyda się odmóżdżenie. Zwłaszcza teraz, kiedy nie mogłam pozbyć się przeczucia, że u Michała nie najlepiej się dzieje.
***
- To co robimy, droga przyjaciółko – zapytał pan siatkarz po zjedzeniu dwunastu naleśników. Nie przypuszczałam, że będzie w stanie zjeść aż tyle. A niech się cieszy, Nawrocki nie musi o wszystkim wiedzieć. Z resztą na pewno spali te wszystkie kalorie już niedługo, na przykład jutro jak pójdzie pobiegać.
- Drogi przyjacielu, muszę posprzątać, bo po jutrze tata Pauli przyjeżdża na inspekcję i mieszkanie ma błyszczeć. Może mi pomożesz? Musimy wysprzątać twój pokój, łazienkę, mój pokój też, kuchnię zostawimy na koniec, a i najważniejsze, żeby twoje rzeczy nie walały się po mieszkaniu, bo on nie wie, że tu mieszkasz.
- Dobrze, a teraz powtórz dwa razy wolniej, żebym zrozumiał.  – przysiadłam na stole i jeszcze raz, w żółwim tempie powtórzyłam to wszystko, aby panicz Cupko mógł zajarzyć o co mi chodzi. Gdy skończyłam, miałam wrażenie, że upłynęło pięć minut, ale cóż – sama sobie nie poradzę, więc musiałam się poświęcić.
Dziesięć minut później, Konstantin latał z odkurzaczem po mieszkaniu, a ja chowałam jego rzeczy po szafkach i pudłach, które przytaszczył ze sobą. Zajęłam się swoim pokojem tak, że praktycznie błyszczał. Nawet nie było ciuchów na krześle, kiedy skończyłam, więc byłam z siebie dumna. Potem zajęłam się kuchnią, widząc kątem oka, jak mój przyjaciel dzielnie walczy z mydlanym osadem na wannie, podśpiewując pod nosem i co jakiś czas zakasując żółte, gumowe rękawice. Pokręciłam głową z niedowierzaniem, że taki facet jak on ciągle jest do wzięcia. Przecież z dnia na dzień, z minuty na minutę stawał się idealnym facetem dla każdej dziewczyny, nie tylko dla mnie. Ale przecież nie mogłam brać go na poważnie, jest moim przyjacielem. Jednak kiedy zobaczyłam te rękawice… No cóż, nie przypominam sobie, żebym ostatnio widziała faceta, który z taką pasją czyści wannę.
Po mniej więcej dwóch godzinach nie poznawałam mojego mieszkania. Wprawdzie świeciło się niesamowicie, byliśmy cholernie zmęczeni i głodni. To, że mnie chwycił głód, to nic dziwnego, ale że jego? Po dwunastu naleśnikach? Panie Boże i Wszyscy Święci, kiedy on zdążył to strawić?
- Nie mam siły gotować. Zamówimy coś? – mruknęłam cicho, odwracając się z trudem w jego stronę.
- Może być, ale ty dzwonisz. Nie mam siły w rękach.
- Wiesz co? A może wprosimy się do Idy?
- Genialny pomysł. Ale muszę się przebrać, nieładnie pachnę.
- Jak ty coś powiesz…. – i jak tu go nie kochać? – Masz dziesięć minut albo jadę sama.
- Raczej wątpię, nie masz siły iść na autobus. A ja mam samochód.  – nawet to sprytne jest. Sprytne, kochane i nie wiadomo jeszcze jakie. Wrócił po pięciu minutach, dzwoniąc kluczykami przy moim uchu. W końcu się podniosłam i wyszliśmy.
***
- Nie możliwie, żeby tak wcześnie wrócili. – powiedziałam, zmierzając wolnym krokiem do drzwi. Oliwier szedł ze mną, ciekawy kto do nas przyszedł. Paula nadal leżała na kanapie, bo nie chciało jej się ruszyć. Otworzyłam drzwi i wybuchłam śmiechem – Co się wam stało?
- Sprzątaliśmy mieszkanie.  Masz coś do jedzenia? – zapytał od razu Cupko, bez żadnych wstępów czy zbędnego powitania. No co po co, nie?
- Coś się znajdzie. – Oliwer wychylił głowę zza moich nóg, przyglądając się Adzie i machając do Konstantina. Ada zrobiła dziwną minę, po czym popatrzyła na mnie, to na przyjaciela.
- O, dziecko. Jakie ładne dzieciątko, jak się masz?  - zapytała, kucając przed małym. Ten uparcie się jej przyglądał, w końcu, ciągnąc mnie za rękę, zapytał:
- Kolejna ciocia?
- Myślę, że tak, książę.  – dopiero potem rzucił się ze śmiechem na młodego Serba, krzycząc coś w rodzaju ‘wujek Kostek’. Konstantin o mało się nie przewrócił, ale w końcu wziął go na ręce i razem weszliśmy do mieszkania.
***
Bartek wysłał mi smsa, że wszystko poszło w porządku, że już wracają i że wróci późno. Pod spodem było mnóstwo całusów i uścisków, co było bardzo słodkie. Ada z Konstantinem zmyli się po prowizorycznym obiedzie, twierdząc, że położą się wcześniej spać, bo ledwo patrzą na oczy. Tak więc zostaliśmy ja, Młoda i książę, jak przywykłyśmy go nazywać. Naprawdę miał coś z księcia, chociażby słodki wygląd, piękne oczy i był bardzo, bardzo miły jak jego tata. W pewnym momencie, po dobranocce nasz książę zaczął przeraźliwie ziewać, więc postanowiłyśmy, że położymy go w sypialni.
