UWAGA!

Opowiadanie jest całkowitą fikcją, wyłącznie moim tworem wyobraźni. Wszelaki związek opowiadania z rzeczywistością jest przypadkowy.

sobota, 2 sierpnia 2014

" - A teraz pozwól tu do mnie, poprzytulałbym się."

Z góry przepraszam Was za moją nieobecność, ale pochłonął mnie remont ;) I nie miałam internetu, więc nie mogłam dodać nic nowego.
Zapraszam do przeczytania kolejnej części opowiadania! :)
Pozdrawiam, Wiśnia ;)


Kiedy Ada zabrała ze sobą tego serbskiego, wkurzającego siatkarza, w mieszkaniu zrobiło się nieco ciszej i spokojniej. Ida krzątała się po całym mieszkaniu, podśpiewując pod nosem bliżej mi nie znaną piosenkę. Nic dziwnego, stęskniła się za Bartkiem i chciała, żeby wszystko było w jak najlepszym porządku na jego przyjazd. Przyglądałam się jej z lekkim uśmiechem na twarzy, myśląc, że ja też chcę, żeby kiedyś mieć kogoś takiego jak Bartek. Kogoś kto będzie mnie kochał, czekał na mnie w domu, śmiał się ze mną i tolerował taką jaka jestem. Właściwie, wszyscy tego chcą i podświadomie o tym marzą. A ja ostatnio wyszłam na idiotkę i prawdopodobnie straciłam szansę na takie właśnie życie. Wcale nie wybiegałam w tak daleką przyszłość, ale przecież od czegoś trzeba zacząć. Na przykład od jednego, błahego spotkania i spojrzenia prosto w oczy.
- Naprawdę chcesz się przenieść? – nagle dotarło do mnie pytanie Idy, stała obok i przyglądała mi się.
- Chyba już o to pytałaś…
- Nie wiem, nie pamiętam. To jak?  - usiadła obok mnie i tak przez chwilę sobie milczałyśmy. – Dzwoń do rodziców, nie ma na co czekać. Niedługo sierpień się kończy i trzeba by było za szkołą się rozglądnąć.
- Im dłużej o tym myślę, to dochodzę do wniosku, że nie muszę ich pytać. Nie zgodzą się.
- To ich przekonamy, z nami nie zginiesz. A po za tym, myślę, że powinnaś się kierować siatkówką w takim sensie, że powinnaś grać. Nie ma na to lepszego miejsca jak tutaj.
- W jakimś stopniu na pewno masz rację. – westchnęłam cicho, po czym wybrałam numer rodziców. Ida wróciła do swoich zajęć, pokazując mi, że trzyma kciuki.
Po kilku sygnałach odebrała mama.
- Cześć słoneczko, kiedy wracasz do domu? – nie byłaby sobą, gdyby nie przeszła od razu do sedna.
- Chciałam o tym z tobą porozmawiać. Wiesz… Ostatnio długo nad tym myślałam i za każdym razem dochodzę do wniosku, że powinnam zmienić szkołę. Chcę grać mamo i nic na to nie poradzę.
- Zaskoczyłaś mnie, nigdy mi o tym nie wspominałaś. Nie wiem co mam powiedzieć… Muszę porozmawiać na ten temat z tatą…
- To powiedz mu, że chcę przenieść się do Łodzi. Mieszkałabym albo w internacie albo w mieszkaniu z Adą.  Mówiłam ci o nich.
- Do Łodzi? Boże kochany, ale skąd taki pomysł?
- Chcę być blisko swoich przyjaciół. Chcę grać mamo, a nie ma lepszego miejsca na granie niż to. Proszę was, przemyślcie to, nie odrzucajcie od razu tego pomysłu.
- Zastanowimy się. – rozłączyłam się, bo ton głosu mamy nie wskazywał na to, że chciała ze mną dłużej rozmawiać. Naprawdę wątpiłam w to, że się zgodzą, więc nie zostało mi nic innego tylko wracać do domu i pogodzić się z tym, że nie zawsze ma się co się zechce. A ja tak bardzo tego chciałam. Równie mocno jak tego, żeby Zbyszek się odezwał.
***
Wyciągałam właśnie naczynia ze zmywarki, kiedy Ada z Serbem wrócili z zakupów. Jak się okazało kupili więcej niż tylko jabłka, bo właściwie składniki na całą szarlotkę.
-Stwierdziłam, że kupię wszystko tak na wszelki wypadek jakbym musiała biegać z powrotem. A że miałam ze sobą tragarza, to żaden problem – postawili zakupy na stole w kuchni i zaczęli wszystko wyciągać z siatek. Ada zaczęła się rozglądać z podejrzliwą miną, jakby czegoś szukała. – Gdzie Młodą wywiało?
- Pewnie poszła do pokoju. Rozmawiała z rodzicami na temat zmiany szkoły i nie jest w zbyt dobrym humorze. – Ada stanęła na środku z założonymi na piersiach rękami i znowu dała popis swojego głosu.
- Młoda, chodź tu!  - Paula pojawiła się w kuchni z nieciekawą minką, czekając na to aż Ada powie co od niej chce. – Obieraj jabłka, musimy jakoś współpracować. Tej – wskazała na mnie – do kuchni nie wpuszczamy, bo wszystko zepsuje.
- Och, jak to miło, że we mnie wierzysz – przewróciłam teatralnie oczami i tak jak mnie poprosiły, choć nie bezpośrednio wyszłam z kuchni. A Konstantinowi pozwoliły zostać! Wredne małpy.
Nie mogłam się już doczekać, kiedy w końcu zobaczę Bartka i będę się mogła do niego przytulić. Chodziłam po domu, niecierpliwiąc się jeszcze bardziej i nie wiedziałam w co ręce włożyć. Ostatecznie wzięłam laptopa i zaczęłam oglądać materiały ze Spały. Jednak po kilku minutach tęskniłam jeszcze bardziej. Wręcz wściekła, słysząc śmiechy z kuchni, rzuciłam laptopem o sofę i wparowałam do kuchni. Gdy otwarłam drzwi, nie wiedziałam, czy jestem bardziej zła na nich, że upierdzielili mi kuchnie czy na to, że nie mogłam z nimi jej upierdzielić.
- Ups – mruknął Cupko, próbując strząsnąć ze swoich nastroszonych włosów mąkę. Jednak marnie mu to wychodziło, więc wsadził głowę pod kran i zaczął myć włosy. Moi przyjaciele są chorzy psychicznie, naprawdę.  – Ała! – wrzasnął, kiedy oberwał ode mnie na pół obranym jabłkiem.
- Dom wariatów – mruknęłam pod nosem i zaczęłam obierać jabłka, czując na sobie wzrok Ady – Ani słowa, jabłka potrafię obrać.  – i tyle było gadania. Musiałam się kontrolować, żeby przypadkiem nie ryknąć śmiechem kiedy zerkałam na Młodą z mąką na nosie i włosach albo na Adę z ufajdaną koszulką.
Udało nam się zrobić tą szarlotkę, która już pachniała z pieca. Ja tymczasem zabrałam się za mopa i wiadro i zaczęłam myć podłogę. Trzech muszkieterów padło przed telewizorem, prawdopodobnie drzemiąc. Zerknęłam na zegar, jeszcze tylko kilka godzin i Bartek będzie w domu.
***
Nawet nie zdążyłam zauważyć, że Konstantin zniknął, a on znowu się pojawił. Tym razem strasznie zmachany i zmaltretowany.
- Ktoś cię gonił może? Fanki jakieś? – zapytałam Serba, który tylko uśmiechnął się, nic nie odpowiadając. Chwilkę później pojawiła się Ada, gotowa do wyjścia.
- Stwierdziliśmy, że Cupko dzisiaj się wprowadzi. Im szybciej tym lepiej. – pozostało mi tylko wzruszyć ramionami, nie miałam nic do gadania. Otwarłam przyjaciołom drzwi, jednocześnie się za nimi chowając, a Ada z Konstantinem wybuchli śmiechem.
- Co was tak śmieszy? Postanowiliście zostać? – naprawdę nie wiedziałam o co im chodzi. Stałam za tymi drzwiami, czekając aż przez nie przejdą.
- Wiesz… Zrobi się raczej tłoczno, więc już pójdziemy.  – szybko wyszli, a na klatce zapanowało poruszenie. Dopiero kiedy miałam zamykać zorientowałam się o co im chodziło.
-Aaaaaaa! Miałeś być wieczorem! – rzuciłam się Bartkowi na szyję, kopiąc nie chcący przy tym Zbyszka z głowę, który akurat drapał się po łydce. – I kolegów przyprowadziłeś. – oprócz Zbyszka zawitał też Kubiak i Kuba. Wpakowaliśmy się razem do mieszkania. – Tęskniłam – mruknęłam Kurkowi do ucha.
- Ja bardziej, słońce.  – Zbyszek od razu wpakował się do kuchni, dziwnie poruszając nosem.
- Co tak ładnie pachnie? – zapytał, nie mogąc zidentyfikować zapachu.
- Szarlotka. Ada zrobiła. – usłyszałam zza siebie głośne chrząknięcie, a kiedy się odwróciłam spotkałam się z karcącym spojrzeniem Młodej.  – No tak, z Młodą oczywiście. Chłopcy pamiętacie Młodą – dwa Kubusie pokiwały głową, puszczając Pauli oczko, a Zbyszek nadal rezydował w kuchni.
- Nałożę – pisnęła Paulina i z zamiarem wbiegnięcia do kuchni podskoczyła i …. Wpadła na Zbycha. Zbych zrobił wielkie oczy, Młoda zrobiła się czerwona i wytrzeszczyła oczy. Cofnęła się krok do tyłu, po czym zwiała. Schowała się w pokoju. Między nami zrobiło się cicho, nikt się nie odzywał. Dopiero chwilę później Michał walnął się w czoło i zaczął się śmiać.
- ZB9 wystraszyło małą dziewczynkę – mruknął, nie mogąc powstrzymać śmiechu. Bartek chrząknął znacząco i sam wszedł do kuchni, żeby wyciągnąć ciasto. Poszłam za nim i wyciągnęłam talerzyki dla wszystkich. Pokroiłam ciasto, nałożyłam tym głodomorom i zaniosłam jeden kawałek Paulinie. Znaczy chciałam zanieść. Pociągnęłam za klamkę, ale drzwi nie ustąpiły.
- Co jest – mruknęłam, próbując dalej, ale na nic się to zdało.  – Młoda, ciasto masz pod drzwiami. Nie przejmuj się, choć do nas.
- Nie! Ale ciasto zostaw. – usiadłam pod ścianą naprzeciw drzwi i czekałam. Chwilę później dołączył do mnie Zbyszek. – Zamknęła się.
- Nie możliwe, jak dobrze pamiętam Bartek zgubił klucz.
- Aha, dobrze wiedzieć. Możesz mi zdradzić pewną tajemnicę?
- Mogę, ale zależy jaką – mrugnął do mnie porozumiewawczo.
- Lubisz ją? – skinęłam głową w kierunku drzwi. – I co zamierzasz z tym zrobić?
- Nie wiedziałem co mam jej odpisać. Ale chciałem. Lubię ją i chcę zobaczyć co z tego wyjdzie.
- W takim razie droga wolna – Zbyszek pomógł mi wstać, po czym podszedł do drzwi i z całej siły na nie naparł. Po drugiej stronie rozległ się trzask, ale drzwi odpuściły.
- Zbychu, płacisz! – krzyknął Kurek, wychylając się z kuchni – Znowu zepsułeś mi krzesło. Apropos, kochanie, przedstawiam ci nowego atakującego Skry Bełchatów. A teraz pozwól tu do mnie, poprzytulałbym się.
I jak tu go nie kochać?
***
Siedzieliśmy z chłopakami, jedząc tą szarlotkę, a właściwie wpatrując się w puste talerze z okruszkami, które zostały. No i jeden z nietkniętym przez Zbyszka kawałkiem. Ja ledwo zdołałam wyrwać kawałek dla siebie, takie z nich żarłoki.
- Co miałaś na myśli, mówiąc, że wszystko się wali czy coś w tym rodzaju? – zapytał mnie Bartek, kiedy chłopcy rozwalili się na kanapie w salonie przed telewizorem. Siedziałam u niego na kolanach, nie mając ochoty się nigdzie ruszać.
- Musimy teraz o tym rozmawiać? Nie psuj chwili, dobrze jest. – mruknęłam, na co on tylko się zaśmiał. – Rozważam zakaz wypuszczania cię gdziekolwiek beze mnie.
- Bardzo mi się taki zakaz podoba, najchętniej w ogóle bym się z Tobą nie rozstawał. Zbyszek coś długo tam siedzi…
- Dzisiaj może, jutro nie koniecznie. Wiesz, że Młoda chce się przenieść do Łodzi? Rozmawiała nawet na ten temat z rodzicami, znaczy przedstawiła im swój pomysł.
- Ale nie będzie z nami mieszkać? – Bartek się przeraził, co wprawiło mnie w wielkie rozbawienie.
- Nie, nie będzie. Teraz zostanie na kilka dni, a potem, jeżeli jej rodzice się zgodzą, to będzie mieszkać z Adą lub w internacie.
- Ada się zgodziła?
- Tak, ale tutaj już wkraczamy na grząski grunt. Jutro o tym porozmawiamy, teraz chodź do chłopaków.
***
- To już ostatnie – mruknął Cupko, zamykając drzwi do mieszkania. Swoją drogą, nie wiedziałam, że on będzie miał tyle rzeczy ze sobą. W końcu miał się przeprowadzić tylko na jakiś czas, dopóki nie dowie się z kim przyjdzie mu dzielić mieszkanie.
- Możesz zająć ten pokój – pokazałam mu stary pokój Adriana. Otwarłam mu drzwi, bo niósł w rękach wielkie pudło z jakimiś drobiazgami. Trochę mnie zdziwiło, że pokój całkiem opustoszał. Zostały tylko meble. W szafie nie było ani jednej koszulki czy innych rzeczy należących do Adriana. W pewnym momencie zrobiło mi się naprawdę przykro. Przecież jesteśmy przyjaciółmi, a on nie powiedział ani słowa, ani jednego słowa. Wyjechał nagle, paląc za sobą mosty, twierdząc, że to szkolenie czy co to tam było, jest na tyle dla niego ważne. Rozumiem, to jego pasja, marzenia, ale dlaczego nie podzielił się tym z nami? Ida już postawiła na nim krzyżyk, co wydawałoby się najłatwiejszą decyzją. Jednak było na odwrót, bardzo go lubiła, szanowała i liczyła się zawsze z jego zdaniem. Wbrew pozorom nie był ideałem, a jego najgorszą wadę stanowiły ciągłe zniknięcia i niedopowiedzenia. Tym razem przesadził, a ona postanowiła, że nie chce już tego więcej znosić. Adrian nie zdawała sobie sprawy z tego, że nam na nim zależy i robił co chciał. My nie potrafiłyśmy natomiast przyznać, że w dużym stopniu się dla nas liczy.
- Szybko się wyniósł – Konstantin położył pudło na ziemi i odwrócił się w moją stronę. – Czas szybko zleci i wróci, zobaczysz.
- Wiesz, Ida nie chce żeby wracał, więc może lepiej będzie jak nie pokaże się jej więcej na oczy.
- A ty, czego chcesz? – wzruszyłam ramionami, nie wiedziałam. Nie potrafiłam mu odpowiedzieć na to pytanie, przynajmniej w tym kontekście.
- Teraz chcę, żebyś ze mną pomieszkał, więc rozpakuj się, a potem zamówimy coś do jedzenia, bo nie zrobiłam zakupów.
- To pójdziemy razem na te zakupy, dobrze nam to wychodzi. Ciekawe, czy bylibyśmy dobrym małżeństwem…
- Cupko!