- Tata niedługo wróci? – zapytał, leżąc w moim łóżku, przykryty kocykiem, bawiąc się wielką grzywą mojego wielkiego słonia.
- Na pewno niedługo wrócą z wujkiem Bartkiem cali i zdrowi. A teraz śpij, jak przyjadą, to cię obudzę, dobrze? – przytaknął i przymknął oczka. Posiedziałam przy nim dopóki nie zasnął, a potem dołączyłam do Młodej.
- Fajny malec – powiedziała, przełączając program z bajkami na wiadomości, których nie mogłam słuchać. Cały czas zastanawiałam się, martwiłam się, że coś jest nie w porządku. Pamiętam, jak któregoś spalskiego dnia, Michał opowiadał mi o Oliwerze i swojej żonie, o ile pamiętam o ich wspólnych wakacjach. Wydawał się przy tym taki szczęśliwy, jego oczy nabrały tego blasku, kiedy mówisz o czymś na czym ci cholernie zależy, o czymś niesamowicie ważnym. Teraz tego blasku nie było i za wszelką cenę chciałam poznać tego przyczynę, chciałam mu po prostu pomóc.  – Hej, ziemia do Idy? – zobaczyłam rękę Pauli przed oczami i ocknęłam się z zamyślenia. – Co się tak zamyśliłaś?
- Właściwie sama nie wiem, czuję, że dzisiejsza wizyta Oliwera nie jest ostatnią.
- To chyba dobrze? Nie widziałam grzeczniejszego i słodszego dziecka niż on.
- Właśnie nie wiem, czy dobrze. Michał wyglądał jakoś… dziwnie.
- Bo się spieszył i pewnie denerwował tym całym obiadem. Nie szukaj dziury w całym.
- Może masz rację, może rzeczywiście przesadzam.
***
To, co powiedziała Ida, dało mi do myślenia. Choć twierdziłam, że nic złego się nie dzieje, nachodziła mnie myśl, że może mieć rację. Jednak za każdym razem, gdy ta myśl mnie nachodziła, skutecznie ją od siebie odpychałam.
W telewizji puścili jakiś film, który nie przykuł naszej uwagi. Siedziałyśmy w ciszy, nic do siebie nie mówiąc, wpatrując się w telewizor, mimo że myślałyśmy całkowicie o czymś innym.
- Nie mogę spać – usłyszałyśmy cichy głos i kiedy się odwróciłyśmy, zobaczyłyśmy młodego Winiarskiego, trzymającego wielkiego słonia za trąbę. Uśmiechnęłam się do niego, czego chyba nie zauważył, ale mogłam mu to w tej chwili wybaczyć, bo wyglądał tak kochanie jak nigdy wcześniej.
- Choć, położę się z Tobą – Ida wzięła chłopca za rączkę i wyszli z pokoju. Dało się odczuć, że chłopiec nas polubił i nam w pewnym sensie zaufał. Miło spędziliśmy dzisiejszy dzień w swoim towarzystwie, choć na początku było trochę trudno. Oliwer się wstydził, ale później przekonałam go, żeby się ze mną pobawił. Zawsze mi mówi, że dobrze się dogaduję z dziećmi i w większości przypadków znajduję z nimi wspólny język. Jak byłam młodsza, nie bardzo mi to pasowało, bo maluchy nie dawały mi spokoju i cały czas chciały, żebym się z nimi bawiła. Teraz, jak zrobiłam się trochę starsza, uświadomiłam sobie, że kiedyś też byłam takim dzieckiem, prawdopodobnie najbardziej zwariowanym i niegrzecznym w okolicy i fajnie było się wtedy bawić z kimś starszym.
Ida długo nie wracała, więc poszłam zerknąć, czy wszystko jest w porządku. Zastałam bardzo miły widok, kiedy stanęłam w drzwiach sypialni. Pokój pogrążony w półmroku przez zasunięte rolety, a na łóżku dwoje śpiących spokojnie ludzi. Jeden z nich, ten mniejszy, przytulony do tego większego z uśmieszkiem na ustach. Ładnie razem wyglądali, pomyślałam i uświadomiłam sobie, że kiedyś w przyszłości, kiedy Ida z Bartkiem będą już po ślubie, stworzą rodzinę i idealne miejsce dla takiego małego ludzika. Po raz kolejny pomyślałam, że mają wielkie szczęście, że mają siebie o powinni robić wszystko, żeby tak zostało.
Przymknęłam drzwi, żeby nie przeszkadzały im odgłosy z mieszkania i wróciłam do pokoju. Przynajmniej miałam taki zamiar, bo w tym momencie usłyszałam szczęk kluczy. Zobaczyłam w nich Bartka, lekko zmachanego i Michała uwieszonego na jego ramieniu. Odruchowo zamknęłam drzwi do sypialni i podeszłam, żeby mu pomóc.
- Co mu się stało? – zapytałam cicho, doprowadzając go do salonu i sadzając go na kanapie. Czułam od niego alkohol, ale nie chciałam pytać wprost, nie wiedziałam, czy mam takie prawo.
- Problemy, Młoda, tylko i wyłącznie problemy. – Bartek ściągnął krawat i marynarkę, siadając obok klubowego kolegi. Tamten mamrotał coś pod nosem, patrząc nieprzytomnym wzrokiem w ziemię. Co jakiś czas uśmiechał się cynicznie, ale nie zwracał uwagi na nas i na to gdzie jest.
- Chodź, położymy go w pokoju. Prześpię się na kanapie. Wygląda na to, że musi się porządnie wyspać i ..wytrzeźwieć. Oliwer nie może go takiego zobaczyć, wystraszy się.  – Bartek przytaknął i razem zanieśliśmy ledwo przytomnego Winiarskiego do pokoju i położyliśmy go na łóżku. Zabrałam tylko telefon, piżamę i wyszłam, zamykając za sobą drzwi. Kiedy szłam do salonu, zobaczyłam, jak Bartek uśmiecha się pod nosem, kiedy zobaczył małego z Idą pogrążonych we śnie. Bezgłośnie położył się obok swojej dziewczyny, przytulając się do niej, a ona przebudziła się na chwilę, nieświadomie się uśmiechając. Zostawiłam ich samych ze swoim szczęściem i poszłam do salonu. Rzuciłam poduszkę na kanapę i położyłam się, starając się zapomnieć o tym, co przed chwilą zobaczyłam. A co zobaczyłam? Rozpad kochającej się, szczęśliwej, idealnej rodziny – przynajmniej tak przypuszczałam.

***

sobota, 9 sierpnia 2014

" - Kochanie... Pora wstawać... Kogut już piał... Trzeba krowy wydoić..."

Cześć :)
Dzisiejsza część jest znacznie dłuższa dlatego, że wyjeżdżam na dwa tygodnie :)
Miłego czytania
Wiśnia.

Siedzieliśmy przed telewizorem, oglądając jakiś durny film. Oparta o ramię Bartka i z nogami przewieszonymi przez jego kolana, drzemałam sobie w najlepsze. Teraz kiedy miałam go blisko siebie mogłam spać spokojnie, wiedząc, że następnego dnia rano znajdę go gdzieś w mieszkaniu i przywita mnie tym swoim cudownym uśmiechem.
- Młoda z Zibim przyszli – szepnął mi do ucha. Otwarłam oczy i zobaczyłam ich jak siedzą razem na podłodze, w miarę zadowoleni. – Chyba doszli do porozumienia.
- Zaraz zobaczymy do jakiego rodzaju porozumienia  - mruknęłam, uśmiechając się chytrze. – Ej, ja się pójdę chyba położyć. Młoda, śpimy razem. – oświadczyłam pewnie, wstając z kanapy jednocześnie się przeciągając. Zdecydowanie wolałam siedzieć na bartkowych kolanach.
- Co? – wykrzyknęli jednocześnie Bartek, Młoda i… Zibi.
- Musicie się wyspać, zmęczeni jesteście. A łóżko w sypialni jest duże, więc się zmieścicie. No chyba, że chcecie z Kubiakiem i Kubą tutaj – leciutki szantaż emocjonalny nie zaszkodzi. Wiedziałam, że nie będą chcieli spać w salonie, bo to nie oznaczało spania. Jarosz i Kubiak zawsze mieli w sobie tyle werwy, że mogli we dwójkę zastąpić bełchatowską elektrownię.
- To ja idę zająć łazienkę – zanim zdążyłam się zorientować, Paula już była w łazience i brała prysznic.  Bartek nie był zbytnio zadowolony z tego, że ma spędzić noc z Bartmanem, ale niestety musiał. Wolałam przypilnować tą dwójkę, żeby nie wyszło potem jakieś małe, drące się coś. Tak na wszelki wypadek.
- To dobranoc – pocałowałam Bartka w policzek i zniknęłam, słysząc tylko Zbyszkowy głos:
- Tylko śpisz z dala ode mnie!
***
W mieszkaniu zrobiło się cicho, co oznaczało, że panowie padli jak muchy ze zmęczenia. Nie mogłam wyobrazić sobie, śmiejąc się w duchu, jak Zbyszek i Bartek rozwiązali sprawę jednego łóżka… Ale to już ich problem, nie mój. Ja sobie leżę wygodnie w łóżku, mając obok siebie śpiącą przyjaciółkę. Jednak nie mogę zasnąć. Mam w sobie tyle emocji, że trudno wyrzucić mi niektóre myśli z głowy. Zwłaszcza te dotyczące Zbyszka i naszej rozmowy. Chyba wyszliśmy na prostą, co niezmiernie mnie cieszyło. Poczułam ulgę, kiedy powiedział, że czekał aż się odezwę i kiedy obmyślił genialny plan jak przekonać moich rodziców. A raczej jak tego nie zrobić. Mimowolnie się uśmiechnęłam przymykając oczy. Przecież jeżeli dobrze pójdzie przez następny rok będę mogła być blisko niego. Nawet nie wiem kiedy powieki same spadły na moje oczy. Słyszałam tylko dziwne szuranie po podłodze, ale byłam na tyle zmęczona, że nie miałam siły sprawdzić co to.