- No co? Tak tylko myślę.
***
Chciałam mieć trochę świętego spokoju, naprawdę. Chciałam położyć się na łóżku i trochę powzdychać, żeby przywrócić normalną barwę moim policzkom i zapomnieć o kolejnym upokorzeniu. Że też znowu musiałam zrobić z siebie idiotkę! Najpierw te smsy, teraz to… Los mnie nie oszczędza. Może lepiej, gdy rodzice się nie zgodzą na moją przeprowadzkę. Wtedy będę mieć święty spokój z siatkarzami i innymi problemami z nimi związanymi.
Przymknęłam oczy, leżąc tyłem do drzwi i zastanawiając się czy powinnam tak uciekać. Znaczy wiem, że nie powinnam, ale może wypadałoby tam wrócić i posiedzieć z nimi? Nigdy nie izolowałam się od ludzi, zawsze wolałam przebywać w towarzystwie. Ale nie lubiłam tego jak robiłam coś głupiego przy ludziach. Leżałam na skraju łóżka, kiedy nagle, ni stąd ni zowąd coś rąbnęło. Podskoczyłam na łóżku, czego skutkiem był upadek na cztery litery, bo leżałam za blisko brzegu. Nie wiedziałam co się stało, więc schowałam się za łóżkiem, wystawiając tylko oczy, bojąc się tego, co ewentualnie zobaczę. Albo kogo. Po chwili zorientowałam się, że moje barykady puściły i krzesło leży w częściach. Boże! Jeszcze nie widziałam nikogo, kto potrafiłby wyłamać drzwi…
- Nie wyjdziesz się przywitać? – usłyszałam jego głos i walnęłam się w czoło. Dlaczego nie wpadłam na to, że to może być on? – Paula, no wychodź. Przyniosłem ci ciastko. – stał w jednym miejscu, bo nie słyszałam żadnych kroków. Dopiero kiedy pojawił się obok mnie z wyciągniętym talerzem na ręce i z pięknym uśmiechem na twarzy. Wstałam z podłogi, zauważając, że nawet do ramienia mu nie dorastam.  – Czekałem aż się odezwiesz, naprawdę. Inaczej nie dałbym ci tego numeru.
- Naprawdę? – przytaknął, po czym zrobił coś, czego nigdy bym się nie spodziewała. Odłożył talerzyk na łóżko i mocno mnie przytulił. Byłam tak zaskoczona, że prawie zapomniałam oddychać.
- Ale ty jesteś malutka. – uderzyłam go w ramię, w ten sposób protestując. Nie lubiłam, kiedy ktoś porusza temat mojego wzrostu, zwłaszcza jeżeli go to bawi. – I waleczna.
- Gdzie masz swoje ciastko? – zapytałam cicho, jakby to była tajna sprawa rangi rządowej. Po raz pierwszy podniosłam wzrok i widziałam coś innego niż mięśnie i koszulkę. Spojrzałam mu w oczy.
- Pewnie już mi je zjedli, głodomory. Ale twoje jest ocalone.
- Podzielę się z tobą – powiedziałam i przekroiłam kawałek na pół. Na mniejsze pół dla mnie i większe dla niego. Nigdy nie byłam dobra z matematyki.  – Trzymaj – podałam mu talerzyk z jego częścią, zjadając swoją.
- Dzięki. I apetyt też masz – zaśmiał się krótko, ścierając palcem cukier puder z mojego nosa. Z pewnością zrobiłam się czerwona jak jego koszulka, ale jakoś mnie to nie przerażało. Już nie.  – Wrócimy do nich? Na pewno stworzyli sobie niesłychanie pikantną historię…
- Przestań! Gorszysz mnie, mam siedemnaście lat.  – powiedziałam hardo, jak to zawsze w takich przypadkach.
- Wyglądasz na mniej – powiedział odrobinę rozbawiony sytuacją. Zaparłam się pod boki, stukając stópką w podłogę.
- Zbychu, bo zjem ci ciastko! – zagroziłam, po czym brunet podniósł ręce w geście poddania. Podeszłam do drzwi oglądając klamkę, na szczęście wyszła z tego bez szwanku, czego nie można było powiedzieć o krześle. – Ciekawe co Bartek na to powie – wskazałam na resztki krzesła na podłodze.
- Nie pierwsze i nie ostatnie. Odkąd Bartek zgubił klucz to chyba czwarte krzesło w szczątkach.
- A już myślałam, że jestem genialna i zapewniłam sobie trochę świętego spokoju.
- Ode mnie? Na pewno nie. Tym bardziej, że od przyszłego sezonu gram w Skrze.  – mrugnął porozumiewawczo, po czym przepuścił mnie w drzwiach.
- To nie jest powiedziane, że się tu przeniosę.
- A przenosisz się?
- To zależy, czy rodzice się zgodzą – na twarzy Zbyszka pojawił się cień zamyślenia. W końcu, niczym Pomysłowy Dobromir, pstryknął palcami, oświadczając w ten sposób, że wpadł na jakiś pomysł. – Słucham, geniuszu.
- A jeżeli odstawię przed nimi szopkę, że kocham cię nad życie i usycham bez ciebie?
- Tym bardziej się nie zgodzą – przewróciłam oczami i wyszłam z pokoju. Chociaż z drugiej strony…. Chciałabym to zobaczyć!
***

sobota, 12 lipca 2014

" - I z czego rżysz, Yogi?"