***
Położyłam się na swoim łóżku, będąc w stanie skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego. Chciałam wreszcie się wyspać, zapomnieć o ostatnich dniach i żyć swoim życiem, mieszkając razem z Cupko. Zrobiło mi się trochę smutno, mimo że się wprowadził, bo już niedługo będzie musiał wrócić do swojego mieszkania. Nie chciałam zostawać sama, nie mogę zostać sama. A Młoda… co z nią, nie wiadomo.
Właśnie zasypiałam, kiedy usłyszałam jakieś dźwięki z kuchni. Mruknęłam niechętnie, słysząc jak Cupko krząta się po kuchni. Tłukł się szklankami, lodówką trzasnął, normalnie jakby był u siebie.
- Cupko, idźże spać w końcu! – krzyknęłam zaspana, nakrywając głowę poduszką. Usłyszałam jak dwumetrowy, sympatyczny człowiek drepta do mojego pokoju, po czym skrzypnęły drzwi.
- Kiedy ja nie mogę spać! – zabrzmiał jak kilkuletni chłopiec, tak cholernie słodko i bezsilnie. Jeżeli chciałam się wyspać, to musiałam coś z tym zrobić. Przesunęłam się pod ścianę, choć nienawidzę spać pod ścianą i poklepałam miejsce koło siebie. Nie patrzyłam na niego, bo nie miałam siły otwierać oczu, ale wiedziałam, że się ucieszył. Zgasił światło w kuchni i przydreptał z powrotem. Łóżko ugięło się pod jego ciężarem, a kiedy zasypiałam, słyszałam jego lekkie chrapanie, co również wydało mi się słodkie.
***
Coś za wcześnie zrobiło się cicho, pomyślałam sobie, nie mogąc zasnąć. Młoda pewnie już spała, bo nie słyszałam żadnych oznak przytomności z jej strony. Westchnęłam cicho, przekręcając się na bok. To nie był dobry pomysł, mogłam zostać w naszej sypialni. Tak bardzo się za nim stęskniłam, a teraz dobrowolnie spędzałam noc nie mając go u swojego boku, bez obejmującej mnie bartkowej ręki i przyjemnego łaskotania w szyje przez jego spokojny oddech. Głupia Ida! Przecież Zbyszek chyba nie jest z tych, co zmusza dziewczyny do… stop. Zapędziłam się trochę.
Przymknęłam oczy, próbując zasnąć, jednak nachodziło mnie za dużo myśli. Nie myślałam już o niczym złym, przykrym, negatywnym. Moje myśli krążyły wokół sukcesu moich przyjaciół, Bartka i naszego wspólnego życia, moich studiów, które mam niedługo zacząć. Jestem szczęśliwa, tak, w końcu mogę tak powiedzieć. Związek z Bartkiem jest czymś o czym marzy każda dziewczyna, jest idealny i wyśniony. Wszystko się układa po naszej myśli. Teraz, w tym momencie, kiedy dochodzę do takich wniosków, pojawia się jedna niepokojąca kwestia. A co jeżeli jest zbyt idealnie? Jeżeli nagle przytrafi się nam coś, czego nie będziemy mogli przeskoczyć, co będzie nas stopniowo niszczyć? Potrząsnęłam głową, żeby szybko odrzucić ją na bok i zapomnieć, że kiedykolwiek mnie nawiedziła. Jestem głupia, naprawdę, jest cudownie, a ja narzekam! To chyba najwyższy czas, żeby zasnąć. Jeszcze jeden spokojny oddech i… Nic. Znaczy coś się zaczęło dziać. Ktoś chodził po mieszkaniu i oczywiście mój umysł nie pozwolił mi nie sprawdzić tego przed pójściem spać. Leżałam spokojnie na łóżku, czując, że zaczyna mi się to nie podobać. W drzwiach zobaczyłam zbliżający się cień. Moment później, coś szurając kapciami weszło do pokoju. Gdybym mogła, to zaczęłabym się śmiać, wręcz zaniosłabym się śmiechem. Oczywiście doskonale znałam tą postać, która nas odwiedziła, a ta postać doskonale znała mnie. Ciągnęła za sobą prawdopodobnie naszą kołdrę, którą potem upuściła na ziemię obok łózka. Nie dałam poznać po sobie, że nie śpię, bo czekałam na rozwój wydarzeń. Postać położyła się na przygotowanym posłaniu i westchnęła. A ja liczyłam na dalszy rozwój wydarzeń… Przekręciłam się na brzuchu i wystawiłam głowę za łóżko. On spał! Zasnął, od tak! I kiedy myślałam, że już nic mnie nie spotka, jego wielka ręka ściągnęła mnie z łóżka, układając sobie moją głowę na jego klatce piersiowej.
- Wariowałem bez ciebie – mruknął mi do ucha, przytulając mnie mocno. Tego brakowało mi najbardziej przez te wszystkie dni – jego mocnego uścisku i rytmu bicia jego serca, który przyspieszał na mój widok. Teraz sen przyszedł w zaskakująco szybkim tempie.
***
Kiedy się obudziłam, zauważyłam, że jestem sama w pokoju. Wydało mi się to co najmniej dziwne, bo w mieszkaniu było strasznie cicho, jakby wszyscy jeszcze spali. Nie wiedziałam gdzie wywiało Idę. Przewróciłam się na bok, szukając telefonu, bo to właśnie on mnie obudził. Nie było go na łóżku, więc pomyślałam, że spadł na podłogę. Położyłam się na brzegu od mojej strony i zaczęłam wodzić ręką po podłodze. Tam go też nie było. Wmawiając sobie, że to jest kompletnie bez sensu, przeszłam na stronę Idy i zrobiłam to samo. Spuściłam rękę na dół i natrafiłam na coś.
- Dźgnęłaś mi do oka – mruknęło coś na dole, więc od razu się wychyliłam. Na podłodze spał Bartek z Idą. Znaczy Bartek już nie spał, bo go obudziłam, ale Ida nadal była pogrążona we śnie i przytulona do Bartka.
- Przepraszam – mruknęłam cicho speszona – Nie wiedziałam, że tu jesteś.  – wstałam z łóżka po cichu i rozglądnęłam się po pokoju. Przecież ten telefon musi gdzieś być, pomyślałam, przecież słyszałam jak dzwoni. Dostrzegłam go dopiero jak zadzwonił jeszcze raz. Leżał na parapecie przy oknie. Wzięłam go i szybko wyszłam na palcach z pokoju, żeby dać im pospać. Usiadłam w kuchni przy stole i odebrałam. – Cześć tato. – czułam, że ta rozmowa nie będzie miła. Znowu potraktują mnie jak małolatę, która nie wie czego chce i jest jeszcze dzieckiem. A ja mam już siedemnaście lat i potrafię o siebie zadbać. Zapewne skończy się na tym, że będę musiała wrócić do domu i nie będę mieć nic do gadania.
- Mama mówiła mi o twoim pomyśle.  – usłyszałam twardy głos ojca – Naprawdę chcesz wyjechać?
- Tak, tato. Chcę być razem z przyjaciółmi i grać, mają tutaj dobre programy sportowe. Wiem, że pewnie wydaje wam się to bez sensu, ale chciałabym się tutaj uczyć.  – po drugiej stronie usłyszałam tylko ciche westchnięcie.
- Rozumiem, że nie zmienisz zdania, tak?
- Nie, nie zmienię – powiedziałam cicho, czując, że jestem bliska płaczu. Płaczu z rozczarowania, którego byłam świadoma od początku tej rozmowy, nawet wcześniej.
- Więc musimy to zaakceptować. Nie możemy zatrzymywać cię na siłę. Musisz wiedzieć, że mama jest temu przeciwna i nie chce, żebyś była daleko od domu. Ale ja myślę, że jesteś prawie dorosłą osobą i wiesz co robisz i robisz to na własną odpowiedzialność. Mama mówiła, że wspominałaś o mieszkaniu z jakąś koleżanką.
- Z Adą, to o nią chodzi. Ada wynajmowała mieszkanie z… inną koleżanką, ale tamta ją wystawiła i teraz została sama. Szuka współlokatorki.
- Chciałbym spotkać się z nią i zobaczyć to mieszkanie. Termin nie gra roli. Kiedy zamierzasz wrócić?
- Choćby zaraz, żeby zabrać resztę rzeczy – na początku myślałam, że śnię i że jeszcze się nie obudziłam. Ale kiedy uszczypnęłam się w ramię, stwierdziłam, że to dzieje się naprawdę, że oni pozwalają mi na to, żebym się przeniosła. Zaczęłam płakać i taką zastał mnie Zbyszek. Rozłączyłam się, bo nie chciałam, żeby tata słyszał jakieś męskie głosy w tle. Siedziałam sobie i płakałam, sama nie wiedząc nad czym.
- Mała, co jest? Coś się stało? – kucnął przede mną, chcąc dowiedzieć się co się dzieje. Otarłam łzy z policzków, po czym wzruszyłam ramionami. Zbyszek mnie przytulił, głaszcząc po głowie. Całkiem jak starszy brat, co bardzo mi się spodobało.
- Wiesz, że pozwolili mi się przenieść? – od razu mnie od siebie odsunął, a na jego twarzy pojawił się wielki uśmiech.
- To świetna wiadomość, tylko dlaczego płaczesz?
- To chyba tak na zapas. Myślałam, że mi nie pozwolą i zaczęłam beczeć. Zaskoczyli mnie.
- Cieszę się, że zostajesz- mruknął pod nosem, jakby chciał, żebym tego nie usłyszała. Więc udawałam, że nie słyszę. Wpadł mi do głowy pewien pomysł…
- Mam ochotę coś zrobić, ale myślę, że to się wam nie spodoba.
- Zrób to, przekonamy się – skoro dostałam pozwolenie, to nie mogłam się powstrzymać.  I takim sposobem kilka sekund później wszyscy w mieszkaniu i prawdopodobnie w bloku też usłyszeli okropny pisk i inne wrzaski, które mu towarzyszyły. Jestem taka szczęśliwa, pomyślałam i zaczęłam tańczyć na środku kuchni, a co!
***
- Rany boskie, Bartek, coś się dzieje! Wstawaj szybko! – zaczęłam nim potrząsać, bić go, żeby tylko wstał, a ja szybko pobiegłam do kuchni. Słyszałam, że wyleciał za mną z przerażoną miną. Spodziewaliśmy się wszystkiego – włamania, kradzieży, rodzącej kobiety w naszej kuchni, ninja… Ale nie spodziewaliśmy się tego, co zobaczyliśmy. Nie byliśmy pierwsi na miejscu zdarzenia, przed nami z salonu wybiegł Kubuś.