Położyłam się na łóżku z tysiącami myśli w głowie. Nie chciało mi się płakać, byłam tylko wściekła do granic możliwości. Nie mieściło mi się w głowie, że On może zrobić coś takiego, że przez tyle dni nie powiedział ani słowa o swoim wyjeździe! Teraz istniał już dla mnie jako On, choć myślę, że i taki stan rzeczy nie będzie długo trwał. Wszystko zaczęło się psuć, nasza przyjaźń przede wszystkim. Nachodziła mnie myśl, że gdyby nie tamten mecz, kiedy razem z Adą poznałyśmy siatkarzy, wszystko byłoby w normie. Studiowalibyśmy w Krakowie, blisko domu, dalej bylibyśmy przyjaciółmi , którzy szanują się nawzajem, rozmawiają ze sobą o wszystkim. Z drugiej strony, teraz nie byłabym z Bartkiem. Kto wie, może byłby dalej z tamtą dziewczyną, ślepo w niego zapatrzoną? Mimo wszystko nie cofnęłabym czasu, bo moje życie się zmieniło odkąd poznałam Bartka, zmieniło się na lepsze.
Ściągnęłam go telepatycznie, bo moment później zadzwonił telefon z Bartkiem na wyświetlaczu. Uśmiechnęłam się pod nosem i odebrałam. Przywitał mnie diabelski okrzyk ‘mamy mistrza’ pochodzący z gardeł samych wyrośniętych Miśków.
- Wiem, wiem, oglądałam. Całe osiedle zawrzało. Kiedy wracacie? – po drugiej stronie usłyszałam głos Bartka, aż po chwili wszystkie pozostałe zniknęły.
- Coś się stało, czuję to.
- No mamy tu trochę problemów, to prawda, a najgorsze jest to, że coraz bardziej tęsknie.
- Jutro wieczorem będę w domu. Nie przyjeżdżaj na lotnisko, spotkamy się w domu, słońce. Ale powiedz mi chociaż co się stało.
- Chyba raczej co się nie stało. Nasz dom jest teraz pełen ludzi, wiesz? To nie jest rozmowa na telefon, jutro wszystkiego się dowiesz. I może też coś zaradzisz. Kocham cię, mistrzu olimpijski.
- Ja ciebie bardziej, złotko.  – zaśmiałam się cicho.
- Uważaj, żeby to złoto ci się na mózg nie rzuciło!
- Jako moje złotko możesz się po mnie rzucać ile chcesz, nawet na mój mózg. – wiedziałam, że rozmowa z nim mi pomoże. Przecież to on jest lekarstwem na całe zło tego świata i nawet na najgorszej kategorii problemy. Rozłączył się ponaglany przez kolegów, pozostawiając mnie z uśmiechem na ustach. Podniosłam się z łóżka, zerkając w stronę drzwi. Chyba przyszedł czas, żeby stawić czoło tym wszystkim, pojawiającym się nagle, problemom.
Otworzyłam drzwi i powolnym krokiem przeszłam do kuchni, jednak tam nikogo nie było. Wyłączyłam światło i przeszłam do pokoju. Znalazłam ich siedzących nad pizzą, oglądających wiadomości sportowe. Kiedy weszłam do pokoju, oczy całej trójki zwróciły się na mnie.
- Przepraszam, że tak się zachowałam, ale musiałam pobyć trochę sama. Zostawiliście coś dla mnie? – zawsze jak coś mnie trapiło, cokolwiek by to nie było, robiłam się potwornie głodna. Uwielbiam jeść, bo to przesłania mi wszystko, co mnie martwi, denerwuje czy stresuje.
- Podwójne frytki i duży sok pomarańczowy, wiedzieliśmy, że będziesz głodna. – Ada wskazała opakowanie stojące na stoliku obok nich, na którego widok mój żołądek bardzo się ucieszył.  – Bartek dzwonił?
- Tak, właściwie to wszyscy dzwonili, szaleją. Bartek będzie jutro wieczorem, mówił, żebym nie przyjeżdżała na lotnisko. Mam wrażenie, że próbujemy jakoś odsunąć to wszystko na bok. Mam na myśli to, co się dzisiaj wydarzyło. 
- Masz rację – Ada zrobiła mi miejsce obok siebie – Ale chyba to nie ma sensu, prawda? Im szybciej się z tym uporamy, tym lepiej.  – usiadłam obok niej, pochłaniając frytki. Oczywiście nie byliby sobą, gdyby nie jedli ich razem ze mną. Nie zwróciłam to jednak uwagi.
- Nie pozostaje nic innego, tylko rozpocząć spotkanie sztabu antykryzysowego  - Młoda stanęła przed nami ze śmiertelnie poważną miną. – Punkt pierwszy – obecna tutaj obywatelka Paulina, zwana Młodą chce być blisko was i się przenieść. Kto jest za? – wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia tak samo jak Ada, a Cupko upuścił ostatni kawałek pizzy na ziemię.
- Jak to przenieść? – zapytałam nieśmiało, choć doskonale wiedziałam o co jej chodzi.
- Zmienić szkołę, przenieść do Łodzi lub Bełchatowa. Mieszkałabym albo w internacie albo z Adą, co jest punktem drugim naszego spotkania. Skoro Adrian wyjeżdża, to zwalnia się miejsce, a Ada nie będzie mieszkać sama…
- Zanim przejdziesz do kolejnego punktu – czy twoi rodzice coś wiedzą na temat twojego genialnego pomysłu?
- Nie, bo wpadłam na to będąc tutaj. Jeżeli się zgodzicie, znaczy jeżeli Ada się zgodzi, to jakoś to z nimi załatwię. Ale zgódźcie się, proszę! – spojrzałam na Adę, na jej twarzy nadal malowało się przerażenie połączone z niedowierzaniem. Kiedy zorientowała się, że wszyscy się na nią patrzą, chrząknęła znacząco.
- Tymczasem przejdźmy do kolejnych punktów spotkania sztabu – powiedziała cicho, dalej nie wierząc w to, co powiedziała Paulina. Według mnie to wcale nie był taki zły pomysł. Adzie teraz przydałby się ktoś na miejscu kto by się nią zajął, a Młoda (mimo że nie jest jeszcze pełnoletnia) dobrze by się nadawała do spełnienia tej roli – Jeżeli chodzi o moje mieszkanie, to mamy czas do końca miesiąca, żeby podzielić z kimś koszty. I tym oto stwierdzeniem przejdźmy dalej…
- A co ze mną? – spytał Cupko – Aleks wyjeżdża, zostanę sam.  – zrobiło mi się go żal, naprawdę. W końcu w jest w Polsce od niedawna, nie ma tak wielu znajomych i ma wolne mieszkanie klubowe. Tak, mieszkanie klubowe, takie jak to, w którym teraz jesteśmy.
- Może zrobimy tak – Cupko na razie wprowadzi się do Ady, co będzie rozwiązaniem na jego samotność, Młoda pogada z rodzicami, choć myślę, że na zwykłej pogawędce się nie skończy i w najgorszym wypadku zamieszkacie we trójkę. Skra musi załatwić jakiegoś atakującego, więc wkrótce Cupko będzie miał kolegę i będziecie mogły mieszkać we dwie.  – kiedy skończyłam w pokoju zapadła cisza i wszyscy się we mnie wpatrywali. – No co? Zły pomysł?
- I to, proszę państwa, jest nazywane trzeźwym myśleniem! – krzyknęła Młoda, przypominając teraz swoim zachowaniem trenera zachęcającego swoich podopiecznych do walki.
***
Leżałam w jednym z pokoi mieszkania Bartka Kurka. Obok mnie, na łóżku spała spokojnie Paulina, a na podłodze spał Konstantin. Stwierdził, że nie będzie sam spał w salonie i zwyczajnie położył się obok łóżka na podłodze. Ja nie mogłam spać, nie byłam w stanie po tym wszystkim normalnie spać. Ten dzień był wielkim koszmarem, nie tylko dla mnie z resztą. Jeszcze nie widziałam takiej sytuacji, w której Adrian wytrąciłby Idę z równowagi i żeby ona była na niego tak wkurzona. Nawet głupi, nie znający nas człowiek, zauważyłby, że to koniec tej przyjaźni. Z nierozłącznej trójki, staliśmy się nierozłączną dwójką. Zostałyśmy tylko my – ja i Ida oraz siatkarski świat. Nie wiem, co Adrian teraz planuje, ale mam nadzieję, że mu się to uda, tak jak udało się to Idzie. Bo mnie się nie udało, co uświadomiłam sobie wczoraj. Nie stoję po stronie Adriana, ale myślę, że to jest mu potrzebne, że w końcu chce zrobić coś dla siebie. To, że był tutaj z nami, że poświęcił swoje wcześniejsze plany, to było dla nas. Wpatrywałam się w sufit, mając nadzieję, że sen niedługo przyjdzie, słuchałam spokojnych oddechów swoich przyjaciół. W pewnym momencie usłyszałam bliżej nieokreślony dźwięk koło łóżka. Wychyliłam się lekko, żeby nie spaść na Cupko, zobaczyłam, że dzwoni jego telefon. Widocznie przed pójściem spać położył go obok siebie na podłodze. Zobaczyłam znajome imię na wyświetlaczu i wszystko nagle wróciło. Tamte słowa, jego wzrok, deszcz, Adrian, dosłownie wszystko. Łzy znowu zaczęły spływać po moich policzkach, mocząc poduszkę. Miałam dość tego, że to ciągle wraca i nie daje o sobie zapomnieć, że na każdą wzmiankę o nim zaczynam płakać. Miałam dość tego, że dalej go kocham.
***
Obudziłam się wcześnie rano, nawet nie wiem, która była godzina. Obróciłam się na bok i zobaczyłam ślady łez na policzkach Ady. Bardzo jej współczuję, nie chciałabym, że mnie przydarzyło się coś podobnego. Wczorajszy dzień spowodował, że widziałam niektóre sprawy w innym świetle, na przykład mój kontakt ze Zbyszkiem. O ile te smsy można nazwać kontaktem.  Po wczorajszym dniu jestem coraz bardziej pewna, że powinnam się przenieść. Oni traktują mnie jak przyjaciela, w pewnym stopniu liczą się nawet z moim zdaniem, może liczą też na moją pomoc. Bo wczorajszy dzień udowodnił, że oni teraz potrzebują pomocy.
Powoli wysunęłam się spod kołdry, żeby nie obudzić Ady. Stanęłam na podłodze i przeciągając się przeszłam na drugą stronę. W pewnym momencie zawadziłam o coś nogą i ledwo utrzymałam równowagę. Przeklinałam się w myślach za swoją nieskończoną głupotę, słysząc cichy pisk z podłogi. Ocuciłam się szybko i spojrzałam na podłogę, gdzie wyciągnięty jak długi, zaskoczony do granic możliwości, leżał Cupko. Poczułam, że robię się czerwona, ale wcale nie ze wstydu, tylko z wściekłości. Boże, jak ten goryl mnie wystraszył! Warknęłam cicho i schylając się, chwyciłam koc na którym leżał i pociągnęłam go do przedpokoju, a potem do kuchni. Miał z tego niezłą radochę, podczas kiedy ja miałam ochotę go zabić.
- Nie mogłeś sobie znaleźć jakiegoś bardziej ludzkiego miejsca do spania, dryblasie? O mało nie obudziliśmy Ady!
- To nie moja wina, że jestem taki długi i moje nogi wystawały zza łóżka. Jak przyszedłem tam to już spałaś.
- To trzeba mnie było obudzić i poinformować o tym, że łaskawie zajmujesz podłogę.
- Chciałem, ale Ada mnie powstrzymała. Powiedziała, że jak cię obudzę, to zaatakujesz mnie jak ten…. No… Agresywny pies.
- Rodwailer. Tak, rzeczywiście miała rację. Uważaj, to tylko namiastka tego, na co mnie stać – powiedziałam, mierząc go wzrokiem, który z pewnością mógłby zabijać. Lekko go przeraziłam, co napawało mnie dumą. W końcu ja, ze swoim niskim wzrostem, wielkim sercem i donośnym głosem, przestraszyłam wielkiego wzrostem i duchem siatkarza. I niech mi ktoś jeszcze powie, że mali nie są groźni!
***
Jak zawsze kiedy nękały mnie problemy nie mogłam długo zasnąć. Cały czas zastanawiałam się nad tym jak teraz będzie wyglądać nasze życie, myślałam nad tym, co powiedziała Paulina, wyjazd Adriana ciągle mnie dręczył. Że też to wszystko musiało zwalić się nam na głowę w tym samym momencie! Jakby ktoś tam na górze chciał sprawdzić, czy damy sobie radę sami, będąc daleko od domu. Wcześniej nie miałam co do tego żadnych wątpliwości, ale wcześniej wszystko układało się jak s płatka. Teraz sprawy miały się trochę gorzej, jednak nie było jeszcze źle. Ada jest silna, poradzi sobie z tym rozczarowaniem i prędzej czy później sobie kogoś znajdzie. Jestem tego pewna, że już niedługo tak właśnie będzie. Kto wie, może nawet to będzie Konstantin? A co do Adriana… Dla mnie już przestał istnieć, naprawdę, jeśli mam być szczera sama ze sobą i jeżeli o mnie chodzi, to może już nie wracać. Nie życzę mu źle, nie po tylu latach, jednak nie chciałabym, żeby któregoś dnia zapukał do drzwi i powiedział ‘wróciłem’, myśląc, że wszystko jest w porządku. Adrian jest do tego zdolny, przekonałam się o tym wiele razy. Lepiej, żeby było tak jak jest teraz, żeby jego nie było.
Zastanawiało mnie też to, czy rodzice Pauliny od ręki zgodzą się na tak duże zmiany w jej życiu. Przeprowadzka do obcego miejsca, możliwe, że do internatu, zmiana szkoły, otoczenia. Wiedziałam, że sobie poradzi, bo ona zawsze sobie radzi. Potrafi wychodzić z sytuacji kryzysowych bez szwanku, potrafi poświęcić się dla przyjaciół. Myślę, że chęć tych zmian właśnie z tym się wiąże – z poświęceniem. Skoro ona uważa, że coś jest nie tak i że razem z nią, poniekąd, będzie nam lepiej, to nie mam nic przeciwko widywać ją częściej niż do tej pory. Bo tak na pewno się stanie, jeżeli jej rodzice się zgodzą. Dodatkowo dochodzi ta sprawa ze Zbyszkiem… W ty miejscu nie wiem, czy powinnam w ogóle zaprzątać sobie tym głowę, jednak coś nie daje mi spokoju. Paulina jest od nas młodsza, Zbyszek jest ode mnie starszy, co razem daje różnicę wieku. Nie wiem, czy powinnam mieszać się w tą sprawę, nie wiem czy Zbyszek jest dobrym materiałem na chłopaka dla Pauliny. Może brzmię teraz bardziej jak matka niż siostra, ale skoro Młoda miałaby się tutaj przenieść, to sądzę, że pod naszą opiekę. I jeżeli tak się stanie, będzie musiałam dokładnie przemyśleć to, czego Zbyszek może chcieć.
I tak zeszło mi pół nocy na rozmyślaniu, dopóki nie zasnęłam. A potem, zakładam, że wcześnie rano, obudziła mnie czyjaś rozmowa. Mruknęłam niezadowolona, próbując ignorować te głosy, jednak miałam wrażenie, że ich intensywność powoli wzrastała. Odrzuciłam więc kołdrę na bok i wyszłam z pokoju. Z pół przymrużonymi oczami weszłam do kuchni i stanęłam jak wryta. Przetarłam oczy, żeby widzie dokładniej, po czym parsknęłam śmiechem. Na podłodze leżał Konstantin na kocu z salonu, a nad nim stała Młoda wsparta pod boki z władczą miną. Sytuacja naprawdę komiczna, aż musiałam usiąść, żeby nie paść obok Cupko.
- Możesz mi powiedzieć, co w tym takiego śmiesznego? Ta mała pchła mnie terroryzuje! – serbski przyjmujący był naprawdę przerażony, co czyniło to zdarzenie coraz bardziej śmiesznym.
- Pchła?! Ja ci zaraz pokażę pchłę! – zaczęłam zalewać się łzami ze śmiechu, kiedy zobaczyłam jej reakcję. Jeszcze nigdy nie widziałam jej takiej wkurzonej jak teraz. Stała jak oprawca nad biednym Serbem, teraz uzbrojona w wałek do ciasta. Nawet nie wiedziałam, że mamy wałek do ciasta! Tym bardziej nie miałam pojęcia jakim sposobem tak szybko go znalazła pod ręką! Cupko zaczął się odsuwać w kierunku drzwi z oczami wielkości pięciozłotówek, jednak marnie mu to szło, bo koc na którym leżał, ślizgał się po kuchennych płytkach. W rezultacie po zrobieniu kilku kroków, padł na ziemię jak długi, jak się okazało, wprost pod nogi Ady, która nie wiedziała co się dzieje. Stała w przejściu z podpuchniętymi oczami i słodką minką, którą zapewne wywołało zdezorientowanie. Wiedziałam, że nie powinnam, ale zaczęłam się śmiać jeszcze bardziej, ponieważ jej wygląd skojarzył mi się z czymś dziwnym.
- Ja wiem… że nie powinnam… ale… wyglądasz…. Jak Bubu! – wydusiłam w końcu ześlizgując się na podłogę. Paulina i Konstantin całkowicie przestali się nagle sobą interesować i wpatrywali się we mnie jak w osobę chorą psychicznie, która właśnie wyszła z ośrodka zamkniętego. Ada wpatrywała się we mnie natomiast jak w skończoną idiotkę.
- Że co, kuźwa?! – wyszeptała chwilę później, a w kuchni zapadła cisza. Znaczy, słychać było tylko mój śmiech, od którego już bolał mnie brzuch.
- Bubu. – w tym momencie cisza została przerwana i do mojego śmiechu dołączył się śmiech Pauli i rechotanie Cupko. Ada patrzyła na nas z niedowierzaniem, aż w końcu sama zaczęła się śmiać, poprzedzając swój wybuch śmiechu jednym zdaniem.
- I z czego rżysz, Yogi?
***
Reszta jadła śniadanie, a ja nie mogłam nic przełknąć. Zawsze tak mam, kiedy coś mnie denerwuje czy trapi. Siadłam więc sobie w salonie, nudząc się co nie miara. A ja nie mogę się nudzić, bo wtedy zaczynam myśleć, a teraz gdyby tak się stało, nie mogłabym się opanować i znowu zaczęłabym płakać. Leżałam na sofie, wysłuchując śmiechów z kuchni, zastanawiając się w co mogłabym włożyć ręce. Ida miała względny porządek w mieszkaniu, co jak na nią było wielkim sukcesem, więc nie musiałam sprzątać. Psa nie mają, więc nie ma nic do wyprowadzenia na zewnątrz. No chyba, że Cupko, ale to tylko w kryzysowych momentach, kiedy nie można już z nim wytrzymać. Jedyne co przychodziło mi do głowy, to pomycie naczyń po śniadaniu. Jednak to zajmie przecież tylko chwilę, więc musiałam wymyśleć coś innego. Bartek przyjedzie wieczorem, więc może coś ugotujemy… Bartek przyjedzie i Bartek będzie głodny! No tak, przecież to takie proste. Zerwałam się z sofy i wpadłam do kuchni, czym zwróciłam na siebie uwagę pojedzonych już przyjaciół.
- Zrobię szarlotkę! – krzyknęłam podekscytowana, że wpadłam na genialny pomysł. Myślałam, że jakoś też ich to podekscytuje, ale spotkałam się tylko z przyzwoleniem i długim westchnięciem Cupko.  – Widzę, że entuzjazm wszystkich powala… No dobra, to w takim razie powiedz mi tylko, czy nie muszę iść do sklepu – zapytałam Idę, która wkładała naczynia do zmywarki. Dopiero teraz to zauważyłam, więc pomysł ze zmywaniem nie wypalił.
- Jabłek nie ma. Cupko, pójdziesz do sklepu? Jabłek nie ma
- Poradzę sobie, naprawdę – powiedziałam, będąc w skrajnej rozpaczy, jednak Ida obstawała przy swoim. Wzięłam głęboki wdech i wydarłam się najgłośniej jak tylko potrafiłam – Ja zrobię te cholerne zakupy, bez dyskusji! Muszę się czymś zająć!  - Ida zastygła w miejscu, trzymając w ręce wcześniej wyszukany banknot, spoglądając na mnie przerażonym wzrokiem. Pauli wypadł z ręki telefon, bo wystraszyła się mojego krzyku, a Cupko stwierdził cicho, że może iść ze mną. Wyrwałam idzie pieniądze z ręki i ciągnąc Cupko za sobą, wyszłam na zewnątrz.
Kiedy znaleźliśmy się na świeżym powietrzu, odetchnęłam z ulgą i puściłam koszulkę Konstantina. Zerknęłam na niego przepraszającym wzrokiem, bo nie chciałam wzbudzać w nim przerażenia.
- Straciłam panowanie nad sobą, przepraszam. Chyba zbyt gwałtownie zareagowałam.
- Al… Znaczy on też tak czasem reagował, więc jestem do tego przyzwyczajony – to bardzo miłe z jego strony, że powstrzymał się od wypowiedzenia jego imienia. Widocznie czuł, że to nie jest najlepszy pomysł, zwłaszcza w tej sytuacji.
- Apropos, wyprowadził się już?
- Dzisiaj miał wracać do Serbii i zabrać większość swoich rzeczy. 
- To może przeniósłbyś się do mnie? Znaczy do tego mieszkania w Łodzi? Nie chcę siedzieć Idzie na głowie, Bartek wraca dzisiaj i Paula jest u niej. Robi się trochę tłoczno. – przyjmujący przytaknął, krzywiąc się  - pewnie na wspomnienie dzisiejszej pobudki. Miałam wrażenie, że Młoda nie przypadła mu do gustu.

- Dobrze, pójdę do siebie się spakować i wieczorem pojedziemy do Łodzi. 

niedziela, 6 lipca 2014

"- Stało się coś?"

Chodziłam po mieszkaniu, próbując jakoś się opanować. Cały czas słyszałam jego słowa, jak mówi, że zostanie ojcem. Nie mogłam przestać  o tym myśleć, tak jak o tym, że miałam rację wtedy, kiedy pojechaliśmy do Serbii. Założę się, że to ona, jego znajoma, przyjaciółka – jakkolwiek ją wtedy nazwał. Uwierzyłam mu, uwierzyłam wszystkim mówiącym, że to nie możliwe, że on świata poza mną nie widzi. Teraz miałam słono za to zapłacić.
Wzięłam torebkę, klucze i wyszłam z domu. Zamknęłam drzwi, zbiegłam po schodach i wypadłam prosto na zewnątrz, na deszcz. Nie wzięłam parasola, ale to nie było ważne. Mogłam zmoknąć, zachorować, nie ważne. Przynajmniej nikt nie wiedział, że płaczę, ludzie brali moje łzy za krople deszczu. Nie było ich wiele na ulicy, ale nie zwracali na mnie uwagi. Szłam spokojnym krokiem, zupełnie nie odzwierciedlającym moich uczuć. We mnie się gotowało, czułam jak ogarnia mnie wściekłość, zazdrość, nienawiść. Głównie do samej siebie, bo nie byłam dla niego wystarczająco dobra. Zawsze mnie to prześladowało, strach, że nie będę wystarczająco dobra. Przegrałam po raz kolejny, tym razem coś znacznie ważniejszego. Przegrałam miłość. Kochałam go, naprawdę, nadal kocham. Nie można przecież przestać kogoś kochać w minutę i potem tak nagle o wszystkim zapomnieć. Świat zaczął walić mi się na głowę, a inni szaleli ze szczęścia, prawdopodobnie z wygranego seta w meczu o złoto przez naszą siatkarską drużynę. Dla mnie nie miało to teraz znaczenia, choć sport był dla mnie całym życiem, on był sportowcem. Teraz zostałam tylko ja, Ada Lisowska, pośród deszczu i łez, na przystanku autobusowym.
***
- Cupko, no nareszcie! Myślałam, że przyjdziesz trochę wcześniej – wpuściłam serbskiego przyjmującego i natychmiast biegiem wróciłam przed telewizor – Aaaaa! Jeden do zera! – krzyknęłam z radości, widząc wyświetlony na ekranie telewizora wynik. Młoda zamarła na chwilę, jakby nie wierzyła w to, co widzi, po czym zaczęła piszczeć, nakrywając się poduszką.  – Siadaj, gdzie ci wygodnie.  – sama popędziłam do kuchni, żeby przynieść coś do picia. Razem z Młodą wypiłyśmy już dwa kartony soku, bo krzyczałyśmy jak oszalałe. Całe szczęście, że wszyscy z naszej klatki wiedzieli kim jest Bartek i że akurat teraz gra z kolegami o złoto olimpijskie. Wróciłam do pokoju, siadając obok Cupko, podając mu szklankę.
- Rozmawiałaś może z Adą dzisiaj? – zapytał mnie chwilę później, wpatrując się w telewizor. Właśnie zaczynał się drugi set.
- Nie, miała przyjść na mecz, ale jak widać nie dotarła. Zadzwonię do niej po meczu, pewnie sama teraz ogląda. – nie chciałam dopuścić do siebie tej myśli, że coś mogło się stać. Konstantin wyglądał jakoś inaczej, ale nie powiedział nic więcej, po prostu oglądał mecz razem z nami.
***
To chyba atmosfera tego mieszkania i duch Bartka, pilnujący swojej dziewczyny, pomógł nam dopingować siatkarzy. Czułam się, jakby była tam, w Londynie, siedziała na trybunach i obserwowała ich z bliska. Nic nie mogło zastąpić tych wszystkich emocji podczas oglądania meczu finałowego, ale też jakiegokolwiek meczu. Każdy mecz był osobnym przeżyciem, pełnym wspaniałych i agresywnych zarazem akcji, aktów desperacji i sportowej złości. To kocham w tym sporcie – wszechobecne emocje.
Od niedawna sport zaczął mi się kojarzyć z czymś innym, co do tej pory właściwie nie było mi znane. Również z uczuciem, ale zupełnie innym niż dotychczas. Zaczynałam powoli popadać w obsesję, tak stwierdziłam po obejrzeniu pierwszego seta, kiedy po każdym zbliżeniu Zbyszkowej twarzy przechodziły mnie ciarki. Z drugiej strony cały czas myślałam o tamtych wiadomościach i robiło mi się głupio, jednak już nie w takim stopniu jak wcześniej.
Po pierwszym secie do Idy przyszedł jeden z Serbów, Konstantin. Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to jego wyraz twarzy. Niby był zadowolony, ale jakoś nie do końca, jakby było coś, o czym nie chciał powiedzieć.
- Stało się coś? – zapytałam cicho, kiedy Ida była w kuchni. Spojrzał na mnie lekko niepewny, ale w końcu się odezwał.
- Po meczu, nie teraz. Nie chcę psuć jej nastroju. – teraz byłam pewna, że coś się stało. Wróciłam do patrzenia na telewizor, kiedy do pokoju wbiegła zadowolona Ida z kolejnym sokiem i szklanką dla gościa. Spojrzałam na nią kątem oka, Cupko miał rację. Była naprawdę szczęśliwa, cały czas uśmiechnięta, podniecona w dalszym ciągu niepewnością wygranej. Nikt nie chciałby zepsuć jej tego czasu, wszystko można było jakoś opóźnić.
We trójkę kibicowanie szło nam znacznie lepiej, razem szaleliśmy po każdej udanej akcji i śmialiśmy się ze zdziwienia Brazylijczyków. Nawet Cupko się rozweselił, pozwalając zapomnieć na chwilę o tym, co miał powiedzieć. Nie mogłam się napatrzeć na ich cudowną grę, na ich pewność siebie, której nabierali z każdą akcją. To była zupełnie inna reprezentacja, choć złożona z tych samych zawodników. Reprezentacja światowej klasy i światowej sławy, która właśnie wygrała drugiego seta w meczu o złoto przeciwko Brazylii.
***
Znalazłam się w Bełchatowie, na osiedlu, gdzie mieszkał Bartek razem z Idą. Wiedziałam, że mecz nadal trwa, że Ida prawdopodobnie jest nieziemsko szczęśliwa, bo chłopcy wygrali kolejnego seta. Przechodziłam obok sklepu, kiedy ktoś wydarł się, że prowadzimy dwa do zera. Naprawdę magiczny dzień, choć jeszcze nic nie było przesądzone. Dla mnie nie był magiczny, dla mnie ten dzień był okropny. Telefon w torebce cały czas dzwonił, ale nie miałam ochoty odbierać. Prawdopodobnie Ida dzwoniła, żeby zapytać się, dlaczego nie przyszłam. W sumie nikt inny o tej porze nie mógł dzwonić, wszyscy siedzieli przed telewizorami.
Usiadłam na ławce za drzewami tak, żeby nie było mnie widać przez okno bartkowego mieszkania. Wolałam poczekać do końca, zanim pojawię się w drzwiach ich mieszkania i rozsypię się do reszty.
Ida i Bartek, teraz im zazdrościłam. Mieli to, czego ja już nie miałam. Czasami porównywałam mnie i Aleksa do nich i za każdym razem dochodziłam do wniosku, że nasze relacje się różnią. Teraz już wiedziałam dlaczego. Bartek nie mógłby jej zdradzić, bo jest dla niego całym światem. Myślałam, że ja też jestem dla Alka całym światem. No właśnie, myślałam, nie byłam.
Nie chciałam już płakać, ale nie mogłam zatrzymać łez. Płynęły tak samo rzewnie jak krople deszczu. Chciałam cieszyć się razem z innymi, razem z resztą, kiedy Polacy wygrywali kolejne akcje. Chciałam mieć przy sobie Aleksa, chciałam, żeby powiedział, że ta cała historia to żart. Lubił żartować, nawet z poważnych rzeczy, więc może i tym razem…. Stop, Ada! Musisz przestać się zadręczać!, wmawiałam sobie. Jednak co to dało? Myślałam o tym jeszcze więcej i więcej. W pewnym momencie, kiedy podniosłam wzrok, zobaczyłam znaną mi postać, biegnącą w kierunku bloku, w którym mieszkała Ida.
- Adrian? – wyszeptałam cicho, zaskoczona jego widokiem w tym miejscu. Mówił, że nie przyjdzie, że nie zdąży na mecz, więc co tutaj robił? W momencie, kiedy trzasnęły drzwi wejściowe, wokół rozległy się krzyki i piski. A ja dalej nie mogłam przestać płakać. W końcu wstałam i zaczęłam iść w kierunku bloku Idy, nie mogłam już dłużej zostać bez jej wsparcia.
***
Siedziałam przed telewizorem razem z Paulą i serbskim przyjacielem, patrząc z niedowierzaniem na to, co Polacy wyprawiali z Brazylijczykami. Nigdy jeszcze tak nie grali, nigdy nie byli tak pewni swojej przewagi. Prowadzili w każdych elementach statystycznych i przeciwnicy nic nie mogli na to zaradzić. Starszy Rezende szalał przy bocznej linii boiska, czemu z lekkim uśmiechem przyglądał się trener Anastasi, nasz trener. Polska reprezentacja nie mogła wyobrazić sobie lepszego mentora jakim jest właśnie on.
W końcu nadeszła ta chwila, bardzo długo oczekiwana przeze mnie jak i resztę kibiców. Wstałam z kanapy, mocno zaciskając kciuki, wpatrując się w Winiara, który właśnie zmierzał na zagrywkę. Kamienna twarz, ostatnie spojrzenie na piłkę, głęboki wdech , podrzut. A potem już bezgraniczna radość Polaków, komentatorów, wręcz wszystkich oprócz Brazylijczyków, bo Winiar trafił w boisko.
W mieszkaniu zrobiło się cicho, zaczęłam płakać ze szczęścia, widząc ich zadowolone twarzy i słysząc przeraźliwe krzyki. Komentatorzy w niczym im nie ustępowali, zaczęła chwytać ich chrypka i wzruszenie. Mieli bardzo dobry powód, w końcu – udało się! Ciszy ustąpił wielki wrzask Młodej, która zaczęła tańczyć z radości na środku pokoju. Też płakała, płakali wszyscy kibice, nawet niektórzy siatkarze. Cupko głośno westchnął, po czym dołączył do Pauliny. Komicznie razem wyglądali, ale radość wszystkich jednoczy, nie zważając na narodowość.
Bardzo chętnie bym do nich dołączyła, ale ktoś zadzwonił do drzwi. W podskokach, potykając się o dywan, dotarłam do drzwi. W takich momentach jak ten nie lubiłam przyznawać sobie racji, choć musiałam. Wiedziałam, że stanie się dziś coś niespodziewanego, coś co zmieni całkowicie stan rzeczy. Wcale nie mam na myśli przyjazdu Młodej, bynajmniej.
Kiedy zobaczyłam jego minę, mój uśmiech szybko zszedł twarzy. Wpuściłam go do środka, bojąc się o cokolwiek zapytać. Nie wiedziałam co stało się z tym słynnym uśmiechem, kiedy nie mógł zripostować padających komentarzy, z tym spojrzeniem, którego nigdy nie mogłam określić. Pojawiało się ono w tych momentach, kiedy rzuciłam jakiś ironiczny komentarz, na który odpowiedź stanowiła cisza, jaka zapadała pomiędzy nami. Ostatnio coraz częściej się to zdarzało, czasem nie mogliśmy dojść do porozumienia, mimo że to wyglądało zupełnie inaczej.
- Wyjeżdżam, jutro. Dostałem półroczny staż w Holandii.  – z pokoju nadal dochodziły dzikie śpiewy przyjaciół, komentatorzy nadal komentowali choć mecz już się skończył, a ja nadal płakałam. Tylko teraz te łzy nie miały nic wspólnego z wcześniejszą radością. Staliśmy naprzeciw siebie, nic nie mówiąc, tylko patrząc na siebie nawzajem.
- Jak to – jutro?  - zapytałam cicho, jakbym pytała samą siebie, po czym dodałam głośniej – O takich rzeczach zazwyczaj wie się wcześniej. Wiedziałeś. Wiedziałeś i nic nie powiedziałeś, ani słowa, stawiając nas przed faktem dokonanym. Tak nie robi przyjaciel! – oparłam się o ścianę, odsuwając się od niego. Czułam jak wzbiera we mnie wściekłość i nie chciałam, żeby przez przypadek nie doszło pomiędzy nami do rękoczynów.
Ktoś znowu zadzwonił do drzwi. Adrian odsunął się, robiąc mi przejście. Właściwie nie wiedziałam, dlaczego nie wyszedł, nie miałam mu już nic do powiedzenia. Otarłam łzy z policzków i otworzyłam drzwi. Stała za nimi Ada w stanie, w którym jeszcze nigdy jej nie widziałam. Przemoczona do suchej nitki, z rozmazanym makijażem i spuchniętymi, wręcz martwymi oczami.
- Aleks…. On… Będzie ojcem … dziecka jakiejś…. Serbskiej – przytuliłam ją mocno, nie wierząc dzisiaj po raz kolejny w to, co się dzieje. Dlaczego ja w ogóle tak pomyślałam? Przecież nikomu nie przeszkadzało to, że ostatnio dobrze nam się wiodło. Płakałyśmy razem wśród okrzyków sąsiadów. Wprowadziłam ją do środka, zamykając za sobą drzwi. Nawet nie zauważyłam kiedy Paula i Cupko znaleźli się w przedpokoju. Patrzyli na nas zdezorientowani, nie wiedzieli co się dzieje. A dzieje się źle. Cała się trzęsłam z natłoku tych wszystkich informacji, nie radziłam sobie z ich przyswojeniem. Cała czwórka wpatrywała się we mnie, a ja czułam się coraz bardziej wściekła. Wyminęłam ich wszystkich, chcąc zamknąć się w sypialni jak najszybciej, nie zwracając na nic i na nikogo uwagi. Jednak kilka kroków przed drzwiami, odwróciłam się w ich stronę.
- Zajmijcie się Adą – powiedziałam do Cupko i Pauli. – A ty się wynoś i uznaj to za pożegnanie.