- Gdzie się pali? – zapytał półprzytomny, opierając się o ścianę – Zawiadomiliście straż?
- Kubuś, nie trzeba wzywać straży – wymamrotałam, widząc jak Młoda ze Zbychem tańcują w kuchni, strasznie się z czegoś śmiejąc. Prawdopodobnie z nas, bo dalej nie wiedzieliśmy o co chodzi i wpatrywaliśmy się w nich z dziwnym wyrazem twarzy i wytrzeszczonymi oczami. Zauważyłam, że Paula zarówno płacze jak się śmieje.
- Eee… Stało się coś? – zapytałam, chcąc wreszcie się czegoś dowiedzieć. Ona podbiegła do mnie i rzuciła mi się na szyję, aż się zachwiałam. Dobrze, że Bartek stał zaraz za mną i mnie przytrzymał.
- Zostaję, zostaję, zostaję! – krzyczała jak opętana.
- Rodzice pozwolili ci się przenieść? – zapytałam, żeby się upewnić.
- Tak, tata dzwonił i zgodzili się… Właściwie to on się zgodził, ale to wystarczy!  - nie pamiętam, żebym widziała ją bardziej zadowoloną. Zbyszek oparł się o stół, kręcąc głową z niedowierzania, kiedy zobaczył ten wulkan energii.
- To świetnie, naprawdę, genialnie – odetchnęłam, kiedy usłyszałam, że nie stało się nic złego. Oparłam się o Bartka, czując jak mnie obejmuje. Tak się martwiłam, a wszystko było w najlepszym porządku, a nawet lepiej.
- A gdzie jest Michał? – zapytał Bartek, zauważając nieobecność Kubiaka. Jarosz zdziwiony obejrzał się za siebie, myśląc, że jego kolega przyszedł zaraz za nim, ale nikogo za nim nie było. Wkroczyliśmy do salonu, gdzie tej nocy urzędowali siatkarze i zastał nas słodki widok. Otóż Misiu leżał na brzuchu na podłodze, pod głową miał zwiniętą poduszkę  z kanapy, a pod ręką wielkiego pluszowego słonia, który należał do mnie. Buźkę miał lekko rozchyloną i chrapał sobie w najlepsze.  Nim zdążyłam się zorientować, Kubuś położył się obok niego i zaczął go smyrać po karku.
- Kochanie… Pora wstawać… - mruczał mu do ucha seksownym głosem, a ż o mało nie parsknęłam śmiechem. – Kogut już piał…. Trzeba krowy wydoić….  – Michał uśmiechnął się, a potem nagle skrzywił i otworzył oczy.
- Jakie krowy? – zapytał sam siebie, po czym odwrócił się do Jarosza i dziko wrzasnął. Odsunął się od niego, zasłaniając moim słonikiem.
- Nie śpij, bo ci dziecko podrzucą – powiedział Jarosz z uśmiechem na ustach. Zanosiliśmy się śmiechem, patrząc na wrobionego Kubiaka, po czym Bartek dodał:
- Albo krowę.
***
Dawno się tak nie wyspałam jak tej nocy. Spałam twardym snem i wątpię, że ktoś dałby radę mnie obudzić. Kiedy otworzyłam oczy poraziło mnie światło słoneczne, co oznaczało, że jest już późno. W mieszkaniu było cicho, więc zapewne Cupko gdzieś przepadł. Na łóżku leżała tylko poduszka mojego przyjaciela, ale po jego osobie nie było żadnego śladu. Podniosłam się z łóżka i opuściłam stopy na podłogę. Dopiero wtedy zauważyłam, że jest jednak jakiś ślad jego obecności. Na podłodze, z powodu braku jakiegokolwiek stolika w moim pokoju, leżał duży talerz z kanapkami i karteczka.
- „Poszedłem sobie pobiegać, a Tobie żonciu, zrobiłem śniadanko J Mężuś” – przeczytałam na głos i parsknęłam śmiechem. Typowe żarty Konstantina, ja już mu pokażę żoncię tak, że mnie popamięta. Spojrzałam na ten talerz i cicho westchnęłam. To był naprawdę słodki gest z jego strony, zwłaszcza, że rano budzę się piekielnie głodna. Paradoksem jest to, że nie jadam śniadań, ale tym razem zrobiłam wyjątek i pochłonęłam wszystkie kanapki. A liścik schowałam na pamiątkę.
Też chciałam mu zrobić jakąś niespodziankę, więc chwilę po zjedzeniu posiłku znalazłam się w kuchni, zaglądając do lodówki i myśląc, co by upichcić. Nie za bardzo chciało mi się piec kolejne ciasto, choć jabłka kupiliśmy. Postanowiłam usmażyć mu trochę naleśników, nutella była w szafce tak samo jak dżem truskawkowy, więc powinno mu smakować.
Kiedy zaczynałam smażyć naleśniki, usłyszałam jak ktoś wchodzi do domu. Po cichu, jakby się bał, że kogoś obudzi. Jednak kiedy usłyszał hałas z kuchni i poczuł zapach przyrządzanego przeze mnie dania, nie omieszkał zaznaczyć swojej obecności.