Potem weszłam do sypialni i trzasnęłam drzwiami.
***
Kiedy wchodziłam po schodach, słyszałam krzyki i wiem, że były to krzyki Idy. Jej głos rozpoznam wszędzie, zwłaszcza jej krzyk, którego już dawno nie słyszałam. Na początku myślałam, że po prostu przeżywa zwycięstwo Polaków, jednak kiedy stanęłam pod drzwiami, miałam zupełnie inne zdanie. Nacisnęłam na dzwonek i chwilę później pojawiła się w drzwiach, zapłakana. Przeszło mi przez myśl, że jakimś sposobem się dowiedziała, jednak w środku stał Adrian. Zerknęłam na niego kątem oka, stał ze spuszczoną głową. Jednak nie z jego powodu tutaj przyszłam.
- Aleks…. On… Będzie ojcem … dziecka jakiejś…. Serbskiej – chciałam dokończyć, ale nie mogłam wydusić już ani słowa. Czułam tylko uścisk Idy i jej łzy. Płakała razem ze mną. Potem zaciągnęła mnie do środka. Dopiero teraz zauważyłam, że nie była sama. Młoda wpatrywała się w nas z przerażeniem, z czerwonymi policzkami. Obok niej stał Konstantin. Patrzył na mnie tak okropnie smutnymi oczami, wiedziałam, że wie. Z resztą on zawsze wiedział wszystko, bo On jest jego przyjacielem.
W pewnym momencie Ida minęła nas wszystkich agresywnie, nagle się zatrzymując. Spojrzała na mnie z troską i współczuciem, których nie potrzebowałam. Jak każdy w takiej sytuacji, jedyne czego nie chciałam to litość. Potrzebowałam tylko swojej przyjaciółki, której zachowania teraz kompletnie nie rozumiałam.
- Zajmijcie się Adą – powiedziała cicho, po czym jej oczy nabrały agresywnego wyrazu. – A ty się wynoś i uznaj to za pożegnanie – jej głos wręcz kipiał ironią. Kiedy trzasnęły za nią drzwi, podeszłam do Adriana i stanęłam z nim twarzą w twarz. Nie miał odwagi spojrzeć mi w oczy.
- Mów, chce się dowiedzieć teraz, dobij mnie do reszty. – stać mnie było w tym momencie tylko na szept. Dalej nie patrzył mi w oczy.
- Jutro wyjeżdżam, nie będzie mnie pół roku. – miałam ochotę na niego nawrzeszczeć, ale tego nie zrobiłam. Pokiwałam tylko bezradnie głową, jakbym przytaknęła jego nagłemu wyjazdowi.
- Czułam, że coś planujesz, że chcesz zniknąć.  Teraz możesz już iść.  – nie miałam mu nic więcej do powiedzenia, więc odwróciłam się i razem z Paulą weszłam do kuchni.
***
To działo się wszystko tak szybko, że nie zdążyłam nawet mrugnąć, kiedy Adrian wyszedł ze zwieszoną na piersi głową, a my z Cupko zostaliśmy z zapłakaną Adą w przedpokoju. Chociaż wyglądała ciut lepiej niż jak przyszła, jakby inny problem ją niepokoił bardziej. Zaprowadziłam ją do kuchni i posadziłam na jednym z krzeseł.
- Zrobię ci coś gorącego do picia, a Konstantin przyniesie jakieś ręczniki – czasem Ida razem z Adą śmiały się z tej mojej ‘profesjonalności’ w mówieniu, ale taka już jestem. – Konstantin? – pomachałam mu ręką przed nosem, bo stał dziwnie zamyślony. Wyrwałam go z tych rozmyślań. – Łazienka, ręczniki, już. – powiedziałam skrótem i serbski przyjmujący zniknął z pola widzenia.
- Jemu też nie jest łatwo, Aleks to jego przyjaciel – Ada nie patrzyła na mnie, ale to nie było nic dziwnego, bo rzadko patrzyła na swoich rozmówców, a teraz nie wiedziałam nawet, czy chce ze mną rozmawiać. Westchnęłam tylko cicho, a w międzyczasie Cupko przytargał z łazienki ręczniki. Usiadł przy stole, widziałam, że waha się czy powinien coś teraz powiedzieć.
- Powinien powiedzieć ci już na początku, ja powinienem go do tego zmusić. W końcu ty też jesteś moją przyjaciółką. – to były bardzo ważne słowa, tak przynajmniej mi się wydawało. Zerknęłam na Adę i zobaczyłam na jej twarzy nikły uśmiech, poczułam ulgę. Może najgorsze jest już za nami?
- Nie mam do ciebie żalu, z resztą nie mogłabym go mieć. To bardzo miłe, co teraz powiedziałeś. Dziękuję.
Ale to przecież tylko jeden problem, jest jeszcze drugi, pomyślałam, a one pociągają za sobą następne. Jednak po chwili namysłu, stwierdziłam, że to za wcześnie, żeby o czymkolwiek mówić. Rany są za świeże i Ada w każdej chwili może znowu zacząć płakać.
- Może zamówimy pizzę? Głodna jestem… - mruknęłam cicho, tak samo jak mój brzuch.  – To jak?
- Ida jak się denerwuje, to je. Dużo je. Zamów.  – postawiłam przed Adą kubek gorącej herbaty i mocno ją przytuliłam. Dałabym wiele, gdybym mogła jakoś jej pomóc, gdybym mogła z nimi zostać. 

piątek, 27 czerwca 2014

"- Młoda, co Ty tutaj robisz?"

Ostatnio po prostu wszystko, dosłownie wszystko się układało.  Dostałam się na studia, wydział chemii, miałam obok siebie cudownego faceta, który mnie kocha, nasza reprezentacja brnęła jak burza do finału igrzysk olimpijskich w Londynie. Ostatnio nie miałam żadnych powodów do smutku i nie żeby mnie to martwiło, ale wydawało się to bardzo, bardzo dziwne. Najtrudniejsze sprawy przychodziły z łatwością, jakbym znalazła się w jakimś małym mikroklimacie, małym świecie pozbawionym smutku i zła.
U moich przyjaciół również się układało. Ada  też dostała się na studia w Łodzi, na swoją filologię słowiańską, jej związek z Aleksem w miarę się ustabilizował. Jednym słowem, a właściwie dwoma – jest szczęśliwa, a jeżeli ona jest szczęśliwa, to ja też. Tak to działa. Adrian, właściwie z braku wyboru, wynajął mieszkanie razem z Adą. Na początku nie mogli się odnaleźć w nowej rzeczywistości, tak samo jak ja. Chociaż ja miałam większy problem z uwierzeniem w to, co się dzieje.
Przyjeżdżali do mnie codziennie, żeby dotrzymywać mi towarzystwa podczas oglądania meczy naszej reprezentacji w Londynie. Z resztą nie tylko oni, bo Konstantin z Aleksem byli w Polsce i też często wpadali. Nie nudziłam się ani przez chwilę, czułam się szczęśliwie. Wreszcie mogłam doświadczyć tego uczucia w pełni, dowiedziałam się co tak naprawdę znaczy być szczęśliwym. Jednak mimo wszystko czułam, że jest zbyt dobrze. I jak się okazało, miałam rację.
***
- Paula, co się z Tobą dzieje? Piłki nie potrafisz odbić czy jak? – nie mogłam nic poradzić, że ostatnio byłam strasznie rozkojarzona. Nie mogłam się na niczym skupić, nawet na chwili gry w wakacyjne popołudnie. A to za sprawą małej karteczki, która tkwiła cały czas w tylnej kieszeni spodni. Co jakiś czas wyciągałam ją, obracałam ją w rękach, chowałam z powrotem. Nikt nie wiedział o tej kartce, przynajmniej o tym, co na niej było. Właściwie czasem też nie chciałam wiedzieć, co naj niej jest, może wtedy skupiłabym się bardziej na wakacjach, które nadeszły strasznie szybko po pierwszym roku liceum. Ten rok był magiczny pod wieloma względami – jeździliśmy na mecze, raz nawet udało się nam pojechać na mecz Rzeszowa, trafiłam na świetną klasę, poznałam świetnych ludzi. Poznałam ich, czasem nieziemskich wariatów, czasem dobrych przyjaciół, jednak przede wszystkim genialnych kibiców. Potrafiliśmy razem przekrzyczeć cały klub kibica Zaksy Kędzierzyn, być przeciwko kilku tysiącom kibiców trójkolorowych. Dobrze się rozumieliśmy, fajne było to, że miałam znajomych w starszych klasach. I choć czasem spędzałam w ich towarzystwie większości przerw i nie dawałam im się pouczyć (w końcu maturzyści), to i tak mnie lubili. Mam nadzieję, że dalej lubią, mimo że wynieśli się zaraz po tym jak dostali się na studia. Ida nawet trochę wcześniej, bo chciała zrobić Bartkowi niespodziankę i jej się udało. Nikomu nic nie powiedziała i zamieszkała z Kurkiem. Tak, mieszka z Bartoszem Kurkiem, przyjmującym Skry Bełchatów i reprezentacji Polski. To wszystko stało się jakoś tak nagle, o ile dobrze pamiętam, dzięki lub przez naszego kochanego nauczyciela i jego nierozgarnięciu. Od tamtego czasu cała trójka stała się dobrymi przyjaciółmi bełchatowskich zawodników ale nie tylko bełchatowskich. Ida z Adrianem siedzieli z nimi w Spale przez prawie dwa tygodnie. Trochę im tego zazdroszczę, że mogli poznać ich z normalnej, codziennej strony, choć  Ida stwierdziła, że to były najbardziej szalone dni jej życia. Ada w tym czasie spędzała słodkie chwile ze swoim Serbem, bo chyba mogę tak powiedzieć, skoro są razem. Cała trójka miała niesamowite szczęście i jestem zaszczycona, że ich znam. Wprawdzie nie odzywają się już jakiś czas, ale pewnie dlatego, że kibicowanie naszym w Londynie przesłoniło im rzeczywistość.
- Mam dość. Muszę chwilę odpocząć.  – usiadłam na ławce, nieświadomie trzymając w dłoni tą małą karteczkę, która ostatnio wprowadziła tyle zamieszania. Dobrze pamiętam to, co powiedział, kiedy mi ją dawał. „Może kiedyś”. Miałam wrażenie, że wszyscy nas obserwują, ale było całkowicie na odwrót. Ida z Bartkiem gdzieś zniknęli, Ada szalała z  Cupko co jakiś czas oglądając się za siebie, a Adrian bawił się w fotoreportera, zagadując czasem niektórych zawodników. Nie pozostało mi nic, co mogłabym zrobić, bo nie mogłam wydusić z siebie ani słowa. Uśmiechnęłam się, prawdopodobnie trochę głupkowato, bo zgłupiałam do reszty, kiedy wcisnął mi tą kartkę do ręki. Potem odszedł, odwracając się jeszcze kilka razy i dołączył do Kubiaka, który rozciągał się na boisku.
Nie wiedziałam, co mam zrobić, czy mam tak po prostu się odezwać? A może on już zapomniał i ogromnie się zdziwi jak zadzwonię i zrobię z siebie idiotkę? Nawet nie wiem czy ten numer nie jest fałszywy czy coś. Zwariowałam, kompletnie zwariowałam, ale ostatecznie widząc wzrok swojej koleżanki, wysłałam mu smsa.
„Pamiętasz mnie jeszcze? Dałeś mi swój numer w Spodku J Paulina.”
Nie wiedziałam, czy zapamiętał moje imię, więc wolałam się podpisać. Spoglądałam na ten telefon jak zaklęta, aż w pewnym momencie mnie olśniło. Uderzyłam się w czoło, przeklinając swoją głupotę. Przecież oni są w Londynie! Mogą mieć trening, a ja wyskakuję z takim smsem. Więc w akcie kompletnej desperacji, wysłałam jeszcze jedną wiadomość.
„Idiotka ze mnie, przecież jesteś teraz w Londynie, oglądam każdy wasz mecz,  a zapomniałam! Nie musisz odpisywać, zrozumiem.”
- Brawo, młoda. To się popisałaś.  – teraz to już w ogóle nie mogłam znaleźć sobie miejsca. Wróciłam szybko do domu i zamknęłam się w pokoju. Zaczęłam chodzić po pokoju, próbując wymyślić jak rozwiązać sytuację beznadziejną. Mówili, że jestem w tym dobra, więc powinnam prędzej czy później coś wymyślić. – Ida, muszę pojechać do Idy! Tylko kto mnie zawiezie do Bełchatowa? Zaraz, zaraz…. Tato, wujek jedzie do tej Łodzi jutro?!
Jestem genialna, ha!
***
Obudziłam się rano, nie mając pojęcia co zrobić dzisiejszego dnia. Nudziło mnie to ciągłe siedzenie w domu i użeranie się z marudnym Adrianem, który nie mógł sobie miejsca znaleźć. Na dodatek Aleks musiał pojechać do Serbii na kilka dni, bo jego mama zachorowała. Kiedy do niego zadzwoniła  siedzieliśmy razem w kuchni i jedliśmy obiad. Bardzo zdziwił się kiedy spojrzał na wyświetlacz, co było trochę dziwne i wystraszył się kiedy odebrał. W pewnym momencie wstał od stołu i wyszedł, nadal rozmawiając. Chciałam pojechać z nim, ale kategorycznie się nie zgodził. Zmartwiło mnie to, ale ufałam mu – skoro nie chciał, żebym pojechała z nim, to trudno.
Tak więc dzisiejszego ranka, dokładnie 12 sierpnia, leżałam w łóżku, nie wiedząc co mam ze sobą zrobić. Po południu miałam pojechać do Idy, żeby oglądać z nią finał i kibicować przed telewizorem. Nie wiedziałam jakie plany ma Adrian, ostatnio często znikał z domu, nie mówiąc gdzie idzie, ani o której wróci. Kiedy któregoś razu zapytałam go o to, warknął na mnie i wyszedł trzaskając drzwiami. Dobra, Ada, spokojnie, mówiłam sobie, jak nie chce mówić, to niech nie mówi. Jednak to nic nie dało, zdenerwowałam się tylko niepotrzebnie i zaczęłam się trochę bać. Czułam, że ostatnio nie mówi nam wszystkiego i coraz bardziej się od nas izoluje. Nie wiedziałam, czy powinnam się o niego martwić, w końcu to dorosły facet i jedną ważną podjętą decyzję ma już na koncie. Z drugiej strony jest naszym przyjacielem i zastanawiałam się, czy powinnam z Idą o tym porozmawiać. Może ma jakieś problemy i potrzebuje naszej pomocy, a boi się nam o tym powiedzieć? Na początku brałam pod uwagę jeszcze inną opcję, myślałam, że sobie kogoś znalazł. Jednak po tym jak zareagował na moje pytanie gdzie się wybiera, momentalnie odrzuciłam tą opcję.
Kiedy wstałam z łóżka, już go nie było.  Specjalnie mnie to nie zdziwiło, ale jeszcze nigdy nie wychodził rano. Zawsze znikał koło południa lub nawet później. Zrobiłam sobie kawę i usiadłam w kuchni. Wybrałam numer Aleksa, ale nie odebrał. Kolejny raz. Pewnie zajmuje się mamą, pomyślałam, inaczej na pewno by odebrał.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Warknęłam cicho pod nosem, pewnie małpa znowu zapomniała kluczy. Ma szczęście, że już nie spałam, bo byłoby z nim źle.
- No już, przestań się dobijać. Trzeba było klucze wzią…ć. Aleks! – zrobił mi wielką niespodziankę, nie spodziewałam się, że wróci tak szybko. Rzuciłam się mu na szyję, przytulając go mocno. – Tęskniłam.  – trochę zaskoczyło mnie to, że odsunął mnie od siebie. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem wymalowanym na twarzy. Wyglądał jakoś inaczej, zniknął ten uśmiech, który zauroczył mnie na samym początku, na czole pojawiła się zmarszczka, świadcząca o tym, że nie wie co powiedzieć.  – Stało się coś? Coś z mamą? – pokręcił przecząco głową, po czym westchnął cicho i spuścił wzrok.
- Nie byłem u rodziców. Ja… Zostanę ojcem. – nawet na mnie nie spojrzał, mówił to wszystko z wzrokiem utkwionym w podłodze. Stałam przed nim, analizując po raz kolejny to, co powiedział. Jednym słowem – zdradził. Aleks mnie zdradził.
- Wynoś się i nawet nie waż się tu wracać, nie chcę cię widzieć na oczy.
Wróciłam do pokoju, starając się opanować. Byłam strasznie zdenerwowana, zaczęłam płakać, miałam ochotę uszkodzić coś lub kogoś kto stanie mi na drodze. Nie mogłam uwierzyć w to, co powiedział. Ufałam mu, a on tak po prostu… Z inną.. Mój wzrok padł na nasze wspólne zdjęcie, z Serbii. Wzięłam je do ręki i z przypływu złości otworzyłam okno i wyrzuciłam je na zewnątrz. Najwyżej dostanę grzywnę za zaśmiecanie terenu, nie mogłam na niego patrzeć, nie teraz, nigdy więcej.
***
- Spóźnisz się na trening – rozmawiałam z Bartkiem prawie czterdzieści minut i w tle słyszałam już Miśka jednego i drugiego, którzy go poganiali. Siedziałam sobie wygodnie na kanapie, przełączając kanały w telewizji.
- Sama jesteś?
- Tak, na razie tak. Potem ma Ada wpaść, Adrian chyba też. I będziemy wam kibicować, ale i tak wygracie. Jak będziesz medal odbierał, to masz hymn zaśpiewać, zrozumiano?
- Jak sobie życzysz, kocham cię.
- Wiem. Mówiłeś mi to chyba cztery razy w ciągu czterdziestu minut. Ja ciebie też, a teraz rusz tyłek na trening!
- Dobra, dobra. Zadzwonię po meczu. – w tle usłyszałam jakieś szumy niezidentyfikowane – Razem zadzwonimy. – założę się, że w tym momencie Bartek wywrócił oczami.  – Kończę, słońce.
Rozłączył się z szumem kolegów w tle. Potrafił sprawić, że po każdej rozmowie uśmiechałam się sama do siebie. Dobrze się dogadywaliśmy, choć czasem mieliśmy sporne momenty jak w każdym związku. Zauważyłam, że od jakiegoś czasu potrafiłam przewidzieć jego reakcje, wiedziałam kiedy będzie zły, co go rozśmieszy albo kiedy przewróci oczami, co było strasznie słodkie. Czułam, że to jest właśnie to. Nie wiem, czy jest za wcześnie, czy może to już właściwa pora, ale myślę, że znalazłam to, czego szukałam.
Ktoś zapukał do drzwi. Zerknęłam na zegar, upewniając się, że nie pomyliłam godzin. Wszystko w jak najlepszym porządku, współtowarzyszy spodziewałam się dopiero za godzinę, w najgorszym wypadku za półtorej. Podniosłam się z sofy i powędrowałam do drzwi.
- Trafiłam! – po otwarciu drzwi, coś rzuciło mi się nagle na szyję, nawet nie zdążyłam zobaczyć co. Dopiero kiedy to coś się ode mnie oderwało, zobaczyłam przed sobą uśmiechniętą od ucha do ucha Paulinę. Nie mogłam wydusić słowa, bo Paula była jedną z ostatnich osób, których się spodziewałam.
- Młoda, co Ty tutaj robisz?
- Musiałam przyjechać, bo mam wielki problem, mający stu dziewięćdziesiąt osiem centymetrów wzrostu, zajebisty uśmiech, krzywe zęby i tatuaż na ramieniu – wydusiła na jednym wydechu, po czym odsapnęła. Dopiero teraz zauważyłam, że ma ze sobą torbę podróżną.
- Chwila… Dlaczego twoim problemem jest Zibi?
- A mogę wejść do środka? – z tego wszystkiego wyszłam jeszcze na niegościnną. Zaprosiłam ją do pokoju, po drodze wstąpiłam do kuchni po sok i szklanki. – Więc tak mieszka Bartek Kurek… Podoba mi się. – Młoda usiadła na kanapie, rozglądając się wokół swoimi małymi oczkami. Usiadłam szybko obok niej, bo byłam cholernie ciekawa, co ma mi do powiedzenia.
- To mów, bo zabrzmiało to wszystko ciekawie.
- Jak byliśmy wtedy w Katowicach, w czerwcu, to… No, Zbyszek dał mi swój numer telefonu i długo się wahałam, ale w końcu, dwa dni temu napisałam do niego. I zrobiłam z siebie idiotkę, bo zapomniałam, że oni są w Londynie i teraz on pewnie pomyślał, że ja jestem wariatką i …
- Młoda, luz. Wolniej, bo za chwilę się w powietrze uniesiesz. Czyli jest tak – Zbyszek dał ci swój numer telefonu i ty przed wczoraj wysłałaś mu smsa. Boisz się, że przez tego smsa zrobiłaś z siebie idiotkę? A odpisał ci coś – Paulina pokręciła przecząco głową. Była tak przerażona, co najmniej jakby kogoś zabiła. Ale przecież nie mogłam tak po prostu zacząć się śmiać! Chociaż miałam wielką ochotę. Uśmiechnęłam się pod nosem, próbując ukryć jakoś swoje rozbawienie. – Jest zajęty, na pewno. Cały czas mają treningi, analizy gry przeciwnika. Przed Twoim przyjściem rozmawiałam z Bartkiem i non stop go popędzali, żeby kończył i szedł na trening. Zobaczysz, że Zbyszek odpisze ci jeszcze dzisiaj wieczorem, a jak nie to ja sobie z nim porozmawiam.  – Paula odetchnęła, po czym znowu mnie przytuliła. Zbyszek będzie miał z nią dobrze, lubi jak się go przytula.
- Mogę zostać? Mam dość siedzenia w domu, chciałam trochę z wami pobyć.
- Jasne, możesz nocować w drugim pokoju, tym zaraz na lewo od wejścia.  – od razu pobiegła zanieść torbę i prawdopodobnie się rozpakować. Zrobiła mi wielką niespodziankę swoim przyjazdem, przynajmniej nie będę musiała siedzieć sama w domu dopóki Bartek nie wróci. Przełączyłam na Polsat, gdzie właśnie zaczynało się studio przed meczem Polaków. Dopiero teraz do mnie dotarło, że oni walczą o marzenia – swoje, jak i swoich kibiców, całego kraju. Nie udało się cztery lata temu, to uda się w tym roku. Mają świadomość, że wszyscy w nich wierzą i nie stracą tej wiary do ostatniej piłki. Już odnieśliśmy sukces, zapewniając sobie co najmniej srebrny medal, jednak wszyscy chcieli więcej. Oni sami też.
- Same będziemy oglądać? Myślałam, że Ada z Adrianem będą u ciebie.

- Wiesz, mają przyjść, ale jakoś czuję, że coś jest nie tak. Obudziłam się rano i zdałam sobie sprawę, że jest zbyt pięknie i może stać się coś całkowicie niespodziewanego. W końcu dzisiaj jest wyjątkowy dzień. 

środa, 25 czerwca 2014

Kolejne rozdziały :)

Cześć :)
Obiecałam, że niedługo poinformuję Was co dalej z tym opowiadaniem. Otóż, będzie ono publikowane tutaj:) Pojawi się kilku nowych bohaterów i nieco zmieni się forma tego opowiadania. Zostało ono napisane w trzech narracjach - trzy dziewczyny opisują swoje losy, wzloty i upadki.
Kolejne części tego opowiadania będą dotyczyły tej samej tematyki, jednak od poprzednich będą się różnić klimatem. Z pewnością wyczujecie tą różnicę i będziecie siebie pytać - dlaczego właśnie tak? Odpowiem od razu na to pytanie: chciałam zwrotu akcji, czegoś innego niż w pierwszej części. Tam można było przewidzieć koniec, teraz to będzie mniej oczywiste ;) Powód jest jeszcze jeden. Na samym początku wspominałam, że ta historia jest była inspirowana trójką przyjaciół. Teraz też tak jest, ale nie tak jak kiedyś. Zmiana relacji itp, itd... Ale mam nadzieję, że dalsze losy bohaterów przypadną wam do gustu.

Dla ułatwienia odbioru, każda narracja jest pisana innym kolorem:

  • narracja Idy - szary
  • narracja Ady - niebieski
  • narracja Pauliny (nowej bohaterki) - fioletowy
I to by było na tyle wstępu :) Niedługo ukaże się kontynuacja, sama już nie mogę się doczekać! :) 

Pozdrawiam, 
Wiśnia

niedziela, 8 czerwca 2014

"Tak", czyli wszystko ma swój koniec.