- Kochanie, wróciłem! – wrzasnął, pojawiając się w kuchni. O mało patelni nie upuściłam, tak mnie wystraszył. Ale nie tym wrzaskiem, tylko tym, jak wyglądał. – Czemu się śmiejesz? – zapytał, spoglądając na mnie zdziwiony. Jednak ja nie mogłam słowa wydusić w tym temacie.
- Robię ci naleśniki, mężusiu. – mruknęłam cicho, czując jak łzy spływają mi po twarzy, tak się śmiałam. – Dziękuję za śniadanie. Postanowiłam się odwdzięczyć. – położyłam na stole talerz z dwoma naleśnikami przełożonymi nutellą.
- Ja mogę tak codziennie – powiedział zadowolony do granic możliwości, zacierając ręce.
- Nie przyzwyczajaj się. W końcu niedługo będziesz musiał wrócić do siebie. – od razu posmutniał i zrobiło się strasznie poważnie. Popatrzył na mnie i wysunął stołek obok siebie. Usiadłam, czekając co ma do powiedzenia.
- Nie zostawię cię tu samej. Jeżeli Młoda będzie musiała wracać do domu, to zostanę z Tobą. I nawet nie próbuj mnie przekonywać, żebym się wyprowadził. Przynajmniej na razie. Dobrze mi to z Tobą, przyjaciółko.
- Mi też, przyjacielu. – pstryknęłam go w nos i wróciłam do smażenia naleśników, a Cupko pochłaniał swoją porcję. Uśmiechnęłam się pod nosem, to co powiedział, było bardzo miłe. Właściwie było czymś najmilszym o czym ostatnio słyszałam. Jego dziewczyna będzie okropną szczęściarą, pomyślałam, po czym podałam mu kolejną porcję. Oczywiście nie chodziło mi o to, że będzie spędzać poranki przy patelni, smażąc naleśniki.
***
Zjedliśmy śniadanie  i chłopcy zaczęli się zbierać. W końcu musieli wrócić do domu, do swoich bliskich, żeby pokazać, że z kolejnego turnieju wyszli bez szwanku. Zwinęli swoje obozowisko z salonu, Zbyszek zabrał swoje rzeczy z naszej sypialni i chwilę potem zniknęli.
Sprzątałam właśnie po śniadaniu, kiedy do kuchni wszedł Bartek. Usiadł przy stole, nic nie mówiąc. Tylko patrzył na mnie, jakbym była nie lada atrakcją naszej kuchni. Przyzwyczaiłam się mówić na to miejsce, na mieszkanie, że jest nasze, choć wcale tak nie jest. Mieszkanie należy do Bartka, ja tylko z nim mieszkam. Jednak nie mogłam się powstrzymać, bo kiedy tak mówiłam, czułam, że jest przed nami jakaś przyszłość. To głupie, ale taka jest prawda. Dopiero, kiedy usiadłam naprzeciw niego, zobaczyłam co trzyma w ręce.
- To ten? – zapytałam cicho, wpatrując się w małą rzecz, w małą złotą rzecz, którą trzymał w dłoni. Przytaknął i położył go na mojej dłoni. Był bardzo lekki, nigdy nie przypuszczałam, że jest aż tak lekki. Obróciłam go w dłoni, wpatrując się w niego z uśmiechem. To co teraz trzymałam w dłoniach, było spełnieniem marzeń dla bardzo wielu osób, dla kibiców, którzy byli z nimi na dobre i na złe. Było spełnieniem marzeń także dla mnie, marzyłam o tym, żeby nadszedł taki dzień, kiedy nasza drużyna będzie najlepsza, kiedy to o nas będą mówić – to ci niepokonani. Teraz to marzenie się spełniło, kiedy mogłam potrzymać w ręce złoty medal olimpijski. 
- Jest Twój – powiedział, kiedy chciałam mu go oddać. – Grałem tam dla ciebie i chcę, żebyś to ty go miała.  – spojrzałam na niego zdziwiona.
- Nie mogę tego przyjąć, dobrze o tym wiesz. To jest dla ciebie zbyt cenne, ja…
- Ty jesteś dla mnie najcenniejsza, to nie podlega żadnej dyskusji. Przyjmij go, proszę. Wprawdzie muszę go założyć dzisiaj jak pojadę na obiad do prezydenta, ale po za tym jest Twój.  – wziął medal i zawiesił mi go na szyi. – Na tobie wygląda znacznie lepiej niż na mnie. Powinienem wziąć się ze sobą, jako najdroższy statyw świata.  – posadził mnie sobie na kolanach, przytulając do siebie. Nadal nie wiedziałam, co mam powiedzieć, więc milczałam.
***
Wszyscy się na nas gapili jak na kosmitów po tym szalonym tańcu w kuchni, ale zapomnieli o całym zdarzeniu, kiedy zainteresowali się śpiącym Kubiakiem. On dopiero zasługiwał na zainteresowanie! Zjedliśmy wspólnie śniadanie i chłopcy zdecydowali, że najwyższa pora wracać do domu.