- Ida, telefon ci dzwoni po raz…. Piąty. – wychodziłam właśnie z łazienki, kiedy ni stąd ni zowąd wpadłam na Młodą. Spojrzałam do kuchni, gdzie Ada już piła sobie kawę, trzymając w ręce drugi kubek, prawdopodobnie Pauliny.
- Też miło was widzieć. Zrobisz mi kawę? – rzuciłam w kierunku Ady, robiąc maślane oczka. Właściwie to tak wyglądały moje poranki ostatnimi czasy po powrocie ze Spały. Kiedy wychodziłam z łazienki, wpadałam albo na Adę, Adriana lub Paulinę. No, na Młodą tylko w weekendy, bo jeszcze miała szkołę. Wcale mi to nie przeszkadzało, że wpadali bez zapowiedzi, bo uwielbiałam spędzać z nimi czas. A jeżeli chodzi o te telefony, to były o przeróżnych porach. Nieraz w nocy, bo Bartek czy Miśki z reprezentacji zapominały o różnicy czasu. Wtedy nieźle się im obrywało, bo mój sen jest powszechnie znany jako święty i pierwszy przekonał się o tym Adrian. Jednak tym razem to nie był Bartek ani nikt z reprezentacji. – Cupko dzwonił! Boże, jak dawno z nim nie rozmawiałam.  – Ada tylko dziwnie się uśmiechnęła i zlustrowała mnie wzrokiem. – A, no tak. Miałam się ubrać. – chodziłam po mieszkaniu w szlafroku, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Otworzę! – Młoda zgrabnie mnie wyprzedziła, wpychając mnie po drodze do pokoju, żebym się ubrała. Zdziwiła mnie ta nagła cisza po otwarciu drzwi, więc nieźle wystraszona szybko się ubrałam i wyskoczyłam z pokoju jak z procy, całkowicie zapominając o tym, że to mógł być jakiś bandyta czy psychopata. Jednak kiedy zobaczyłam, to co zobaczyłam, mało nie padłam ze śmiechu. Otóż, zastałam otwarte drzwi wejściowe, w których stał Konstantin lekko przerażony, ponieważ przed nim stała Młoda – z wytrzeszczonymi oczami, zupełnie znieruchomiała i zaniemówiła.
- Ale niespodzianka! – rzuciłam się przyjacielowi na szyję, mocno go ściskając. W tym momencie Paulina nagle się ocknęła i zaczęła coś mamrotać pod nosem, drapiąc się za uchem i poprawiając włosy. Po czym czerwona na twarzy zniknęła w kuchni. Wpuściłam Cupko do środka. – Przepraszam, że nie odebrałam, ale byłam w łazience. Miałam oddzwonić, kiedy ….
- A co jej się stało? – zapytał, mając na myśli Paulinę, która znowu pojawiła się w przedpokoju – tym razem z wielkim uśmiechem na ustach, jakim obdarzała tylko Krzysztofa Ignaczaka.
- Ona… Myślę, że zdziwiło ją to, że tak po prostu przyjechałeś i chciałeś wejść. Jeszcze nigdy nie wpuściła żadnego siatkarza do domu… zwłaszcza nieswojego domu. – Paulina zgromiła mnie wzrokiem wściekłego psa, po czym znowu przywdziała uśmiech na twarz.  – Paula, to jest Konstantin. Cupko, to Młoda.
- Boże, Młoda i jak tu wypuścić cię między ludzi. Chcesz kawy? – Ada zwróciła się do Cupko, kiedy weszliśmy do kuchni. Nasz gość przytaknął i usiadł przy stole, ledwie się mieszcząc. Chrząknęłam znacząco, przecież nie co dzień jakiś człowiek ponad przeciętnych rozmiarów gościł u mnie w domu.
- Chodźmy do pokoju może. Powiedz, co cię sprowadza? Oczywiście poza tym, że się stęskniłeś i bardzo chciałeś mnie zobaczyć.
- Za grosz skromności – Konstantin pokręcił głową z dezaprobatą – Ale tęskniłem – dodał w końcu, szukając czegoś w swojej torbie. – Przywiozłem wam wejściówki. Bartek dzwonił do klubu i wręcz zażądał, żeby ktoś się tym zajął i ta dam!
- Młoda, chodź tu szybko! – zawołałam Paulinę, sama będąc na skraju ekscytacji. – Mówiliśmy ci już, że na ten dzień Bartek załatwił nam wejściówki Vip? – Paulina zatrzymała się w dość dziwnej pozie z taką samą miną jak przed chwilą. Pokręciłam głową w niedowierzaniem i lekko nią potrząsnęłam. Ta znowu się ocknęła i uśmiechnęła głupkowato, kiwając głową.  – Ale musisz mi coś obiecać.
- Co tylko zechcesz – w tym momencie, kiedy wpatrywała się w tą wejściówkę, którą machałam jej przed nosem, mogłabym ją namówić nawet do opchnięcia narządów na Allegro.
- Nie będziesz zastygać w miejscu, wgapiać się w siatkarzy i głupkowato uśmiechać.  – Paulina przybrała bardzo poważną minę, wręcz pokerową twarz, po czym przytaknęła, jakby właśnie zgodziła się wykonać jakąś tajną rządową misję. Kiedy podałam jej wejściówkę, zaczęła piszczeć jak szalona, po czym rzuciła mi się na szyję. – Mała zołzo, udusisz mnie! Cupko ratuj!
***
Wieczorem siedziałam z rodzicami w pokoju, wpatrując się w nich z oczekiwaniem. Musiałam kiedyś przeprowadzić z nimi tą rozmowę i stwierdziłam, że chyba nadszedł ten czas. Przemyślałam to zdecydowanie więcej niż kilka razy i teraz jestem już pewna. Po pewnym czasie ciszy, panującej między nami, spuściłam wzrok, domyślając się co ta cisza ma mi powiedzieć. Jak w ogóle mogłam pomyśleć, że się na to zgodzą?
- Będziemy za tobą tęsknić, kochanie i myślimy, że chyba nadszedł ten czas, żebyś sama dokonywała wyborów. Skoro jesteś pewna, to pozostaje się nam tylko zgodzić.
- Jesteście tego pewni? – zapytałam niepewnie, nie wierząc do końca w to, co usłyszałam. Mama przytaknęła, choć widziałam, że chce się jej płakać. Nic dziwnego, w końcu już niedługo miałam wyprowadzić się by podjąć studia w Łodzi. Podeszłam do nich i uściskałam ich mocno, równocześnie dziękując, że uszanowali moją decyzję. Nagle zmieniłam wszystkie plany, przecież miało być zupełnie inaczej. Miałam być blisko domu, przyjeżdżać na weekendy, a teraz nie wiedziałam, jak często będziemy się widywać.  – Przepraszam, muszę zadzwonić. – wyszłam do siebie, żeby zacząć wdrażać w życie swój plan. Wpadłam na ten pomysł kiedy rozmawiałam z Bartkiem pewnego wieczoru i chciałam zrobić mu niespodziankę.
- Kubuś? Nikomu nie mów, że to ja i jeżeli jest ktoś obok ciebie to znajdź miejsce, gdzie będziesz mógł ze mną porozmawiać. A! I nie mów Bartkowi pod żadnym pozorem, że dzwoniłam.
- Momencik, mamo – uśmiechnęłam się pod nosem. Skoro tak mnie nazwał, siedzieli pewnie gdzieś z chłopakami. Wrócili do Polski przed wczoraj, więc nie musiałam się obawiać, że zadzwonię w nieludzkiej dla nich porze. – Wytłumaczysz mi, dlaczego musiałem nazwać cię mamą?
- Bo potrzebuję, żebyś coś mi przywiózł do Katowic.
***
- Ida, pospiesz się, bo przez ciebie się spóźnimy! – Adrian walił w drzwi łazienki jak oszalały, kiedy właśnie zakładałam swoją wiśniową koszulkę. Poniekąd to od niej wszystko się zaczęło, od tego zaczęła się Wiśnia. Uśmiechnęłam się do siebie w lustrze, porwałam torebkę i szalik. Mocnym szarpnięciem otworzyłam drzwi, spoglądając groźnie na przyjaciela. – No co? Ile można się przebierać?
- Tyle, ile trzeba. Możemy jechać. – sprawdziłam jeszcze raz czy mam nasze przepustki i wyszłam z domu za Adrianem. Kiedy wsiedliśmy do samochodu, napisałam sms do Kuby, żeby spotkał się ze mną wcześniej. Musiałam odebrać od niego małą przesyłkę, którą dla mnie miał. „Przed szatnią. Zadzwoń jak będziecie na miejscu.” – Problem w tym, że nie wiem, gdzie jest ta szatnia…
- Co tam mruczysz?
- Nic takiego. 
Dziewczyny czekały na nas w mieście, wyróżniały się z tłumu ubrane na biało czerwono. Niektórzy spoglądali na nie z dziwnym uśmieszkiem, zapewne myśląc, że pomyliły sobie daty z rozpoczęciem Euro. Jednak one nic nie przekręciły, to ludzie chwilowo zapomnieli, że istnieje coś takiego jak Liga Światowa i właśnie dziś rozgrywane są mecze w Spodku. Kiedy nas zobaczyły, podbiegły szybko do samochodu.
- Ludzie na nas dziwnie patrzą, jakbyśmy były psychiczne. – mruknęła Paulina zajmując miejsce z tyłu. Adrian przywdział ironiczny uśmieszek i już miał coś powiedzieć, ale powstrzymało go moje bardzo znaczące chrząknięcie. Adrian nie bardzo trawił Młodą, cały czas jej dogryzał i był strasznie uszczypliwy, więc chciałam ich powstrzymać w ten sposób przed kolejną kłótnią.  – Euro i euro, a o siatkarzach zapomnieli. Nasi i tak nie wyjdą z grupy, a oni tak się tym szczycą jakbyśmy już co najmniej wygrali.
- Młoda, przymknij mordkę, bo jeszcze chwila i Ada ci przywali.  – Ada rzuciła mi pretensjonalne spojrzenie, ale wiedziałam, że to ja mam racje.
- Z tęsknoty ci się mózg lasuje.  – warknęłam cicho, próbując upuścić choć trochę negatywnych emocji. Zacisnęłam dłoń w pięść i uderzyłam w własne udo.
- Ja wam nie chcę przypominać kto ma przepustki, więc siedzieć cicho!
W samochodzie zapadła cisza jak makiem zasiał… Nie ma to jak siła perswazji!
***
Czułam, że serce zaraz wyskoczy mi z piersi i zwyczajnie ucieknie przed tym napięciem, jakie panowało między nami od jakiś dwudziestu minut. Ada stała z boku i zwyczajnie się śmiała, Młoda znowu zaniemówiła, Adrian męczył się z pracą fizyczną, a ja chodziłam w kółku, wyżywając się na wszystkim, co mogło odczuć tego skutki.
- I kto mnie pospieszał, no kto?! A teraz, to przez ciebie się spóźnimy! – nie powiem, byliśmy atrakcją dla przejeżdżających samochodów. Kierowcy zwyczajnie się z nas nabijali, a tu wcale nie było z czego się śmiać. Przez ślamazarstwo tej niedorozwiniętej małpy, nie spotkam się z Kubą przed meczem, nie kopnę Miśków na szczęście, a co najgorsze spóźnimy się na mecz! Przecież jak tylko zauważył, co się stało, to miałam ochotę go zabić, zakopać, a potem odkopać i znowu zabić. Przecież moje serce nie wytrzyma takiego napięcia.  – Ada, przestań się śmiać, błagam cię! Młoda, obudź się do cholery! Czy ty wiesz, że to się leczy? – pstryknęłam Paulinie palcami przed oczami, po czym podeszłam do swojej przyjaciółki z ubolewającą miną. – Co zrobimy jak nie zdążymy? Powiedz mi, co zr…
- Ida, spokój! – warknęła na mnie, lekko mną potrząsając. Po czym odetchnęła głęboko, złapała mnie za ramiona i głęboko spojrzała mi w oczy – Dojedziemy na czas, spotkasz się z Bartkiem, powiesz mu, że go kochasz i … - przysunęła się do mnie bliżej i wyszeptała mi coś do ucha. Odskoczyłam od niej jak oparzona.
- Ale skąd ty o tym wiesz? – zapytałam szeptem, nie chcąc, żeby pozostali słyszeli.
- Bo się przyjaźnimy?
- No tak, to retoryczne pytanie. Adrian, już? – krzyknęłam, odwracając się w stronę przyjaciela, który akurat ścierał pot ze swojego szlachetnego czoła. Podniósł się z ziemi, spoglądając to z prawej, to z lewej strony, ze środka… - Już?!
- Już, nie panikuj.
- Nie panikuję, tylko się na ciebie wkurzam.
***
- Kubuś, biegnę już! – krzyknęłam do telefonu, przebiegając przed trąbiącym tramwajem. Musiałam wybrać najkrótszą drogę do Spodka, żeby zdążyć przed spotkaniem z trenerem. Bynajmniej nie chciałam ich dekoncentrować, żeby dokopali Brazylijczykom w dodatku w moim imieniu. Rozłączyłam się i zaczęłam się przeciskać przez zgromadzony przed Spodkiem tłum z biletem w ręce. Nie miałam ze sobą żadnej torebki, więc panowie przepuścili mnie be problemu. Podałam bilet do kontroli i zamarłam. Niby jak ja mam teraz znaleźć tą szatnię?! Wybrałam numer Rudego jeszcze raz, bo nie wiedziałam, co mam zrobić. – Jarosz, ale jak ja mam niby cię znaleźć, co?
- Nie pomyślałem o tym! Dobra, wejdź na halę. Wyjdę po ciebie. – odetchnęłam głęboko, po czym dumnym krokiem weszłam na halę. Pierwszy mecz między Kanadą i Finlandią już trwał, ludzie bawili się w najlepsze, choć było jeszcze dużo pustych miejsc. Rozglądałam się za Kubusiem dość uważnie, ale nigdzie go nie było. – Buuu! – podskoczyłam, piszcząc cicho.
- Jarosz, co to było?! – trzepnęłam go w ramię, ukazując swoje wielkie niezadowolenie z takiego obrotu sprawy. Jednak chwilę później, po prostu go przytuliłam.  – Masz coś dla mnie? – Kuba pomachał mi przed nosem małą, papierową kopertą, po czym mi ją wręczył. Schowałam ją do kieszeni, żeby nie rzucać żadnych podejrzeń.
- Idziesz ze mną do chłopaków?
- A mogę?
- Ze mną, droga Wisienko, możesz wszystko – Kuba przepuścił mnie przodem, choć to prawdopodobnie nie było najlepszym pomysłem. Ci wszyscy ludzie wpatrywali się we mnie, bo w ogóle mnie nie znali. Poczułam lekki dreszcz na plecach, ale Kuba dodał mi otuchy, kładąc swoją rękę na moim ramieniu.  – To tylko kibice, uśmiechnij się. Bartek oszaleje z radości.
- Na tyle, żeby dokopać tym żółtym zboczeńcom?
Kuba wprowadził mnie w głąb korytarza i zawiłych zakrętów. Nie wiem, jak oni się tutaj odnajdują, bo jest tu jeszcze gorzej niż w Spale. W końcu dotarliśmy do pomieszczenia z biało – czerwoną flagą na drzwiach. Drzwi były zamknięte, a ze środka dochodziły dźwięki polskiego rapu. Jakby nie mogli słuchać muzyki poważnej!
- Panowie, dama wchodzi! – krzyknął Rudy, wchodząc jako pierwszy. Wcisnęłam się zaraz za nim, kiedy rap trochę przycichnął i oczy wszystkich Miśków zwróciły się w moim kierunku. A potem zapanował szał – wszyscy chcieli mnie uściskać, przekrzykiwali się między sobą i cieszyli jakbym dostarczyła im właśnie roczny zapasa rodzynków w czekoladzie.
- Ida, co ty tu robisz? – Bartek był trochę zaskoczony moim widokiem, ale gdy tylko mnie zauważył, mocno mnie przytulił i pocałował. Strasznie za nim tęskniłam, telefony i maile nigdy nie mogły oddać w stu procentach tego, co czułam. Teraz miałam krótką chwilę, żeby mu to pokazać. Oczywiście nie obyło się bez głupich uśmieszków i okrzyków, ale mnie to nie obchodziło. Dostałam go tylko na chwilę i nie chciałam jej zmarnować.  – Cieszę się, że jesteś. Bardzo. Gdzie siedzicie?
- Nie wiem, ważne, że udało się nam w ogóle dostać bilety.
- Chodź ze mną. – Bartek porwał bluzę z wieszaka i wyszliśmy z szatni. Chwycił mnie za rękę, jednak chwilę później mnie puścił. – Nie pomyślałem, że może ci to przeszkadzać.
- Żartujesz? Wcale mi to nie przeszkadza. – sama chwyciłam go za rękę i razem wyszliśmy na halę, przyciągając wzrok tysięcy ludzi, którzy zauważyli, że Bartek się pojawił. Robili zdjęcia, skandowali jego imię, jednak on nie zwracał na to uwagi. Uśmiechał się do mnie i do ochroniarza, próbując go przekonać, żeby dostawił dodatkowe cztery krzesła do sektora dla gości. Pan w żółtym kubraczku spojrzał to na mnie, to na niego, aż w końcu machnął ręką i zawołał swojego kolegę, żeby przyniósł dodatkowe krzesła.
- Muszę wracać, nie uciekajcie po meczu od razu. Nie wiem, kiedy znowu się spotkamy, chcę się tobą trochę nacieszyć.
- Zostaniemy, zwłaszcza, że jest z nami nasza koleżanka, która chciałaby was poznać.
- Jak powiem chłopakom, że przyprowadziłaś koleżankę, to na pewno przyjdą. 
- No tak – zaśmiałam się – Kocham cię.
- Ja ciebie też – pocałował mnie szybko w czoło i zniknął w przejściu.
***
- Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę – powtarzała Młoda pod nosem, kiedy w końcu mnie zauważyli. Ada z Adrianem uśmiechali się pod nosem, bo wiedzieli czyja to sprawka. Pozostało mi tylko wzruszyć ramionami i usiąść na jednym z miejsc. Emocje narastały z minuty na minutę, zwłaszcza po zakończonym meczu Finlandii i Kanady. Serce waliło jak oszalałe, nie mogłam się doczekać aż zobaczę ich wszystkich na boisku. Szczególny czas, nie tylko dla mnie, ale też dla Ady i Adriana, bo mieliśmy zobaczyć ich na żywo w pojedynku z Brazylią, bo po raz pierwszy mieliśmy zobaczyć mecz naszych przyjaciół… no, nie tylko przyjaciół.
- Bartek powiedział, że podejdą na chwilę po meczu, więc będziesz mogła ich poznać – Paulina popatrzyła na mnie, na jej twarzy, stopniowo pojawiał się wielki bananowy uśmiech.  – Tak, wiem, że mnie kochasz, Młoda.
- Ida, widziałaś jakie mamy towarzystwo? – zapytała Ada, pochylając się w moją stronę – Obejrzyj się dyskretnie za siebie – ja nie znałam znaczenia słowa dyskretnie, zawsze jak ktoś tak do mnie mówił, zachowywałam się normalnie, więc zwyczajnie się odwróciłam. – Boże, miało być dyskretnie! – syknęła w moją stronę, kiedy zaskoczona do granic możliwości odwróciłam się z powrotem.
- Ja bogiem bynajmniej nie jestem, ale myślę, że on by się nadał – zaśmiałam się cicho, usadawiając się wygodnie na krześle. Jednak nie było mi dane długo posiedzieć, bo spiker zapowiedział właśnie reprezentacje Polski. Wstaliśmy ze swoich miejsc, gorąco ich dopingując, aż zobaczyliśmy pierwszych zawodników na boisku. W tym momencie zdałam sobie sprawę, że Marcin miał rację – na boisku byli dojrzalsi niż kiedykolwiek indziej. Kiedy zobaczyłam twarz Kubiaka czy Bartmana, zrozumiałam, że oni potrafią zrobić co najmniej jedną, niesamowitą rzecz – zostawić prywatę w szatni i za to należy im się wielki podziw. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym w tym momencie siedziała cicho, tak samo jak Ada czy Młoda. – Macie im dokopać, Miśki!!! – na szczęście byli na tyle blisko, żeby mnie usłyszeć.
- Ida! – Kubi zaraz podleciał do nas i przywitał się ze wszystkimi, dając przykład pozostałym chłopakom. Naprawdę się cieszyłam, że znowu mogę ich zobaczyć, że nie zapomnieli o mnie i pokazali, że też się cieszą. Uściskałam każdego po kolei, kończąc na Zibim.
- Widzę, że przyprowadziłaś nową koleżankę. – nie umknęła mu obecność Pauliny. Młoda uśmiechnęła się, wyciągając do niego rękę.
- Paulina. – może ty tylko złudzenie, ale miałam wrażenie, że to spojrzenie, jakim obdarzył ją Zbyszek, było znajome. Dopiero kiedy odszedł, uświadomiłam sobie, co to było za spojrzenie. Odwracał się kilka razy, aż w końcu trener zdzielił go po głowie.
- Dobrze was widzieć, muszę przyznać, że brakowało mi kobiecego podejścia do sportu. – Anastasi podszedł do nas, co było bardzo miłym gestem z jego strony.  – Mam nadzieję, że jakoś pomożecie im wygrać.
- Zawsze i wszędzie, panie trenerze. Powodzenia.  – roześmiałam się cicho, kiedy pan trener rozłożył ramiona i mnie uściskał. Z resztą nie tylko mnie, bo Adriana też. Potem odszedł do swoich obowiązków, jakimś gestem wskazując Gardiniemu, gdzie jesteśmy. Trochę się speszyłam, kiedy odwróciłam się do tyłu i zauważyłam kilkanaście par oczu wlepionych we mnie i w moich przyjaciół. Jednak po tamtej aferze byłam silniejsza, musiałam być, chcąc być blisko Bartka. Jeżeli taka jest za to cena, to nie pozostaje mi nic innego tylko się dostosować.
Ada nie mogła się powstrzymać i co jakiś czas obracała się do tyłu, udając, że rozgląda się po hali. Adrian przyglądał się rozgrzewce siatkarzy, co jakiś czas robił im zdjęcia. Młoda z wielką powagą, co jakiś czas wzdychała, jakby rozważała coś bardzo ważnego. A ja nie mogłam napatrzeć się na biało czerwone barwy koszulek, szalików, które mówiły bardzo dokładnie, co Polacy sądzą o siatkówce w naszym kraju. Ci wszyscy ludzie stoją murem za naszą reprezentacją, za tymi wspaniałymi sportowcami, którzy okazali się całkiem normalnymi ludźmi, takimi jak każdy z nas. Każdy z nich marzył o tym zwycięstwie, które z pewnością znalazło się w ich zasięgu po ostatniej wygranej. Tamten mecz zapisał się w historii, na tamtym meczu płakałam jak małe dziecko, bo w pewnym stopniu zwycięstwo stało się moim marzeniem.
Rozległ się gwizdek sędziego, co oznaczało przejście do części oficjalnej. Będąc kibicem, mogę zaświadczyć, że każdy, kto wierzył w ich wiktorię, nie oszczędzał płuc podczas śpiewania hymnu. Z ręką na sercu, z biało czerwonym szalikiem na szyi, zerknęłam kątem oka na swoich przyjaciół. Upewniło mnie to, że oni czekali na to tak samo jak ja, jak wszyscy zgromadzeni w Spodku. Po odśpiewaniu hymnu bynajmniej nie zapadła cisza, każdy chciał pomóc chłopakom w pokonaniu wielkiej Brazylii. Nie skłamałabym, gdybym powiedziała, że Canarinios nie przywieźli ze sobą żadnych kibiców. A nawet jeżeli, nie mieli oni szansy na to, żeby się przebić przez głosy dwunastu tysięcy ludzi.
Każda piłka się liczyła, każda obrona, zagrywka i blok. Radość siatkarzy po każdej akcji była kontrolowana, by przypadkiem nie wybić się z dobrej gry, w przeciwieństwie do reakcji tłumu. Każdy punkt ciężko przez nich wypracowany, skutkował tysiącami oklasków i skandowaniem czy śpiewem. Wstawaliśmy ze swoich miejsc, próbując w ten sposób złagodzić emocje, które nami zawładnęły. Po raz pierwszy w życiu czułam, że jestem z nimi na boisku, bo po każdej akcji któryś z nich zerkał w naszą stronę szukając aprobaty czy pocieszenia. Byłam zaszczycona, że wybrali właśnie nas, pomagaliśmy jak tylko mogliśmy. Dopiero widząc z bliska ich zaangażowanie, zrozumiałam jak bardzo jest to dla nich ważne. Nie chcieli zawieść tych wszystkich ludzi, którzy pojawili się, aby zobaczyć ich triumf. Siatkarze nie zawiedli, wytrzymali tą presję wygrywając pięciosetowy pojedynek. Kiedy zobaczyłam ja krzyczą ze szczęścia, sama zaczęłam krzyczeć, nie kontrolując spływających po mojej twarzy łez.
- Nie wierzę, nie wierzę, nie wierzę! – piszczała Młoda, rzucając się na szyję ludziom, których w ogóle nie znała.
- To już mówiłaś! – krzyknęła Ada, skacząc z radości.  – Patrz, tam! – wskazała palcem na biegnącego w moją stronę Bartka. Jeszcze nigdy nie widziałam go tak szczęśliwego, co wcale mnie nie dziwiło, bo większość z nich właśnie spełniła swoje marzenie.
- Mówiłem ci już, że cię kocham! – próbował przekrzyczeć tłum zgromadzony w Spodku. Przeskoczył przez bandy reklamowe i mocno mnie przytulił, okręcając mnie przy tym wokół własnej osi – Cieszę się, że mogę z tobą to wszystko dzielić i chciałbym, żeby było tak już zawsze.
Wiecie jak to jest, kiedy dzięki jednej osobie, świat przestaje dla was istnieć? Wiecie jak to jest być kochaną przez kogoś, kogo kochacie całym sercem? Wiecie jak to jest być naprawdę szczęśliwym?
Bo ja już wiem.
***
- Mamo nie wyjeżdżam na koniec świata, do Łodzi jest jakieś trzy godziny drogi. Dam znać, jak dojedziemy. – popatrzyłam na nich ostatni raz przed wyjściem z domu. Wyjściem dosłownym, jak i przenośnym. Właśnie teraz, z przekroczeniem progu, zaczynało się moje nowe życie. Nie wiem jakie ono będzie, wiem jedno – nie będzie łatwo. Przede mną jeszcze długa droga, wiele czasu upłynie zanim będę mogła powiedzieć, że jestem zadowolona z tego życia i niczego nie żałuję. Mogę mieć tylko nadzieję, że kiedyś spoglądając wstecz będę mogła tak powiedzieć.
Właściwie mogłabym powiedzieć, że ryzykuję. Nie mówiłam nikomu o swojej wcześniejszej przeprowadzce, nie licząc swoich rodziców i Kuby, który został wtajemniczony w mój plan. Musiałam liczyć się z każdą reakcją, nawet tą negatywną.
- Ida, telefon ci dzwoni – Adrian szturchnął mnie lekko, wyrywając mnie z rozmyślań. Im dłużej nie widziałam Bartka, tym bardziej byłam nieznośna. Zrozumiałam, co tęsknota potrafi zrobić z człowiekiem. Jednocześnie uświadomiłam sobie, że podjęłam dobrą decyzję. Spojrzałam na wyświetlacz, uśmiechając się pod nosem. „Wieczorem będę już w domu, niecałe 3 godziny drogi od ciebie” – To Bartek, pisze, że wieczorem będzie w domu.  – Adrian zrobił swoją ‘myślącą’ minę, po czym zadał mi nurtujące go pytanie.
- A właściwie to gdzie ty będziesz mieszkać, co? – nic im nie powiedziałam, bo pewnie myśleli, że zamieszkam z nimi. Nie chciałam wyprowadzać ich z błędu, choć może to z mojej strony nie fair, że nie pisnęłam ani słowa.
- Po prostu jedź, dobra. Masz adres – podałam mu kartkę z naskrobanym adresem, żeby wprowadził dokładniejsze dane, by Krzyś – GPS mógł poprowadzić nas do celu.
- Ale to przecież Bełchatów.
- Adrian, zawieź mnie tam i o nic nie pytaj, proszę.
Kiedy znaleźliśmy się na miejscu, Adrian był jeszcze bardziej skołowany niż wtedy kiedy zobaczył adres. Jednak mimo wszystko o nic nie pytał. Zaparkował przy jednym z wielkich bloków, czekając na moją reakcję. Byłam strasznie zdenerwowana, ale ostatecznie postanowiłam wysiąść.
- Pomożesz mi wnieść rzeczy?
- Jasne.
Ręka mi drżała kiedy otwierałam drzwi do mieszkania. Adrianowi to nie umknęło, ale tak jak prosiłam, nie pytał, za co byłam mu wdzięczna. Przekroczyłam próg, rozglądając się wokół. Uśmiechnęłam się pod nosem, ściskając w ręce klucze. Weszłam do kuchni i otworzyłam okno. Usiadłam przy stole, patrząc jak Adrian wnosi ostatnie pudełko – całkiem odosobnione od reszty rzeczy. Zauważyłam, że przygląda się z zaciekawieniem.
- To są mecze reprezentacji z tego sezonu i mecze Skry.
- Dlaczego zabrałaś je ze sobą?
- Po prostu, z tego samego powodu, co pozostałe rzeczy. Jeżeli chcesz, to możesz już jechać.
- Poradzisz sobie sama? Wyglądasz jakoś dziwnie. – podeszłam do niego i przytuliłam się.  – No, teraz lepiej. Na pewno mam jechać?
- Tak, dam sobie radę. – uśmiechnął się do mnie i już go nie było. Zamknęłam za nim drzwi, po czym przeniosłam torby do dużego pokoju. Usiadłam na sofie i czekałam. Przez ten czas nachodziły mnie różne myśli, całkowicie różne, czasem nie mające ze sobą nic wspólnego, ale siedziałam, cały czas czekałam. Aż do wieczora, kiedy usłyszałam na klatce podniesione głosy. Serce podeszło mi do gardła, kiedy głosy stawały się coraz bardziej wyraźne i głośne. W końcu drzwi się otworzyły.
- Drzwi są otwarte, mówiłem ci, że ktoś się włamie, ale ty nie pozwoliłeś mi zadzwonić! – usłyszałam jego głos w nieco innym wydaniu, aż lekko się wystraszyłam. Powoli wyszłam z pokoju, stając w przedpokoju i widząc jak wydziera się na swojego przyjaciela.
- Oj, przestań wrzeszczeć, tylko się odwróć – Kuba puścił mi oczko, po czym zniknął za drzwiami, zostawiając mnie twarzą w twarz z facetem, którego kocham i z którym chcę zamieszkać.
- Ida? Ale co ty tutaj…
- Poprosiłam Kubę, żeby dał mi klucze, bo chciałam zapytać, czy nadal chcesz ze mną zamieszkać.  – Bartek rzucił bagaże na podłogę, podchodząc bliżej mnie. Był całkowicie zaskoczony moją obecnością, a jeszcze bardziej bagażami, które leżały w pokoju. Zaczął się śmiać, kręcąc głową z niedowierzania, po czym porwał mnie na ręce.
- Kocham cię, wariatko.
- Czy to znaczy ‘tak’?
- Tak, tak, tak.

Tak – to słowo padało jeszcze wiele, wiele razy.


***
Nie wiem w ogóle czy ktoś tu jeszcze zagląda, bo bardzo długo mnie tutaj nie było. Dużo się działo i nadal się dzieje, pisanie zeszło na boczny tor :( Jak w tytule, to koniec tej części, myślę, że spodziewany przez wszystkich, którzy mieli okazję to czytać ;) Koniec - ale tej części, ponieważ mam w zanadrzu jeszcze jedną, kompletnie inną, ale o tym samym :) Dalsza część tej historii, niedługo ujrzy światło dzienne :) Nie wiem jeszcze czy będę publikować tutaj czy pod innym adresem, ale obiecuję tutaj Was o tym poinformować :) 
Pozdrawiam,
Wiśnia :)