- Muszę jechać po garnitur, bo po południu jesteśmy umówieni z prezydentem. Kurczę, nie wiedziałem jak to dziwnie brzmi – być umówionym z prezydentem. – siedziałam na łóżku, kiedy pakował swoje rzeczy. Dużo ich nie było, więc szybko skończył. Wzruszył ramionami, po czym usiadł koło mnie. – Będę się zbierał, mała. Bądź grzeczna i nie oglądaj się za facetami.
- A niby dlaczego nie?  - zapytałam żartobliwie, zakładając ręce na klatce piersiowej. Zbyszek popatrzył na mnie, a na jego twarzy pojawił się jego słynny uśmiech.
- Bo niedługo wrócę.  – powiedział poważnym tonem, po czym dodał – Naprawdę cieszę się, że zostajesz.
- To dobrze, bo ja też się cieszę. Bezpiecznej podróży – trochę speszona przytuliłam go mocno, na tyle, na ile dałam radę, po czym się od niego odsunęłam. Pstryknął mnie w nos, na co się skrzywiłam i zabierając torbę, wyszedł z pokoju. Kubiak już na niego czekał, Kubuś pewnie wyszedł wcześniej i nawet się nie pożegnał. Muszę mu to wypomnieć następnym razem. Siatkarze wyszli z mieszkania, Zbyszek zdążył mi jeszcze pomachać, przed zamknięciem drzwi.
Bartek siedział w sypialni, Ida sprzątała w kuchni, a ja nie miałam co ze sobą zrobić. Wróciłam do swojego tymczasowego pokoju, żeby zadzwonić do Ady. W końcu musiałam jej przekazać radosną nowinę oraz tą mniej radosną, że mój ojciec chce się z nią spotkać i zobaczyć mieszkanie.
 - Cześć Paula – usłyszałam po drugiej stronie, a potem coś w rodzaju ‘Cupko, masz już dość naleśników, ja też chce jednego zjeść’, co nie było skierowane do mnie. Przynajmniej mogłam wywnioskować, że dobrze im się razem mieszka, skoro już zajadają się naleśnikami. – Przepraszam, ale musiałam poskromić orangutana. – zaśmiałam się krótko, kiedy usłyszałam określenie Konstantina.
- Chciałam ci powiedzieć, że rodzicie się zgodzili i mogę przenieść się do Łodzi! – nie mogłam ukryć entuzjazmu, kiedy jej o tym mówiłam.
- To cudownie! Kiedy się wprowadzasz? – po tym pytaniu w tle dało się usłyszeć straszny łomot i ciche przekleństwo Ady. – To tylko Cupko. No, to kiedy się wprowadzasz?
- Niedługo. Tylko najpierw mój tata chce się z tobą spotkać i zobaczyć mieszkanie.
- Dobrze, nie ma sprawy. Kiedy przyjedzie?
- Kiedy tobie pasuje. Powiedział, że się dostosuje.
- To może po jutrze? Miejmy już to z głowy. Posprzątam, dopilnuje, żeby rzeczy Konstantina się nie walały po łazience i będzie git.
- Dobra, w takim razie dam mu znać. Nie pozabijajcie się tam nawzajem.
- O to się nie martw. Pa. – Ada się rozłączyła, a ja wysłałam tacie smsa z datą i adresem mieszkania przyjaciółki. Nie chciałam do niego dzwonić, jeden telefon dziennie jest wystarczający. Wyszłam do kuchni, żeby się czegoś napić. Zrobiłam to na tyle cicho, że Ida z Bartkiem nie zorientowali się, że stoję w progu. Uśmiechnęłam się, tak ładnie ze sobą wyglądają. Muszą naprawdę się kochać. I pomyśleć, że stało się to tak szybko…
- Nie chcę przeszkadzać, wezmę sobie tylko coś do picia. – powiedziałam z zamiarem szybkiego zniknięcia z kuchni.
- Nie przeszkadzasz, siadaj z nami – wcześniej nie przypuszczałam, że z Bartka jest taki miły chłopak. Teraz mogłam mówić o nic w samych superlatywach, jak o ideale. Bardzo go polubiłam, z resztą ja zawsze go lubiłam. Tylko dopiero niedawno go poznałam. Zauważyłam, że Idzie zwisa coś z szyi, co bardzo mnie zainteresowało.
- Czy to…? – nie mogło mi to przejść przez gardło, jakby dalej w to nie wierzyła. Jednak to wszystko okazało się prawdą, która już przeszła do historii. Ida przytaknęła, a Bartek ściągnął jej z szyi złoty krążek. Wzięłam go do ręki, czując jak przez myśli przelatują mi wszystkie te momenty, w których szalenie kibicowaliśmy chłopakom, te momenty, kiedy łamało nam się serce, gdy ktoś mówił o nich złe rzeczy i ich krytykował. Takie małe coś, a cieszy tak wiele ludzi nie tylko w Polsce, ale i na świecie.  – Jest piękny – powiedziałam, oddając go Bartkowi. Ten zawiesił go z powrotem na szyi swojej dziewczyny.

- Ale nie tak piękny jak moja dziewczyna – powiedział, kryjąc się za jej plecami. Ida zaczęła się śmiać, po czym mruknęła coś na temat, że przesadza, ale nie słyszałam dokładnie. Całkiem odpłynęłam pogrążając się w marzeniach, myśląc o tym, że kiedyś też chciałabym mieć taką rzecz, złoty medal olimpijski.